baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

komentarze

XXV Niedziela Zwykła
Mk 9,30-37

Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.

MÓWCIE PACIERZE

"Mówcie pacierze! - krzyczy prostota -
Tu jego dusza być musi.
Jasio być musi przy swej Karusi,
On ją kochał za żywota!"

I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Płaczę i mówię pacierze.
"Słuchaj, dzieweczko!" - krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
"Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.

Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni.
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni".

(A.Mickiewicz, Romantyczność”)

Pokolenie XXI wieku – pokolenie, które pacierze odsyła do lamusa, a na tron usadawia szkiełko i oko. I co? Zabroni mu kto czegokolwiek? Posadzi do kryminału? Z Pewnością, nie. Jednak zawsze można zasiać ziarno niepokoju, ba! Nawet trzeba!

Pan Jezus dziś zapowiada swoim Apostołom, że czas Krzyża jest tuż, tuż. Oni, jak to z facetami bywa, nie rozrzewnili się, nie wpychali się Nauczycielowi w ramiona, poklepując Go po plechach w geście przyjacielskiego pożegnania.  Zajęli się tym, co panowie lubią chyba najbardziej: bitwą o stołki. Ludzka to rzecz, a ktoś musi być na przedzie, by inni sobie po nogach nie deptali i nie przefasonowali sobie buziek. W tej materii nic się nie zmieniło po dziś dzień. I zostawmy to. Na kiedy indziej…

Chcę się zatrzymać przy temacie śmierci.
Od kilku lat sprawuję liturgie pogrzebowe. Odprowadzałem już do grobu małe dzieciątko, wisielca, alkoholika, który zamarzł na progu jesieni i zimy na ławeczce parkowej, starszego Pana, przesympatycznego Józefa, który się zaczadził. Był też gangster, którego przyszło żegnać mnóstwo innych jego kompanów. Było wiele innych osób, najczęściej dożywających jesieni życia. Większość tych pogrzebów miała pewien wspólny element: znikomy udział w ceremoniach brały dzieci. Drzewiej bywało, że kiedy odchodził na drugi brzeg życia nestor rodu, to niemożliwe było, aby ktokolwiek z jego bliskich nie wziął udziału w towarzyszeniu mu w ostatniej drodze. Dzieci całowały zmarłych rodziców w czoło, tudzież w rękę, dalsi krewni, sąsiedzi kładli swą prawicę na prawicy zmarłego, mówiąc na głos lub w cichości serca – żegnaj. I to było normalne, tak powszechne, jak grillowanie na wiosnę i w lecie w sąsiedzkich ogrodach. Dzisiaj natomiast dzieci izoluje się od śmierci, ale już nie od przekleństw i innych sprośności, przy grillach właśnie padających…

Zabiera się dzieciom możliwość uczestniczenia w istotnym elemencie ludzkiego bytowania, w śmierci swoich bliskich. Tym samym okalecza się je, bo jak inaczej nazwać taki stan, kiedy pompuje się w dziecko „życie na maxa”: wystawne chrzciny i komunie święte, przebogate prezenty, wypasione komórki, ekskluzywne wakacje, itd. Itp. Etc – natomiast pozbawiając swoje pociechy gotowości i zdolności do pokonywania trudów życia. Ile razy zdarza się, że owo „życie na maxa” nie pozwoliło na przygotowanie zapisów testamentalnych, nie poprowadziło do zgody braterskiej kiedyś tam zerwanej, do stanięcia w prawdzie przed zdradzanym małżonkiem, czy pomówionym kolegą/koleżanką z pracy, czy podwórka.

Ludzie kochani! Pozwalajcie Bogu działać również i w śmierci Waszej, Waszych bliskich. On jest Panem życia i  śmierci a wobec tego z obu tych stanów może i chce wyprowadzić najlepsze z możliwych dóbr, jakim dla nas, wierzących jest zmartwychwstanie, zaś dla tych poszukujących, czy nawet negujących Boga – tak zwany święty spokój.

Dla tych ostatnich właśnie, kieruję ostatnie wersy tego wpisu. Wersy nie pochodzące z czasem nie interesującej nas zupełnie Biblii. Słowa te, podobnie jak wstęp, napisał nasz wieszcz narodowy:

"Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!"

ks. Marek Radomski

linia

MIŁOŚĆ WERYFIKUJE

Człowiek pragnie w życiu kimś być i coś w w tym życiu osiągnąć. To jest naturalne i zrozumiałe, bo wpisane w naszą ludzką naturę. Apostołowie jednak posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. Tak jak zawsze gdy człowiek walczy o władzę .

Wielkość apostołów szybko została zweryfikowana i prysła jak bańka mydlana wtedy, kiedy jezus ich potrzebował w czasie swojej męki i śmierci. Na szczęście miłość weryfikuje naszą wielkość, ukazując, że nikt z nas nie jest mały czy wielki. Każdy z nas jest poprostu inny ze swoimi blaskami i cieniami, z silnymi i słąbymi stronami. Każdy z nas jest inny, ale w oczach Jezusa, każdy jest umiłowany i drogi. Człowiek, który nie odkrył swej wartości musi „krzyczeć”, że jest wielki. A kto odkrył swoją wartość i to jak jest kochany każdego dnia dziękuje Bogu za  dar miłości.

Ks. Wojciech Paszko

linia

O PEWNEJ NAUCZYCIELCE BOŻYCH TAJEMNIC

Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał.

Odwiedziłem niedawno znajome małżeństwo , które wychowuje czteroletnią córkę. Tego dnia u dziewczynki były koleżanki oraz koledzy. W czasie wspólnej zabawy zdarzyło się jednak coś smutnego. Otóż mała gospodyni nie potrafiła zapanować nad swoja fizjologią i zmoczyła się. Wstydziła się bardzo tego, jednakże jej goście wykorzystując sytuację zaczęli drwić z niej i w ten sposób bardzo ją upokorzyli do tego stopnia, że czuła się odrzucona przez cały świat.
Każdy człowiek nosi w sobie jakąś słabość. Jednakże dorośli próbują ją ukryć poprzez mechanizmy obronne. Czasami ktoś ukrywa swoją nędzę poprzez postawę górowania nad drugim ("w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy"). Trudno przychodzi nam też przyjmowanie innych z ich słabościami, dostrzegając w nich dziecięcą słabość i bezradność.

Myślę, że w czasie wspomnianej wizyty zrozumiałem coś z Bożego patrzenia na ludzką słabość i niedojrzałość. Wtedy, gdy niemiłosierne dzieci śmiały się ze swojej upokorzonej koleżanki, jej matka wpierw zakazała gościom takiego zachowania, a później przytuliła swą zapłakaną córeczkę i pokazała, że kocha ją nawet w tak wstydliwej sytuacji. Tamtego popołudnia matka upokorzonej dziewczynki stała się dla mnie nauczycielką Bożych tajemnic.

ks. Jacek Socha

linia
hedley 2009