Schizofrenia – problem duchowy!
Często myślimy, że owa choroba niespójności tego co się mówi z tym co się robi, dotyczy tylko naszego czasu. Ale jak można to łatwo zauważyć w dzisiejszej Ewangelii, dwa tysiące lat temu, było całkiem podobnie. Jezus więc ostro piętnuje w dzisiejszym Słowie taką postawę życiowej schizofrenii, niespójności i kłamstwa, które są zaraźliwe jak niezdrowe powietrze. Chrystus chce nas przestrzec przed tym, jak bardzo dla chrześcijanina jest to niebezpieczne – żyć w takim zakłamaniu.
Gdy popatrzymy na to, co najbardziej razi w naszych postawach, to właśnie jest to najczęściej ów brak pokrycia słów w czynach. Czy nie jest tak, gdy słyszymy księdza, głoszącego kazanie i mówiącego rzeczy, którymi sam nie żyje, a wymaga tego od innych? Czy nie drażni nas, gdy kolejny raz syn czy córka obiecuje poprawę, a nadal jest to samo i ciągle w kółko te same problemy? Czy nie irytujemy się, gdy mąż czy żona, ciągle obiecuje, że się zmieni, a i tak z tego nic nie wychodzi? I moglibyśmy tak wyliczać i wyliczać. Człowiek bowiem tak naprawdę nie znosi kłamstwa i zafałszowania, ale z drugiej strony jest tak bardzo tym kuszony. Skąd więc to wszystko się bierze? Czy ja też mam z tym problem?
Myślę, że jest to związane, a nawet zakorzenione w tym, co nazywamy pychą życia. Mieć ciągle więcej, mieć lepiej niż inni, wyjść zawsze na pierwsze miejsce i na czoło peletonu. Człowiek stawiając sobie często bardzo egoistyczne cele, w pewnym momencie nie zauważa, że zachorował na wspomnianą dzisiaj przez Jezusa chorobę niespójności i brnie po równi pochyłej już ku nicości niespełnionych obietnic i niezrealizowanych marzeń. Ta pycha życia nakręca w nas też kolejny mechanizm, który nazwałbym spiralą egoizmu. Im bardziej bowiem „zakręcimy” się wokół tego, by mieć więcej i znaczyć bardziej, tym w większą pychę wpadamy i jeszcze bardziej nakręcamy ową spiralę, tego, że to ja jestem najważniejszy czy najważniejsza. Tych pierwszych miejsc księża żądają dla siebie od parafian, rodzice od dzieci, nauczyciele od uczniów, politycy od społeczeństwa. I tak powstaje wielka rzesza ludzi, różnych stanów i profesji, gdzie wspólnym mianownikiem staje się owa schizofrenia życia.
Stąd Jezus wzywa nas dzisiaj do odważnego powiedzenia sobie, że chrześcijanin to człowiek prawdziwy. To nie ktoś kto udaje kogoś innego, ale to ktoś, kto zna swoją wartość i nie musi udawać. Bóg zaprasza nas dzisiaj do odkrycia w naszym sercu tego co mamy najcenniejsze – życie z Ducha Świętego. Ponadto Chrystus chce, byśmy żyjąc w zgodzie z tym co mówimy i co wyznajemy, stali się autentyczni dla otaczającego świata oraz atrakcyjnymi jako chrześcijanie. Gdy będziemy żyli prawdziwe, to wtedy świat zacznie zadawać sobie pytanie, o sens takiego życia i w rezultacie o sens samej Ewangelii – Dobrej Nowiny o Bogu Żywym. Jako dzieci Jezusa, mamy szansę pokazać światu radość życia w prawdzie. Mamy szansę dać światu coś, co nie jest przemijające, ale jest stałe i prawdziwe. Mamy w końcu szansę na to, by idąc przez życie w zgodzie z tym co mówi nam nasze sumienie, dostać się do upragnionego nieba. Obyśmy dzięki tej Ewangelii, odkryli radość z życia – prawdziwego życia. Modlitwa o pokorę Módlmy się: |
|
Zawiesiłem sutannę na kołek!No, tak nieco kontrowersyjnie to może brzmi, więc uspokajam – na wieszak. Jak zwykle zresztą. I tak sobie pomyślałem – jaka ta moja szata duchowna zniszczona, schodzona i sprana, poza tym materiał już rzadki się robi i tylko patrzeć, jak dziury zaczną się same robić. Tak sobie pomyślałem – jeśli tak sprawy się mają z sutanną, jako szatą, to co dopiero z życiem w ogóle? Też może być mocno znoszone – i to w każdą możliwą stronę. Sam się łapie na swoim własnym, mam obserwację tysięcy innych istnień i powiem tylko tyle: paskudnie ciężko jest żyć tak, żeby gdzieś na końcu dostać nagrodę. A jeszcze do tego czasem jest tak, że nagroda zdaje się być zawieszona, mglisto postrzegana… Takie zabijanie nadziei się dokonuje. A jeszcze jak się widzi takie obrazki jak we Francji, albo i w Polsce nawet, to już w ogóle, ręce opadają. Ale wiecie co? Mimo, że może dołem wieje, się znaczy doliną – to uspokajam – jest dobrze. Oczywiście – może być zawsze lepiej. W sensie: po co się napinać, szukać sobie wrogów, wampirów energetycznych i innych takich? Jest przecież Chwała Boża, która ma się rozprzestrzeniać aż po krańce świata, aż po kres czasu. I nawet jeśli ma Ona się ograniczać do prostych gestów, wierności obowiązkom i cerowaniu sutanny [tudzież odkładaniu grosza na nową (już się zaopatrzyłem)] to - serio! Na prawdę - Warto! Fajnie by było, gdyby tak zapodać troszkę prostych przepisów, ale ostatecznie niebanalnych, na realizację głoszenia Chwały Bożej. Da się? ks. Marek Radomski |
|
|
|