NADZIEJAGłos proroka - ostatniego proroka Starego Testamentu, jakim był Jan Chrzciciel - brzmiący w dzisiejszej Ewangelii przypomina nam o naszej własnej niewystarczalności, jeżeli chodzi o możliwość samodzielnego dostrzeżenia wielu aspektów naszej osobistej wiary i religijności. Potrzeba nam proroków. Potrzeba nam niekiedy donośnego głosu z zewnątrz, który pozwala na zobaczyć wiele kwestii w nowym świetle. Tak jak tego chce Jezus Chrystus. Czas Adwentu jest właśnie czasem proroków: przede wszystkim Izajasza i Jana Chrzciciela. Czy jest on czasem proroków także dla mnie? I nie chodzi tutaj tylko o owych dwóch wymienionych powyżej, ale proroków także w szerszym rozumieniu tego słowa. Ponieważ każdy czas ma swoich proroków - ludzi, którzy ze zdwojoną siłą głoszą Boże słowo, Jego wolę. Swoich proroków posiada także dzisiejszy świat. I do dzisiejszego świata Bóg mówi poprzez człowieka, podobnie jak czynił to w przeszłości. Myślę, że wielkim prorokiem naszych czasów jest np. papież Benedykt XVI - człowiek słowa, w którego głos należy się uważnie wsłuchać. Jest prorokiem na nasze czasy, gdyż bez strudzenia ukazuje wszystkie zagrożenia, na jakie wystawiony jest człowiek wierzący we współczesności. Dzisiejszy świat mówi nam uparcie, że nie warto się trudzić, starać się, podejmować decyzje, które wiązałyby nas na długo. Mamy żyć wesoło i szczęśliwie. Życie staje się tym bardziej wartościowe, im więcej własnych życzeń uda nam się zrealizować. Osobiste poczucie szczęścia na tym świecie stało się miarą wszystkiego. Papież przypomina nam natomiast, że miarą wszystkiego jest wola Boża. W parze z tym idzie godność człowieka. Chwilowe poczucie samozadowolenia, euforii może być niekiedy złudne, jeżeli dotykamy spraw, które po prostu nie są zgodne z oczekiwaniem Jezusa Chrystusa. Lecz prorok dzisiejszych czasów to nie tylko osoba papieża. Każdy ma wokół siebie rożnych "proroków" - ludzi, którzy w różny sposób przypominają nam o Bożej obecności i Jego oczekiwaniach. Są to osoby, które dobrze znamy z naszego otoczenia. Pobudzą nas do myślenia, uwrażliwiają nasze sumienia, stają się dla nas wzorem. To także głos Boga, poprzez który On pragnie dotrzeć do nas. Wygrywa ten, kto staje się bardziej uważny. To, co Boże, jest najprawdopodobniej bliżej nas, niż niejednokrotnie zdajemy sobie z tego sprawę. Adwent pragnie wyczulić naszą wrażliwość. A my dajmy się Bogu kształtować tak, jak On tego chce. ks. Andrzej Dańczak |
||
OCZEKIWANIETak sobie podczytuję "Śmierć i życie wieczne" kard. Ratzingera i wydaje mi się, iż w swoich słowach obecny papież - z jednej strony jest siewcą nadziei - kiedy przywołuje słowa modlitwy: Od nagłej a niespodziewanej śmierci wybaw nas Panie - przypomina, że możliwy jest czas na to, by zadbać ażeby być na nią przygotowanym - modląc się właśnie. Dalej - daje też nadzieję, albo inaczej - klaruje ją, kiedy pisze, że tylko życie wieczne może być odpowiedzią na naszą doczesność jak i na nasze umieranie. Ale jest też coś jeszcze w przekazie Benedykta XVI - spostrzeżenie niby oczywiste i jawne dla wielu. Jednak wydaje mi się, że jest w tych słowach coś jeszcze: mianowicie ubolewanie, przechodzące niemal w pewność, iż wydano wojnę Bogu - Panu Życia i śmierci. Zwłaszcza teraz, z perspektywy czasu, kiedy Ratzinger piastuje urząd Namiestnika Chrystusowego, wszystko to według mnie nabiera mocniejszych barw, które wyczulone oko, w mig rozpozna jako przekonywujące dowodzenie, iż żyjemy w czasach ostatecznych. W czasach, które już i jeszcze nie, zaczynają się realizować. Wskazuje autor na dwoistość traktowania śmierci. Z jednej strony - temat tabu, tak głęboko rozwinięty, że nawet niektóre zakłady pogrzebowe słowa tego nie mają w swoim słowniku. Niczym zdrajca, wróg odwieczny, ktoś bez honoru, nieproszony, niepożądany, jest śmierć zbywana milczeniem. Z drugiej zaś robi się z niej show: począwszy od krwawych filmów, kończąc na przekazach live z eutanazji - śmierć na usługach człowieka, do pewnych miar oczywiście. Tak sobie myślę, że jest to upozorowanie zdrady śmierci, której przecież pochodzenie ma wymiar nadprzyrodzony. W zdradzieckim świecie wszystko musi być pod dyktando zdrajców. Nawet śmierć umieją skorumpować... Druga niedziela adwentu ostro weryfikuje ludzkie, przyziemne dumania. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona, dokonuje się ważenie na szali sprawiedliwości, naszych serc, myśli, uczynków, tęsknot, roszczeń. I nic nie da usprawiedliwienie, że przecież wierzę, że Abrahama mam za ojca w porządku nadziei. Bo przecież nie jest chrześcijaństwo religią, w której mam widzieć za cel posłanego lecz Tego, Który posyła: ducha Prawdy, modlitwy, miłości miłosiernej. Wie o tym doskonale Chrzciciel, herold ogłaszający nadejście Sprawiedliwego, kiedy mówi, iż nie jest godzien Nadchodzącemu nosić sandałów. Jan to wiedział, a my, dziś? No właśnie – korumpujemy śmierć, jak wcześniej wspomniałem, siekierę intencjonalnie chcemy zawiesić gdzieś pomiędzy Ją trzymającym, a korzeniem drzewa. Pytanie po co? Żeby z życia doczesnego uczynić sobie wzajemnie piekło? Bo żeby niebo zbudować, to potrzeba łaski, konieczny jest Bóg, Jezus Chrystus. Bez Niego to tylko show możemy uczynić. Bilety sprzedamy, zarobek przepuścimy i pozostanie tylko boląca głowa… |
||
| Jeżeli chcesz nas ubogacić swoim rozumieniem tego fragmentu Ewangelii, zapraszamy do dzielenia. |
||
|
||