Na ucztę w NiebiePoczątek dzisiejszego czytania ewangelicznego: „Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek..”, daje nam okazję do korekty błędnego, a zarazem powszechnie utartego potępienia frakcji Faryzeuszy. Określenie „Faryzeusz” nawet dzisiaj, w większości współczesnych języków, jest używane w odniesieniu do ludzi nacechowanych hipokryzją, fałszem, podstępem, do ludzi dwulicowych. Tymczasem okazuje się, że nie wszyscy Faryzeusze charakteryzowali się tymi cechami. Wystarczy wspomnieć chociażby Nikodema (J 3, 1; 7, 50), św. Pawła który był gorliwym Faryzeuszem Saulem przed swoim nawróceniem, czy Gamaliela broniącego apostołów przed Sanhedrynem (Dz 5, 34). Relacje Faryzeuszy z Jezusem nie zawsze były konfliktowe, czego przykładem jest dzisiejsza perykopa: Jezus goszczony w domu przywódcy Faryzeuszy. Jeśli mielibyśmy szukać wrogów par excellence Jezusa, to z całą pewnością należałoby rozejrzeć się wśród Saduceuszy, do których należała klasa kapłańska z Jerozolimy. Przejdźmy do perykopy. W czasie swojej podróży do Jerozolimy Jezus zatrzymuje się na obiedzie w domu Faryzeusza. Podczas posiłku udziela niejako dwóch nauk. Jedna z nich skierowana jest do gospodarza uczty, a druga do zaproszonych. Aby w pełni zrozumieć wygłoszone słowa, trzeba już na samym początku zaznaczyć, że żydowskie teksty eschatologiczne (już od Iz 25, 6-9) często posługiwały się obrazem uczty w opisywaniu „Królestwa Bożego”. Używał go także sam Jezus w swoim nauczaniu, chociażby w Łk 12, 37. Do gospodarza wydającego ucztę Jezus mówi: „...kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych”. Cechą charakterystyczną nauczania Jezusowego jest przede wszystkim to, że głoszoną przez siebie naukę, jako pierwszy wprowadza w czyn i to od samego początku swojej misji: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej.” (Flp 2, 6-8). Następnie podczas kazania na górze Jezus wyraźnie zaznaczył, jacy ludzie znajdują się na samej górze listy zaproszonych na ucztę niebiańską: Są nimi w pierwszym rzędzie biedni, pokorni, głodni, prześladowani... W czasie rekolekcji kapłańskich w Matemblewie (Czerwiec 2010) ojcowie Enrico i Antonello, dwaj misjonarze włoscy pracujący w Brazylii wśród najbiedniejszych, opowiadali jak pewnego dnia zapukał do klasztoru, w którym wcześniej przebywali, jakiś brudny i głodny żebrak. Zaproszono go na posiłek do zakonnego refektarza (jadalni). Jednakże po tygodniu wspólnych obiadów z zakonnikami, na dłuższą metę nie było już tam dla niego miejsca. Po zamknięciu furty klasztornej przed biedakiem, włoscy zakonnicy czuli jakiś wewnętrzny niepokój, który został potwierdzony w czasie ich modlitwy w kaplicy. Usłyszeli wtedy w swoich sercach słowa Jezusa: „Jeśli przy waszym stole nie ma miejsca dla głodnych, spragnionych, bezdomnych..., nie ma w nim miejsca także dla mnie.” Od tego momentu oo. Enrico i Antonello, jako założyciele „Przymierza Miłosierdzia”, mieszkają i pracują pomiędzy zapomnianymi przez świat, a więc wśród takich, którzy na uczcie w domu Ojca będą zaproszeni do stołów weselnych na pierwsze, honorowe miejsca. To co nas jednak bardziej interesuje w dzisiejszej przypowieści, zawarte jest w nauce Jezusa skierowanej do zaproszonych na ucztę. Dlaczego? Ponieważ jak już mówiłem obiad u Faryzeusza stał się dla Mistrza okazją do wskazania nam wszystkim drogi prowadzącej na ucztę w niebie, gdzie gospodarzem będzie sam Bóg Ojciec. Zajmowanie „ostatnich miejsc” w życiu, zwłaszcza dzisiejszym, nacechowanym gorączkowym „wyścigiem szczurów”, jest właśnie tą drogą pochwaloną przez Jezusa. W praktyce oznacza ona pielgrzymowanie po tym ziemskim padole w duchu pokory i uniżenia, w zwalczaniu pychy popychającej do nieustannego wynoszenia się nad innych. Spójrzmy na kilka spośród rozlicznych tekstów biblijnych pochwalających tę cnotę: Ale Ja patrzę na tego, który jest biedny i zgnębiony na duchu, i który z drżeniem czci moje słowo.(Iz 66,2) Pokorni wzmogą swą radość w Panu, i najubożsi rozweselą się w Świętym Izraela,bo nie stanie ciemięzcy, z szydercą koniec będzie, i wycięci będą wszyscy, co za złem gonią(Iz 29-,19-20) Natomiast pokorni posiądą ziemię i będą się rozkoszować wielkim pokojem. (Ps 37,11) Chociaż słuchając tego hymnu, św. Jan Chrzciciel przebywał jeszcze w łonie swojej matki Elżbiety, to jednak odrobił dobrze tę swoją pierwszą lekcję chrześcijaństwa. Św. Augustyn napisze trzy wieki później takie oto zdanie o Janie Chrzcicielu: |
|
...bycie w cieniuRelacje społeczne zakładają istnienie uzasadnionej hierarchii. Są zatem: szef, prezes, dyrektor, kierownik, lider, przewodniczący ,kapłan, etc. Odpowiednio: zastępcy, animatorzy, podwładni, wierni. Chrystus nie burzy tego porządku, nie jest rewolucjonistą. Władza przecież pochodzi od Boga, On sam jest Władcą i Królem świata (por. Rz 13,1). Stając się człowiekiem poniżył się i ukazał słowem i przykładem, że każda władza zgodna z Bożym prawem powinna cechować się skromnością i bezinteresownością. Nie chodzi o zaszczyty i związane z tym profity, ale o człowieka. On ma być podmiotem wszelkich działań, nigdy narzędziem czy środkiem do osiągania jakiegoś celu. Wzgląd na człowieka skłania zatem do skromności i nie wywyższania siebie ponad innych z powodu sprawowanych funkcji lub posiadanych talentów. W przeciwnym razie usłyszysz od Jezusa: "będziesz poniżony". Owo "bycie w cieniu" jest niezwykłym pomostem do właściwie rozumianej służby. Ona nie tracą z oczu bliźniego staje się bezinteresowna, gdy akcentuje dzieło, a nie tego, kto je wypełnia. Niezwykle trudne, ale tylko wtedy usłyszysz z ust Tego, kto się "uniżył aż do śmierci", że "będziesz szczęśliwy". Chcesz być szczęśliwy? ks. Andrzej Leszczyński
|
|
Nie dalej, jak wczoraj usłyszałem znakomite porównanie pewnych ludzkich zachowań do zachowania udomowionego czworonoga, któremu to ludzie potrafią nadawać rozmaite imiona, a pośród których chyba najbardziej potocznym jest Azor. Autorem porównania był, o ile mnie pamięć nie zawodzi, senator Żelichowski. Komentując zachowania polityków, którzy mają tak zwane "parcie na szkło", porównał ich medialny magnetyzm do psiaka, który musi zadrzeć nogę, by podlać niemal każde drzewo, obok którego przechodzi. Wg Żelichowskiego, dla wielu polityków dziennikarz, tudzież kamera uprzedmiatawia w sobie owe drzewo, tak bardzo upatrzone przez Azora, czy innego Bobika. Życie jednak pokazuje, że sprawa jest znacznie głębsza i nie wiąże z sobą jedynie polityków z żurnalistami. Okazuje się bowiem, że bardzo często niemal każdy z nas, zdaje się kreować na takiego, co chce się za wszelką niekiedy cenę, wyrwać przed szereg, chce błysnąć w towarzystwie i mieć gotową odpowiedź na wszystkie problemy świata. Stare porzekadło mawia, że człowiek się głupi rodzi i czasem jeszcze głupszy umiera. To raz. Po drugie: świat boryka się nieustannie z rozmaitymi bolączkami. Zatem pomysł, że moja koncepcja jest najlepsza dla wszystkich – z góry jest skazana na wyśmianie i zapomnienie. Wszak za Chrystusem nie wszyscy poszli, świadomie i dobrowolnie Go odrzucając, a co dopiero ja, proch mizerny, któremu Pan szczodrze dział życia wyznaczył? Oddajmy jednak sprawiedliwość – Bogu i bliźniemu. Bo, po pierwsze – Najwyższy daje nam talenty, dary swojej łaski, byśmy faktycznie stawali się Świętymi, jak On jest Święty – czyli byśmy mądrze korzystali z życia i w życiu mądrości siebie i innych uczyli. Po drugie zaś – nie wszyscy w równym stopniu uosabiamy w sobie tak cnoty jak i wady. Ktoś ma więcej, ktoś ma mniej; nie od wszystkich wymaga się wszystkiego w równym stopniu. Jest jednak pewien klucz, mogący znakomicie posłużyć do zmniejszania zawartości błędu, czy najzwyklejszej głupoty w naszym życiu. Ów klucz objawia nam sam Bóg już w pierwszym czytaniu, z księgi Syracha: Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. Łagodność, spokój, opanowanie, cierpliwość, dobroduszność, pokój … Znamy to? Przypominamy sobie? Tak! To przecież owoce Ducha Świętego, o których mowa w Ga 5, 22-23. Jeśli mam w sobie owoce Ducha, jeśli nie brak mi łagodności właśnie, pokoju Chrystusowego w moim sercu – wówczas nie będę musiał targować się z Bogiem Abrachamowym Aj-waj, czy mogę, czy też nie, używać antykoncepcji, bo akuratnie mam problem zdrowotny żony i dziecka, i ciąża kolejna mogłaby zrobić sporo złego; jeśli w moim życiu nie jest deficytowym "towarem" uprzejmość, dobroć, wierność – to nie dam się zwieźć pokuszeniu, ażeby sprawę krzyża z Krakowskiego Przedmieścia ukazywać w sposób manipulacyjny, wygodny i widziany oczyma tych, którzy tak naprawdę nie mają nic wspólnego ani z krzyżem, ani z religią chrześcijańską, ani tym bardziej z Bogiem. ks. Marek Radomski |
|
| Jeżeli chcesz nas ubogacić swoim rozumieniem tego fragmentu Ewangelii, zapraszamy do dzielenia. Brak połączenia z bazą! |
|
|
|