BÓG MÓWI DO CHCIWEGO: GŁUPCZEPrzypowieść Jezusa o chciwości zaadresowana jest nie tylko do człowieka z ewangelii, ale do nas wszystkich, ponieważ każdy miał lub ma problem z przywiązaniem do rzeczy materialnych. Samo posiadanie nie jest niczym złym. Sam Jezus i Apostołowie posiadali pewne środki materialne, po to aby przeżyć. Problem pojawia się gdy to co mamy, nie jest już tylko środkiem do zdobywania szczęścia, ale staje się celem samym w sobie. Chciwość niszczy wolność ludzką. Człowiek nie jest w stanie podejmować nieskrępowanych decyzji, dlatego iż wszelkie działanie ograniczone jest koniecznością korzyści, powiększenia swego majątku. Zdolność do działania staje się ograniczona, koślawa. Inni ludzie, czasem nawet bliskie osoby, stają się niestety również środkiem do wzbogacenia, ponieważ koleżeństwo czy przyjaźń wkracza w sferę kalkulacji. Wtedy już tylko można powiedzieć, że nasza znajomość się nie opłaca. Człowiek jest wart tyle, ile można od niego wyciągnąć, zyskać na nim. Chciwość jednak zabiera jeszcze to co najważniejsze, życie duchowe, Boga. Skoro mam już to co potrzebne, pieniądze, majątek, to po co mi Ktoś, kto ma się mną opiekować, przecież sam sobie wspaniale daję radę. Poza tym Bóg mówi, że błogosławieni miłosierni, a ja niekoniecznie muszę i chcę dzielić się tym, co zdobyłem takim wysiłkiem, niech każdy sobie zapracuje. Bóg staje się niepotrzebny, a czasem i przeszkodą na drodze do bogactwa. Chciwym może stać się nawet ten, kto posiadając niewiele, poświęca dla tego co ma Boga, przyjaciół i własne zbawienie. Ubogi to ten, kto nawet posiada dużo, ale całą ufność pokłada w Bogu i umie się dzielić majątkiem. Bóg mówi do chciwego: głupcze. To słowo jak echo brzmi w Piśmie świętym, ponieważ człowiek ganiając za bogactwem, zapomina o tym, że nic nie zabierze do grobu, na tamten świat. W każdej chwili może odejść. Jedyne co może odziedziczyć to dobro, które zdziałał i szczęście, do którego będzie mu dodane. Głupiec to człowiek krótkowzroczny, bo kładzie na stole ofiarnym szczęście wieczne w zamian za szczęście doczesne. Marność Koheleta, bałwohwalstwo Pawła dotyka wielu z nas, marność ludzi marnych. Czy życie na tym polega, aby gromadzić? Czy warto poświęcić życie wieczne, aby zyskać doczesne? Wygrywając bogactwo przegrywamy całą resztę życia. Bóg działa inaczej, z miłości do nas, podzielił się swoim Synem, aby nas ubogacił na sposób Boży. Mamy być bogaci przed Bogiem w miłość, miłosierdzie, mądrość przykazań. To jest prawdziwy sens ludzkiego życia - miłość, jedyne prawdziwe bogactwo, które daje szczęście, przekraczające ziemski świat. Miłość uwalnia nas od skąpstwa, dlatego nie bądźmy nic dłużni oprócz miłości. ks. Maciej Machalica |
|
MARNOŚĆTo co dał nam świat niespodzianie zabrał los Znana piosenka K. Krawczyka może i romantycznie oraz poetycko wyraża to, co może zachodzić w relacjach pomiędzy ludźmi, zwłaszcza, kiedy ogarnięci są ogniem wzajemnej fascynacji sobą, gdy kształtuje się między nimi więź miłości zmysłowej, intymnej. Nie ma w niej jednak nadziei dla tego, kto być może nigdy w życiu nie miał dane, by przeżyć zakochanie. A cóż warte jest życie bez nadziei? Vanitas vanitatis et omnes vanitas…
Trzy myśli, każda inna. Gdy patrzeć na nie osobno, to można by powiedzieć, iż nie nastraja optymizmem, a nawet więcej – wprowadza w zakłopotanie, czyni życie człowieka na pewien sposób ograniczone, uzależnione od rozmaitych uwarunkowań. Kohelet szerzy defetyzm, Paweł Apostoł afirmuje mistycyzm, a Chrystus, co On robi? Upomina i przestrzega, albo wręcz instruuje o kindersztubie. Mógłby kto powiedzieć, że ma tego dziś po dziurki w nosie, że słyszy tego typu „kawałki” na co dzień i już mu się one przejadły i znudziły. Czy aby jednak faktycznie? Czy tylko do płaszczyzny powszedniości zostało nam się dziś odwoływać? Myślę, że tak. Tak, jeśli zostaniemy jedynie na gruncie biernego użytkowania życia, do której to bierności, mimo wszystko, zachęca nas świat i tak zwany jego „duch”. A co to takiego, to nie żadna nowość. Właśnie „defetysta” Kohelet nam o tym przypomina: wykorzystywanie wzajemne bliźnich, trud podejmowany pozornie bez sensu i inne „nonszalancje” zorientowane na życie według ciała. To wszystko już było, jest i będzie aż do dnia, kiedy Moce, Zwierzchności, Trony i Panowania oznajmią uniwersum: Koniec! Wówczas faktycznie życie jest nudne, nie warte robienia czegokolwiek ponad materię, wychodzenia poza żołądek i luksusy. Co innego jednak, jeśli chociaż na moment zechce się spojrzeć poza ową swoistą „przyrodzoność”, o której raczył wspomnieć Apostoł Narodów. Jeśli bowiem wziąć sobie do serca jego przekaz wraz z jego historią nawrócenia i życia apostolskiego, to faktycznie – nie ma większej radości, zadowolenia z życia i poczucia bycia spełnionym, jak właśnie cud mistycznego doświadczania obecności Boga w swoim życiu. Doświadczania nieograniczonego do bierności przychodzenia do teatru Kościoła, by obejrzeć spektakl jednego aktora. Doświadczenia niezawężonego do pojęć typowo konsumenckich: załatwienie chrztu dziecka, otrzymania absolucji, czy Komunii Świętej. Mistyczne przeżycie spotkania z Bogiem Jezusa Chrystusa to wcale nie koniecznie musi być zaraz ekstaza, jaką przeżywali Św. Teresa Z Awilli, czy Św. Jan od Krzyża. Mistycyzm ów to także stan, kiedy potrafię bez oporów przyznać, że „Nie jestem godzien, by Bóg przyszedł do mnie” a Jego Słowo i skierowana ku mnie Jego łaska będąca istotą misji Kościoła uposaża mnie w dyspozycję ku temu, o czym wspomina w Ewangelii dziś Chrystus. Patrz poza czubek swego nosa. Możesz mieć pokończone fakultety, możesz być sekretarzem generalnym ONZ, czy nawet papieżem; możesz mieć majątek niczym Midas i mądrość Salomona, koneksje szersze niż Opus Dei i masoneria, Camorra i FSB z CIA razem wzięte. Miej świadomość, że choćby nie wiem, jak ci się zdawało, to wszystko i tak nie jest w stanie zapewnić ci nic więcej, niż to co daje ci świat. Tacy, którzy to wszystko mieli byli, są i będą po tobie. Ty, jeśli chcesz być oryginałem od początku do końca swego życia, wiedz, że to czym dysponujesz to tylko dzierżawa i w dodatku nie wieczysta. Poznasz znacznie więcej i zyskasz, jeśli zechcesz odkryć w sobie smak mistycyzmu. Poznasz i stracisz na wieki, jeśli będziesz obstawał przy defetyzmie. ks. Marek Radomski |
|
"Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem"Bogactwo, bogacenie się i dobra materialne nie są złe, o ile nie zasłaniają dziecku Bożemu obrazu Boga. Ze wszystkiego czym się otaczamy, możemy uczynić zagrożenie dla siebie i swego zbawienia. Pan Bóg stwarzając człowieka dał we władanie a nie w posiadanie stworzony świat. Pierwszym podstawowwym błędem naszym jest próba zawładnięcia tego co jest wokół siebie, życie nasze nie jest naszą własnością ale jest ono nam dane gdyż otrzymaliśmy je od Naszych Rodziców, nikt z nas nie dał sobie życie lecz zostało ono nam dane abyśmy czynili z niego pożytek. Dominacja i podporządkowanie materii sobie a nie traktowanie jej jako środka dla ubogacenia duchowego jest pierwszym, krokiem aby zapanaować nad życiem innych stwarzając takie społeczeństwo aby mali tego świata byli uzależnienni od wielkich od tych, którzy mają a nie są dzierżawcami! Dzierżawca ma świadomość, że przemija wraz z czasem możność panowania nad powierzonymi jego pieczy dobrami dlatego traktuje jak środki a nie cele w swojej posłudze. Prawdziwy chrześcijanin jest właśnie owym dzierżawcą, który dba o siebie o dobro jemu powierzone i o innych, ktorzy wraz z nim cieszą się z dóbr materialnych. "Czyńcie ziemie sobie poddaną" to niczym innym: Pamiętajcie, że to nie należy do was, korzystajcie z tego, bawcie się tym, radujcie ale też pamiętajcie, że należy to do innych i do przyszłych pokoleń. Zachłyśnięcie się dobrami, bogactwem niestety ale zamyka na miłość innych w tym i na Miłość Pana Boga w Jezusie!!! |
|
| Jeżeli chcesz nas ubogacić swoim rozumieniem tego fragmentu Ewangelii, zapraszamy do dzielenia. Brak połączenia z bazą! |
|
|
|