INSTYTUT "DOBREGO PASTERZAMama jednej z sióstr zakonnych z Warszawy, po wstąpieniu swej córki Joli do zakonu, powiedziała następujące słowa: "kiedy moja Jola powiedziała mi, że chce zostać zakonnicą, oboje z mężem przeciwstawiliśmy się temu z całych sił. Zabraliśmy córkę na kosztowne wakacje za granicę, żeby zapomniała o wszystkim. Jednak ona była od nas silniejsza. Rozpaczaliśmy bardzo. Nie pisaliśmy do niej przez dwa lata. Zresztą nie pożegnałam jej, kiedy opuszczała dom - tak byłam przejęta. Wszystko we mnie płakało, kiedy widziałam moje dziecko w habicie na fotografii, którą nam przysłała. Dziś jesteśmy najszczęśliwszymi rodzicami! Wszystkie inne dzieci założyły swoje rodziny, zajęte są swoimi sprawami i bylibyśmy z mężem bardzo smutni, gdyby nie Jola. Ona pierwsza pamięta o naszych imieninach o życzeniach, o zmartwieniach. I o nią jedną jestem zupełnie spokojna. Wiem, że jest w tych rękach Boga. Jest bliżej nas, choć rzadko się widujemy. Czasem myślę, że Jola wcale nie odeszła..." Takich obrazków jak ten powyżej, jest zapewne bez liku. I to nie tylko wówczas, kiedy dziecko wybrało kapłańską/zakonną drogę. Jednak chcę podzielić się doświadczeniem własnym i powiedzieć słów kilka, jak to ze mną było. Otóż, kiedy poinformowałem moją mamę (ojciec już nie żył) o wyborze seminarium, to nie było żadnych, powiedzmy, przykrych reakcji. Spokojna rozmowa, pełna matczynej troskliwości oraz przypomnienie o odpowiedzialności dorosłego człowieka. Było także przez lata seminarium zapewnienie: jeśli uznasz, że to nie jest to, co powinieneś robić w życiu – tu, u mnie w domu zawsze masz swoje miejsce, synu. Poza tym, co chyba najważniejsze – droga mego powołania otoczona była troską modlitewną mej mamy. Powiem więcej – ta modlitwa, w mojej intencji, w intencji mego kapłaństwa, cały czas jest kontynuowana. Trudno mówić, co byłoby, gdyby miało być inaczej. Ja jednak osobiście jestem głęboko przekonany, że ta właśnie postawa mojej rodzicielki w istotny sposób przyczyniła się do mojej formacji. Tak naprawdę, jest to jedyna rzecz, o którą mogą zadbać rodzice: wychowanie i odpowiedzialność przed Bogiem za to wychowanie – czyli pobożne życie. Serce boli, kiedy widzi się brak tej duchowej troskliwości rodziców o dzieci. Do rzadkości należy msza święta zamówiona przez rodziców na okoliczność urodzin, imienin, czy innego ważnego wydarzenia w życiu ich pociechy. Jeszcze bardziej boli serce, kiedy jako kapłan spotykam się z postawą, kiedy rodzice dają alibi dla złego, grzesznego życia swoich dzieci. Ciekaw jestem, czy kiedy usprawiedliwiający rodzice, kiedy dożyją starości, dostaną równoważną zapłatę od dzieci? Tak, powtórzę raz jeszcze: równoważną. A zatem – kłamstwo za kłamstwo! Dobry Pasterz zna swoje owce i wie czego im brak. Tylko czy one wiedzą, czego tak naprawdę chcą i czego im faktycznie do szczęścia potrzeba? ks. Mariek Radomski |
||
"Ja jestem Dobrym Pasterzem". Te słowa, choć nie padają w odczytanym dziś fragmencie Ewangelii są jednak kwintesencją dzisiejszej Liturgii Słowa. Chrystus korzystając z bardzo sugestywnego obrazu objawia, jaka jest Jego rola względem nas. Obraz ten jednak, dla dzisiejszego słuchacza może nie być czytelny na tyle, aby w Jezusie zobaczyć pełnię tego, co oznacza "Dobry Pasterz". Dziś powiedzielibyśmy, że pasterz ma przede wszystkim troszczyć się o owce tzn. ma dbać, aby szybko przybierały na wadze, dawały dużo dobrej wełny i wysokoprocentowego mleka. Traktujemy bowiem owce jedynie w kategoriach ekonomiczno - użytkowych. Nie o takiej wizji "Dobrego Pasterza" mówił Chrystus. Aby odczytać poprawie słowa Chrystusa trzeba sięgnąć do historii Izraela i zobaczyć, jaką wartość miały baranki, owce dla narodu wybranego. Było to przede wszystkim zwierzę ofiarne, takie, które składano Bogu w ofierze jako zadośćuczynienie. Każdy Żyd pamiętał z historii swego narodu, że baranek był miłym Bogu darem Abla, że zastąpił w krytycznej chwili Izaaka, a przede wszystkim, że krew baranka paschalnego ocaliła przodkom życie w niewoli egipskiej. Stosunek Żydów do tych zwierząt był bardzo serdeczny i ciepły. Ukazują to m.in. słowa proroka Natana, który mówił do króla Dawida o człowieku kochającym swoją owieczkę tak, że spała z nim na jednym posłaniu. Również Chrystus w przypowieści o zaginionej owcy mówi, że pasterz z poświęceniem chodzi za nią po górach, a gdy ją znajduje, bierze z czułością na ramiona i sprasza przyjaciół, by dzielić z nimi radość z jej odnalezienia. Mając przed oczami wspomniane wyżej wydarzenia i opowiadania można zrozumieć, co to znaczy być pasterzem i to dobrym pasterzem. To nie tylko bezpiecznie prowadzić owce po górach, karmić, poić i myć. To przede wszystkim kochać je, mówić do nich, traktować je z czułością, w sposób osobisty, prawie intymny. To właśnie tak traktuje nas Chrystus, który zna swoje owce. "Znać" w języku biblijnym oznacza bliską i serdeczną więź miłości, zaufanie, otwarcie się na siebie i odsłonięcie swego wnętrza. Wzajemne poznanie sprawia, że ufamy Chrystusowi, idziemy Jego drogą, słuchamy Jego głosu, bo wiemy, że to daje nam gwarancję bezpieczeństwa, umożliwia życie w pokoju i miłości. Gwarancją tego jest sam Bóg, bo należeć do Chrystusa to zarazem należeć do Boga. Miłość i zaufanie do Jezusa, jest zarazem miłością do Boga. "Ja i Ojciec jedno jesteśmy". Ks. Piotr Zygmunt |
||
| Jeżeli chcesz nas ubogacić swoim rozumieniem tego fragmentu Ewangelii, zapraszamy do dzielenia. Brak połączenia z bazą! |
||
|
||