baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

swiadectwa

ks. Jerzy Skiba

 „Oto Ja was posyłam”
WRAŻENIA I REFLEKSJE PO PRZYSTANKU JEZUS


Posyłam was jak owce między wilki, idźcie i głoście Ewangelię światu…, można przytoczyć tu jeszcze wiele cytatów odnośnie posłania apostołów, lecz teraz chciałbym się podzielić moją refleksją o Przystanku Jezus w ramach Przystanku Woodstock. Myśl o tym, aby jechać na Przystanek Jezus nurtowała mnie od kilku lat, ale wiemy, że to Pan sam posyła i wybiera czas właściwy, dlatego dopiero teraz, gdy przyszedł mój czas, pojechałem. Może też (zabrzmi to banalnie) zobligowała mnie do tego smycz z Przystanku Jezus, którą dostałem w prezencie i noszę przy kluczach, była ona trochę jak wyrzut: nosisz ją, a nie byłeś na Przystanku.

Zapisując się na stronie Wspólnoty Tymoteusz odczułem wielka radość, że będę tam, gdzie są księża zaangażowani w Nową Ewangelizację, ale gdy zbliżał się wyjazd, czułem coraz większy lęk.

W dniu wyjazdu czułem strach przed nieznanym, spotęgowany poczuciem bezsilności u człowieka wyuczonego teologią, mającego jakieś tam doświadczenie 18 lat kapłaństwa. Jednak docierał do mnie ogrom zadania, któremu trzeba było sprostać. Czując swoja bezsilność jednocześnie czułem obecność Jezusa w sercu, który mówił, abym Jemu zaufał, bo to Jego dzieło, a nie moje. Droga do Kostrzyna była dla mnie lekcją pokory, bo im byłem bliżej celu tym bardziej czułem się mały i bezsilny. Lecz oprócz lęku i obawy rodziła się świadomość, że przecież to nas, słabych ludzi Jezus wybiera do dzieła, którego chce dokonać.

Doświadczenie Jezusa wzrastało wraz z rozpoczęciem rekolekcji przygotowujących do dzieła ewangelizacji. Prowadził je, jak co roku, niezwykły biskup Edward Dajczak, człowiek modlitwy i pokory, głoszący Chrystusa z wielką mocą wiary i przekonania. Dzięki tym rekolekcjom i nieustającej modlitwie czuło się, jak Jezus zabiera strach i przygotowuje do wypełnienia misji. Te rekolekcje były niezwykłym spotkaniem z żywym Jezusem pouczającym i wydającym ostatnie wskazówki przed rozesłaniem.

Wreszcie po uroczystej Eucharystii z namaszczeniem olejem Krzyżma Św, (był to wzruszający moment) czuliśmy się posłani i umocnieni Jezusem. Strach zniknął i pojawiła się prośba: Panie, oto jestem, poślij mnie, gdzie Ty chcesz i czyń to, co Ty chcesz… Tak rozpoczęła się wielka przygoda bycia potrzebnym Jezusowi, doświadczania Jego mocy i wsparcia Ducha Świętego. W tym czasie miałem wyjątkowe poczucie, że Ewangelia realizuje się w praktyce i tu doświadczyłem po raz kolejny, jak prawdziwe są jej słowa. A zadanie było przed nami niemałe: iść i mówić, że Bóg jest Miłością, że Jezus dał ci prawdziwą wolność, że warto Jemu zaufać, uwierzyć. Jezus rozsyłał nas po dwóch i trzech, abyśmy się wzajemnie wspierali, mieliśmy tez wsparcie modlitewne na nieustannej adoracji Najświętszego Sakramentu, czuło się to wsparcie. Na samym polu też nieustannie modliliśmy się za tych, których widzimy, z którymi będziemy rozmawiali. Różaniec był jak oręż, jeszcze tylu różańców nie odmówiłem w tak krótkim czasie.

Niezwykłe było to, jak Jezus prowadził i przysyłał ludzi, to było całkowicie Jego dzieło. Dawał też mądrość w rozmowie, a były one trudne. Spotkania z ludźmi, którzy mówili, że są ateistami, że Bóg jest im niepotrzebny, że ich Jezus nie interesuje, że liczą tylko na siebie, itp. Na pytanie, czy przekonałem, nawróciłem kogoś, odpowiedziałbym: to Bóg wie, ktoś inny te owoce zobaczy, my jak siewcy sialiśmy ziarno Słowa.

Jezus dawał nam też doświadczyć i przykrości, upokorzenia z powodu Jego Imienia, goryczy odrzucenia. Dawał też, jako dobry Ojciec, „cukierki” w postaci dobrego słowa, pozdrowienia szczęść Boże, niech będzie pochwalony…, czy dobrze, że jesteście.

Podsumowując tę refleksję muszę powiedzieć, że patrząc na ogrom nędzy ludzkiej, zrozumiałem, co czuł Jezus, patrząc na tłumy i mówiąc, że są jak owce bez pasterza…

Jezus przeszedł przez Woodstock, uzdrawiał, poruszał serca, rozgrzeszał, a każdy miał w tym swój udział. A nam dawał radość doświadczenia Jego potęgi. Po długiej rozmowie zakończonej spowiedzią Janusz, ok. 30 lat, zaczął przychodzić do naszej bazy na Eucharystię. W ostatni dzień naszego ewangelizowania zapragnął iść ze mną i dawać świadectwo, tu zacytuję jego sms-a, jakiego już po Przystanku Jezus dostałem: ”Szczęść Boże księdzu, tak jak ksiądz mówił, jest ciężko świadczyć prawdę, śmieją się i lżą, lecz są tacy, co słuchają, para bez ślubu, już ustaliliśmy że pójdą w niedzielę do kościoła, oboje po przejściach, związki bez ślubu, Jezus dał im drugą szansę, oboje zgadzają się, że bez Boga się nie da, myślę o pielgrzymce, proszę o modlitwę, apostoł Janusz”.

Było to niezwykłe doświadczenie swojej nicości i mocy Jezusa i Ducha Świętego, modlitwy, miłości i wspólnoty. Życzę tego doświadczenia i pojechania na Przystanek Jezus wszystkim kapłanom, którzy chcą ewangelizować, WARTO.

wróć do świadectw...>>

linia
hedley 2009