![]() |
|||||
![]() |
|||||
kleryk IV roku JEZUS |
Dwadzieścia dwa lata minęły jak jeden...no właśnie, tyle lat upłynęło od momentu moich narodzin, lecz obecnością Jezusa w moim życiu, obecnością prawdziwą, w której rzeczywiście doświadczam Jego obecności, i co więcej chcę jej doświadczać, cieszę się dopiero okresem około pięciu lat. Moje życie wcześniej, przed poznaniem Jego, było czasem próbowania i częstowania się tym wszystkim co proponował mi świat, a konkretnie tym czym żyło środowisko, w którym się "wychowywałem", w którym przeżywałem swoją młodość.A wzrastałem i żyłem w grupie osób, które były starsze ode mnie. Ja wchodząc w środowisko podwórka, boiska, miałem zaledwie dwanaście lat a Ci, którzy mnie otaczali, przeważnie mieli już po siedemnaście, osiemnaście lat. Zatem żyjąc z nimi i pośród nich zacząłem niejako powielać ich sposób życia, po prostu robiłem to co oni, żyłem tym, czym żyli starsi koledzy i koleżanki. Mając więc dwanaście lat zacząłem palić papierosy, potem szybko dołączył się do tego alkohol, z początku ten najprostszy - piwo, a dalej było już tylko gorzej. | ||||
Pamiętam że, na osiemnastych urodzinach mojego brata, który starszy jest ode mnie o pięć lat, pierwszy raz napiłem się mocniejszego alkoholu - wódki, mając zaledwie trzynaście lat. Następnym grzechem jaki pojawił się w moim życiu był grzech nieczystości. Kolejnym grzechem, ponieważ nigdy nie kończy się na jednym, grzech po prostu rodzi grzech była narkomania. Historia z narkotykami zaczęła się gdy miałem niespełna szesnaście lat. Oczywiście, jak wcześniej zaczęło się od najdelikatniejszych narkotyków, od marihuany, potem pojawiła się amfetamina, potem jeszcze mocniejsze - LSD, zwane " extazą" ,a skończyło się na jednorazowym zażyciu kokainy. Lawina grzechów spadała na mnie z każdej strony. Naturalnie między czasie pojawiały się jakieś drobne kradzieże "dla zabawy", oszustwa w szkole poprzez nieuczciwe zaliczanie przedmiotów, to było czymś oczywistym. Tak było na zewnątrz, na podwórku, na dyskotekach, w szkole. A jak było w domu? A było bardzo różnie, rodzice pili od zawsze, był to taki alkoholizm "kulturalny" - to znaczy, codzienne wieczorne upijanie się czy podpijanie się, a potem noc, praca, dom, jakoś ten dzień mijał i znowu wieczór przy standardowych drinkach. Ale nie ma chyba alkoholizmu nawet "kulturalnego" bez awantur, bójek i kłótni, więc i one bywały. I w tym wszystkim gdzieś po cichu obecny był Pan Bóg. Dlatego że, od mojej młodości od właśnie trzynastego roku życia byłem wiele lat ministrantem, potem lektorem, może dlatego że Kościół, obok którego mieszkam znajduje się stosunkowo blisko...On był blisko, a ja daleko. I myślę że, w pewnym momencie Bóg już nie wytrzymał widząc, co się ze mną dzieje. I delikatnie zaczął pukać do mojego serca, do mojego sumienia, do mojego życia. Odbywało się to na takiej zasadzie, że po grzechach, które czyniłem męczyły mnie i napadały wyrzuty sumienia, że to co robię jest złe, że tym co robię "ranie Boga", i że to nie jest w porządku. Bóg zaczął się o mnie dopominać, gdy miałem około siedemnaście lat. Zatem po pięciu latach po tym jak zacząłem żyć w grzechach. Myślę że było to w momencie przełomowym, i że gdyby Bóg wtedy nie zapukał, nie pokazał mi siebie, wszystko potoczyłoby się jeszcze gorzej. Jak Bóg przyszedł? Właśnie tak jak już wspomniałem przez wyrzuty sumienia. Po każdej przeżytej imprezie, po każdym grzechu nieczystości, po każdym zażywaniu narkotyków pojawiały się wyrzuty sumienia, a jedynym miejscem, w którym mogłem doświadczyć pokoju i radości po tych złych uczynkach był Kościół, a dokładnie Sakrament Spowiedzi i Eucharystii. Tam Bóg przychodził ze swoją łaską, zabierał ból, który przeżywałem po kolejnym upadku a udzielał pokoju, przebaczenia, radości. Za darmo! I tak rozpoczęła się moja droga nawrócenia. Uświadomiłem sobie, iż jeżeli po grzechach czuję się źle, nie jestem szczęśliwy - to po co to robię? I z łaską Bożą zacząłem wychodzić niejako z każdego grzechu po kolei. Dziś jestem zupełnie wolny od każdego grzechu, którego dopuszczałem się wcześniej. Bóg zaczął swoje uzdrawianie bardzo skutecznie! Od nikotyny, alkoholu po narkotyki i nieczystość. Szczególnie doświadczyłem Jego mocy, gdy uleczył mnie z grzechu, który od wielu lat mnie bardzo zasmucał, podczas modlitwy wstawienniczej. Wow, co to był za cud! Jak dla mnie niewiarygodny. Ale Jezus jest zawsze wiarygodny. A teraz co robi Bóg? Zaczyna uzdrawiać i dotykać moją rodzinę. Mój Tata nie pije już alkoholu od około roku, moja Mama niedawno podjęła walkę z alkoholizmem. I co jest jeszcze piękne? Zaczęli sami, już bez mojego zachęcenia chodzić do Kościoła, w jakiś przedziwny sposób odkrywają Eucharystie, piękno Mszy Świętej!!! Jezus zatem żyje i działa pośród nas! A na koniec, to żeby było jeszcze piękniej, Bóg powołał mnie do Kapłaństwa! Skoro upodobał sobie w grzesznikach to tak już ma :) Bogu Chwała za to co uczynił w moim życiu, za to co uczynił do tej pory w życiu mojej rodziny, i za to co będzie dalej w nas dokonywał. |
|