Ta relacja często jest trudna ponieważ nie wybieramy sobie proboszczów, to przecież wola Boża, z którą się trzeba zmierzyć. W budowaniu braterstwa fundamentem jest modlitwa za siebie. Trudno jest budować jedność jeżeli się nie rozumie drugiego człowieka. W moim życiu kapłańskim różnie się układało z wieloma sytuacjami w parafii. Często nie zgadzałem się, próbowałem nawet walczyć z proboszczem o zmianę, ale nic to nie dało. Byłem zdziwiony, że przecież chcę dobrze, a nic nie wychodzi. Musiało minąć trochę czasu zanim zrozumiałem, że za parafię odpowiedzialny jest proboszcz i nie organizuje się parafii dla wikariusza, aby spełniał wszystkie swoje ambicje. Kiedy czytamy dzieła wielu świętych mistrzów życia duchowego, to na pierwszym miejscu w budowaniu wspólnoty stawiają posłuszeństwo. To jest klucz do budowy jedności kapłańskiej. Myślę, że do problemu podjęcia bądź zaniechania w danym momencie konfrontacji z proboszczem, powinno być zawsze dodane ważne uzupełnienie. Można je zawrzeć w pytaniu: co jest w danej sytuacji lepsze dla wspólnoty, której razem posługujemy? Właściwą odpowiedzią jest modlitwa w celu rozeznawania woli Bożej. Zawsze bowiem grozi niebezpieczeństwo, że „ja” wikariusz chcę zająć miejsce proboszcza, a przecież nie może być dwóch proboszczów na parafii. Walka między proboszczem a wikariuszem nigdy nie jest dobra, ponieważ zawsze na przegranej pozycji są parafianie. Z pokory rodzą się największe owoce łaski Bożej. W drugiej mojej parafii organizowaliśmy przez kilka lat pełne Triduum Paschalne z Nocną Wigilii Paschalnej. Niesamowite przeżycie. Po zmianie moją ambicją było to, by w nowym środowisku podobnie przeżywać to wielkie wydarzenie liturgiczne. Tymczasem spotkałem się z przebiegiem Triduum Paschalnym na sposób tradycyjny. Wigilia Paschalna o 19.00 , Rezurekcja o 6 rano, raczej z tendencją do skrótów. Wielki ból i rozterka. Próbuję namawiać proboszcza raz, drugi i nic. Następne Triduum podobnie. W trzecim roku na Wigilii Paschalnej wraz z organistką zagrała młodzież. Myślałem, że znowu będzie tak samo. Kiedy jednak kończyła się komunia święta i wracałem przez kościół do prezbiterium usłyszałem wewnętrzny głos „zrób uwielbienie” . Przechodząc obok scholii młodzieżowej rzuciłem w ich kierunku: robimy uwielbienie. Nie byli na to specjalnie przygotowani. Ja natomiast po puryfikacji podniosłem ręce do góry i wypowiedziałem słowa „Uwielbiamy Cię Panie Jezu…”. Po kilku zdaniach modlitwy popłynęła piosenka „Bo góry mogą ustąpić” i wtedy pierwszy raz tak wyraźnie poczułem obecność Jezusa Chrystusa w naszej wspólnocie parafialnej. Pierwszy raz usłyszałem jak zgromadzeni w kościele modlą się sercem. Bardzo mnie samego ta modlitwa poruszyła. To był czas Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. To On sam poradził sobie z całą liturgią, z księdzem proboszczem i ambitnym wikariuszem. Tam, gdzie po ludzku jesteśmy bezradni, tam w pełni objawia się moc Boża. Pokora, braterstwo, jedność osiągamy nie sobą, ale obecnością naszego Zbawcy. Zapraszamy do dzielenia...
|
|||