Aby utożsamić się i sakramentalnie upodobnić się do Jezusa, Syna Bożego i Syna Maryi, każdy kapłan może i powinien czuć się prawdziwie umiłowanym synem tej najwspanialszej i najpokorniejszej Matki. Pozwólcie najmilsi, że w pokorze serca podzielę się z wami moim osobistym doświadczeniem tego synowskiego zawierzenia względem Bogarodzicy. Jako młodzieniec zawsze nosiłem na łańcuszku Cudowny Medalik Maryi Niepokalanej. Przypominał mi słowa św. Bernadety z Lourdes: „Dziecko oddane Maryi nigdy nie zginie”. Jednak pierwszy mój w pełni przygotowany i świadomy akt oddania Matce Bożej dokonał się w Oborach. Było to po trzech miesiącach mojego pobytu w Nowicjacie Karmelitów. W ramach przygotowania do tego aktu czytałem i rozważałem „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” świętego Ludwika Marii Grignion de Montfort. Była to moja pierwsza lektura w nowicjacie. „Wspomniane nabożeństwo – pisze św. Ludwik – polega na zupełnym oddaniu się Najświętszej Dziewicy, aby przez Nią należeć całkowicie do Pana Jezusa. Trzeba Jej oddać: Aktu oddania dokonałem 24 marca 1984 roku, w wigilię uroczystości Zwiastowania NMP. „Niepokalane Serce Maryi oddaję Ci siebie w Niewolę Miłości” – słowa te wypisałem pod papieskim Aktem Oddania Matce Najświętszej z 25 marca. Pragnąłem jak najściślej, w sposób osobisty, włączyć się w ten wielki akt poświęcenia Kościoła i świata Jana Pawła II, dokonany zgodnie z życzeniem Pani Fatimskiej. Tego dnia przyjąłem mały szkaplerz Matki Bożej z Góry Karmel, jako znak mojego poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi. Dodam tylko, że ten pierwszy szkaplerz dał mi mój ojciec. Przywiózł go z Jasnej Góry, podobnie jak ten drewniany różaniec na którym modlę się już prawie 30 lat. To był dar od ojca na drogę do Obór, na drogę życia zakonnego i kapłańskiego, zgodnie ze staropolskim: „Szkaplerz noś, a na różańcu proś”. To był pierwszy wyraźny akt oddania Matce Bożej, który rozpoczął moją drogę z Maryją. Potem, do końca lat osiemdziesiątych, wielkim nauczycielem tej drogi całkowitego oddania Niepokalanej stał się dla mnie św. Maksymilian Maria Kolbe. Święty Rycerz Niepokalanej uczył: „Oddać się Niepokalanej możemy w różnoraki sposób, a oddanie to możemy wyrazić różnymi słowami, a nawet wystarczy jedynie wewnętrzny akt woli, bo ten właściwie zawiera istotę naszego oddania się Niepokalanej. Można na przykład klęknąć przed obrazem czy figurą Matki Najświętszej i z całą gorliwością oddać się Jej na własność, jako narzędzie w Jej niepokalanych rękach. Oddajemy jej całą istotę swoją, wszystkie władze duszy, a więc i rozum, i pamięć, i wolę; wszystkie władze ciała, więc zmysły wszystkie i każdy w szczególności i siły, zdrowie czy chorobę, oddajemy Jej całe swoje życie ze wszystkimi jego przejściami czy przyjemnymi, czy przykrymi czy obojętnymi. Oddajemy Jej naszą śmierć, kiedykolwiek i gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób ona nas spotka. A nawet i wieczność całą. Owszem spodziewamy się, że tam dopiero bez porównania doskonalej do Niej należeć będziemy mogli. W ten sposób wyrażamy pragnienie i błaganie, by nam dozwoliła coraz doskonalej pod każdym względem stawać się Jej”. Szczególnie uroczystym dniem mojego poświęcenia Matce Bożej stał się dzień złożenia ślubów wieczystych czystości, ubóstwa i posłuszeństwa w Zakonie Braci Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Było to w Krakowie 19 marca 1988 roku. Maryja stała się matką i pierwowzorem mojej zakonnej konsekracji, mojego całkowitego poświęcenia się Chrystusowi. W dobrym przygotowaniu do tego wydarzenia pomogła mi encyklika Jana Pawła II „Redemptoris Mater” oraz adhortacja apostolska „Redemptionis Donum”. W późniejszej adhortacji „Vita Consecrata” z roku 1996 Ojciec Święty pisze: „Synowska więź z Maryją stanowi uprzywilejowana drogę wierności wobec otrzymanego powołania oraz najskuteczniejszą pomoc do wzrastania w nim i przeżywania go w pełni” (VC, 28). W dniu moich święceń kapłańskich w roku 1991 Ojciec Prowincjał zapytał: - Gdzie chciałbyś pracować? Odpowiedziałem: - Ojcze, będę tam, gdzie Ojciec Prowincjał zechce. Lecz jeśli to możliwe, to pragnąłbym pracować w jednym z naszych sanktuariów maryjnych”. - Dobrze. Będziesz w Oborach u Matki Bolesnej. Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia, Oborska Matko Bolesna, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj! – słowa tej antyfony wypowiadam codziennie zaczynając nowy dzień i całując szkaplerz Maryi. Dziękuję Matce Bolesnej za ocalenie życia w wypadku samochodowym w piątek 28 stycznia 2005 roku, gdy wracałem do Jej Domu w Oborach. Dziękuję za Jej opiekę nad wszystkimi uczestnikami tego zdarzenia. We wszystkim, co się wtedy wydarzyło dostrzegam szczególny znak czułej i troskliwej opieki Matki niebieskiej. Czuję, że życie zostało mi jakby przedłużone i na nowo darowane. Prawdziwie Maryja Bolesna jest Matką życia mojego, od tej chwili moje życie jeszcze bardziej do Niej należy. Bursztynowy różaniec, dziękczynne wotum złożone w pokorze serca u Jej stóp przypomina mi codziennie, że jest Matką życia mojego, daną mi przez Jezusa pod krzyżem. Na Golgocie zrodziła mnie w bólu do życia łaski przez Krew Syna Bożego. To właśnie wtedy Jezus powiedział: Oto Matka twoja. O tym nieustannie przypomina mi Cudowna Pieta, Jej słodkie i miłosierne oblicze pochylone nad Jezusem i nade mną. Moje serce wypełnia pokój i radość, wdzięczność i pewność, że bez względu na okoliczności spoczywam w Jej matczynych dłoniach, prowadzony miłością Jej Serca. Moje życie całkowicie do Niej należy. O tym przypomina mi spoczywający na piersiach szkaplerz karmelitański, znak troskliwej opieki i miłości niebieskiej Matki i mojego całkowitego oddania Maryi. Posługując pielgrzymom w Oborskim sanktuarium pamiętam też o słowach umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II: „My, kapłani, jesteśmy powołani, aby rozwijać w sobie głęboką i pełną miłości pobożność do Maryi Dziewicy, naśladować Jej cnoty i często się modlić” (Pastores dabo vobis). Obory, 15 sierpnia 2010 r.
|
|