baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

swiadectwa

Ks. Jan Uchwat

Być księdzem

Powołanie
Kiedy zastanawiam się nad swoim powołaniem do kapłaństwa, na myśl przychodzą mi słowa Jana Pawła II, który o kapłaństwie mówił zawsze jako o darze i jednocześnie wielkiej tajemnicy. Papież odkrył co oznacza powołanie, wiedział, że „to Bóg, który kieruje wydarzeniami, jakie dzieją się w wymiarze zewnętrznym, jest jednak równocześnie Panem serc – i wspiera je od wewnątrz, aby mogły sprostać wydarzeniom, które od zewnątrz, po ludzku, zaskakują nas i przerastają. Na tym polega tajemnica każdego właściwie powołania. Powołanie oznacza, że mamy zobaczyć nowy projekt własnego życia, często bardzo różny od tego jaki mieliśmy do tej pory. Jest rzeczą zdumiewającą, w jaki sposób Pan Bóg pomaga nam od wewnątrz, w jaki sposób na różnych długościach fali naszego życia przygotowuje człowieka, ażeby w odpowiednim czasie umiał wejść w ten projekt, umiał utożsamić się z nim – umiał po prostu dostrzec wolę Ojca i przyjąć ją. I to pomimo całej swojej słabości i zakorzenienia we wszystkich własnych projektach” (A. Frossard, Nie lękajcie się! - Rozmowy z Janem Pawłem II, Znak 2005, s. 30).

Tożsamość

Jestem księdzem – często tak właśnie zaczyna się moje spotkanie z drugim człowiekiem. Od prostego sformułowania kim jestem, które określa poniekąd moją tożsamość, specyfikę drogi, na którą zostałem zaproszony ze strony samego Boga. To bycie księdzem z jednej strony oznacza dla mnie dar zwyczajnego, codziennego życia, do którego z biegiem lat zdążyłem się już przyzwyczaić, ale z drugiej strony jest nieustannie wielką tajemnicą, rzeczą niesamowitą, uczestnictwem w wielkich dziełach Bożych, jakimi są głoszenie Słowa Bożego i sprawowanie Sakramentów Świętych, zwłaszcza Eucharystii.

Cóż więc oznacza bycie księdzem? Jaka jest ta specyfika życia sakramentem kapłaństwa? Po pierwsze bycie księdzem oznacza odkryć wolę Boga, który mnie do tego powołuje, wzywa po imieniu: Pójdź za Mną.  Dalej oznacza ono radosną odpowiedzieć na to zaproszenie, wynikającą z ogromnego zaufania Bogu, że wie co dla mnie najlepsze, mimo moich ludzkich obaw i tego, że nie do końca wiem, co to życie przyniesie. Bycie księdzem oznacza z kolei odpowiedzialne zaangażowanie w inicjatywy duszpasterskie zawsze i wszędzie, niezależnie od tego gdzie jestem, z kim jestem, jakich zadań się aktualnie podejmuję. Kapłanem jest się bowiem 24 godziny na dobę, przez całe życie, w porządku miłości, który jest najistotniejszy. Na czym polega ten porządek? Polega on na życiu w całkowitym, miłosnym oddaniu się osobowemu Bogu na służbę, które to oddanie pozwala koncentrować się przede wszystkim na Nim i wypełnianiu Jego woli, a nie na samym sobie i jedynie przeżywaniu ideału dla samego ideału. Bycie księdzem to bycie człowiekiem modlitwy i zawierzenia Bogu, to pielęgnowanie cnót, zwłaszcza czystości, gdyż bez czystego serca wypaczone jest całe posługiwanie kapłańskie. Bycie księdzem to pełne pobożności i wiary sprawowanie Sakramentów Świętych i głoszenie Słowa Bożego, to pokorna i szczera miłość braterska i ojcowska do każdego człowieka, którego Pan Bóg stawia na mojej drodze, któremu powinienem służyć pomocą, wsparciem duchowym, radą.

Świadectwo życia

Dawanie świadectwa jest chyba naturalną konsekwencją wiary w miłość Jezusa, spotkania Go i przyjęcia do swojego życia jako Pana i Zbawiciela. Należy ono do istoty chrześcijaństwa, dlatego też ma zawsze silne oddziaływanie na innych. Nie zawsze jest ono wyrażone słownie, niekiedy formą świadectwa nie jest wcale mówienie o Jezusie wprost, ale dobre, przykładne życie własnym powołaniem, przestrzeganie przykazań, respektowanie prawa naturalnego itp.

Patrząc na wielu księży czy analogicznie na wielu małżonków żyjących swym powołaniem, niesamowite wrażenie robi na mnie zawsze widok ich radości, świeżości, mimo upływu lat. To wielka łaska dla mnie, a przede wszystkim źródło ogromnej wdzięczności Bogu widzieć szczęście tych, którzy potrafią żyć pełnią na tej drodze życia, na którą zostali wezwani. Świadectwo życia księży i tych, którzy żyją inny powołaniem, którzy pomimo trudów dnia codziennego, potrafią zachować pogodę ducha i wzrastać w miłości jest również źródłem nadziei dla mnie i znakiem cudownego Bożego działania. Rozglądam się wokoło i szukam takich świadków - ludzi zwyczajnych, ale jednak nieco innych, bo jakoś dziwnie radosnych, pogodnych, którzy są tacy dlatego, że żyją pełnią swojego powołania. Patrząc na ich szczęście nie mam wątpliwości, że jego źródłem jest wypełnianie woli Ojca czyli życie powołaniem, do którego wezwał ich Bóg.

Widząc różnorodność powołań, dróg do świętości w Kościele dostrzegam, jak z jednej strony małżeństwo potrzebuje kapłaństwa: dostępu do Sakramentów Świętych, głoszenia Ewangelii, świadectwa życia w celibacie, które pomaga im zachować czystą miłość małżeńską, zaś z drugiej strony jako kapłan potrzebuję towarzyszyć małżonkom, którzy swoim życiem ukazują mi wspólnotę życia i miłości, uczą na czym polega wzajemny dar z siebie oraz bezinteresowna służba, niesienie krzyża, który wynika z ich powołania. Możliwość bycia z nimi, służenia im sprawia, że poznaję wartość kapłaństwa, jego konieczność, ale też uzdalnia mnie do to budowania prawdziwie głębokich i dojrzałych relacji z ludźmi, za których staję się poniekąd odpowiedzialny. Tak więc małżeństwo i kapłaństwo – jako dwa różne powołania - potrzebują siebie nawzajem, ubogacają się, pozwalają wyraźniej odkryć swoje znaczenie. Często małżeństwo i kapłaństwo porównywane bywają do dwóch szyn torów kolejowych. Obydwie one biegną równolegle względem siebie i obydwie są potrzebne po to, aby pociąg mógł bezpiecznie jechać, aby się nie wykoleił, a podróżni szczęśliwie dotarli do celu swojej podróży.  Tym pociągiem jest Kościół, który ma za zadanie dopomóc nam wszystkich, zarówno kapłanom, jak i małżonkom, dotrzeć do celu naszej ziemskiej wędrówki, jakim jest niebo, osiągnięcie świętości i spotkanie z Bogiem twarzą w twarz.

Każdy z nas, na drodze do zbawienia, ma więc być świadkiem wiary i każdy z nas potrzebuje też świadectwa innych ludzi. Naprawdę, aby być świadkiem, nie potrzeba robić nic nadzwyczajnego, ale wystarczy po prostu żyć swoim powołaniem na 100 procent. Najpiękniejsze świadectwo dajemy właśnie wtedy, kiedy żyjemy zwyczajnie, codziennie i bez zbędnych sztuczności powołaniem, jakim każdego z nas obdarzył Bóg. Spotkania z ludźmi „przebóstwionymi”, niezależnie od tego, jaką drogą życia kroczą, choć szczególnie bliskie z tymi, którzy żyją tym samym powołaniem, co ja – zawsze niesamowicie mnie umacniają, dają tyle energii i nadziei, pomagają cieszyć się swoim powołaniem jako darem Boga.

Zewnętrzne znaki przynależności

Tym co mi pomaga pamiętać o moim kapłaństwie jest strój duchowny, który staram się nosić codziennie. Zgadzam się z powiedzeniem, że sam kaptur nie czyni mnicha, ale na pewno noszenie sutanny, a nawet tylko koszuli z koloratką bardzo pomaga pamiętać nieustannie kim jestem. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze w sutannie i koloratce jest mi wygodnie, komfortowo, ale jest to konieczne, aby być czytelniejszym znakiem Bożej obecności w świecie. Niekiedy prowokuję w ten sposób innych do wylewania żalu wobec księży, Kościoła, a nawet wobec Pana Boga. Człowiek bowiem tak ubrany często staje się znakiem sprzeciwu, budzi sumienia ludzi, którzy w skrajnych sytuacjach chcieliby zapomnieć o Bożych Przykazaniach, a nawet prawie naturalnym. Sutanna czy koloratka stają się też zewnętrznym znakiem moich zaślubin z Bogiem, przynależności wyłącznie do Chrystusa i w ten sposób daję też szansę innym, aby zachowali właściwą postawę wobec mnie jako księdza. Przypomina mi się historia, która przydarzyła się pewnej młodej zakonnicy niedaleko Placu św. Piotra w Rzymie. Otóż nie ubrawszy habitu, spacerowała ulicą oglądając witryny sklepowe. W pewnym momencie grupa chłopaków zaczęła z nią flirtować i składać jej niedwuznaczne propozycje. Zakonnica zażenowana, zła i wręcz zgorszona ich zachowaniem nie wytrzymała i podeszła do przechodzącego carabinieri, prosząc go, aby ten zwrócił uwagę chłopakom, gdyż jest ona zakonnicą. Carabinieri spojrzał na nią, westchnął i spokojnie odpowiedział: Skąd pani wie, że ja jestem carabinieri?Jak to skąd? –  odpowiedziała oburzona –  przecież nosi pan mundur. –  No,  właśnie. Szczęść Boże proszę siostry ­– odparł grzecznie carabinieri i poszedł spokojnym krokiem dalej.

Wśród współbraci w kapłaństwie

Ważną rolę w przeżywaniu kapłaństwa odgrywa wspólnota księży. Nieraz stworzenie najprostszych warunków do pobycia ze sobą, jest naprawdę bardzo potrzebne. Nie musi to być jakiś czas nadzwyczajny, ale choćby obejrzenie razem filmu, meczu czy napicie się kawy – daje wiele radości, pomaga wypełnić wolny czas i rodzi poczucie wspólnoty z innymi. Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować tym wszystkim księżom, którzy zawsze mają drzwi otwarte i co więcej, którzy zapraszają innych na kawę czy herbatę. Może się to wydawać niekiedy marnowaniem czasu, ale jest to jednak bardzo potrzebne w lepszym przeżywaniu kapłaństwa i dostrzegania siebie nawzajem.

Wyrzeczenia

Skutecznymi narzędziami życia pełnią kapłaństwa są też: właściwie rozumiana asceza oraz odpowiedni dystans do rzeczy materialnych. Jeśli chodzi o ascezę to mam na myśli zwyczaje, drobne, codzienne umartwienia ciała, oczu, ciekawości, które podtrzymują ducha ofiary i wyrzeczenia, a które to zamiast zasmucać nas, powodować zgorzknienie czy odbierać wolność paradoksalnie są źródłem naszej radości, słodyczy i dają prawdziwą wolność.

Jeżeli zaś chodzi o stosunek do rzeczy materialnych, należy pamiętać, że moja praca duchowa powinna objąć również ten aspekt życia, nie mogę zapomnieć, że rzeczy materialne są zawsze jedynie narzędziami, a dobrą zasadą, żeby zachować właściwy umiar w korzystaniu z dóbr materialnych jest postawienie się w roli ojca rodziny wielodzietnej, który nieustannie musi myśleć o innych i kupować jedynie to, co jest konieczne i służy jego rodzinie. Tak jak ojciec rodziny nie może kupować wszystkiego na co ma ochotę, a ważne i drogie rzeczy konsultuje ze swoją żoną, tak dobrym byłoby, gdyby zakup rzeczy kosztownych nie tylko dobrze przemyśleć i przemodlić , ale przedyskutować  go np. z kierownikiem duchowym. Warto dać sobie też kilka dni do namysłu, aby nabrać pewnego dystansu emocjonalnego do rzeczy, którą bardzo chcę mieć, i przekonać się czy jej posiadanie jest dla mnie naprawdę dobre, gdyż działanie pod wpływem impulsu, może być bardzo szkodliwe. Pewnego razu usłyszałem anegdotę, która bardzo mi się spodobała o człowieku, który lubił spacerować po supermarkecie i miał z tego powodu ogromną radość. Osoby, które go widziały dziwiły się tym promieniującym z niego szczęściem, zwłaszcza, że nic nie kupował. W końcu ktoś odważył się go zapytać co go właściwie tak bardzo cieszy. Ten odpowiedział, że powodem tej wielkiej radości jest widok tylu rzeczy, których w ogóle nie potrzebuje i wobec których czuje się zupełnie wolny.

Naturalnie sama postawa dystansu do rzeczy materialnych jeszcze nie wystarczy, ale potrzebny jest rozwój cnoty hojności, jako umiejętności dzielenia się z innymi tym, co mi nie zbywa, ale co boli, czego oddanie drugiemu rodzi pewien trud. Istotą dobrze pojętej hojności nie jest bowiem suma pieniędzy wyrażona w złotówkach, euro, dolarach czy jeszcze innej walucie, ale właściwym jej kryterium jest to, że to podzielenie się tym, co mam z drugim człowiekiem, jest przeze mnie mocno odczuwalne. Choć na początku nie jest łatwo oddać coś komuś, jednak w dalszej perspektywie staje się to źródłem wielkiej radości i z pewnością zawsze rodzi miłość, uwrażliwia na potrzeby innych, uczy wyzbywać się egoizmu.

Świadomość Bożej obecności

Pomocną rzeczą w przeżywaniu kapłaństwa są codzienne drobne rzeczy, gesty, słowa itp., które budzą świadomość obecności Boga w moim życiu.  Jest to ważne, aby nieustannie okazywać Bogu nasz szacunek i poważanie, nawet wtedy, kiedy jest to niewidoczne dla innych, kiedy nie może stać się to świadectwem zewnętrznym, ale jedynie umocnieniem i pogłębieniem mojej osobistej relacji z Bogiem. Taka rewerencja może mieć miejsce zawsze wtedy, kiedy np. przechodzę obok figury Matki Bożej, kiedy znajduję się przed drzwiami kościoła czy kaplicy, a nawet wtedy, kiedy przechodzę obok tabernakulum, które znajduje się za ścianą.
Specyficzną okazją oddawania Bogu czci i dostrzegania Jego obecności w świecie jest także kontakt z drugim człowiekiem, który każdy bez wyjątku jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Przez takie spotkania mam szansę kontaktu z Osobą Boga. Tym, co pozwala cieszyć się i odkrywać piękno kapłaństwa są właśnie ludzie. Kontakt z nimi, bycie dla nich to warunek konieczny, aby w pełni przeżywać kapłaństwo i być szczęśliwym. W zasadzie celebracja spotkania z każdym człowiekiem staje się jakby wehikułem, który zbliża mnie do Stwórcy. Celowo używam słowa celebracja, ponieważ chodzi o swoistą liturgię spotkania, a jak w każdej liturgii to, co najważniejsze to nadprzyrodzoność, wieczność. Dlatego też wizja nadprzyrodzona, troska o dobro duszy człowieka, z którym się spotykam napełnia sensem każde spotkanie i daje dużo szczęścia. To zresztą oczywiste, bo kapłaństwo zakłada posługę wiernym, a bycie wśród ludzi to jest środowisko naturalne dla księdza diecezjalnego.

Być sługą

Kapłaństwo Jezusa Chrystusa to kapłaństwo służebne. Bycie księdzem zobowiązuje do służby innym, w myśl podstawowej zasady duszpasterskiej, która brzmi, że „źródłem, duszą i motorem całego duszpasterstwa jest zawsze Jezus Chrystus, ale posługujący się kapłanami”. Skoro określenie „sługa” oznacza tego, który niesie Chrystusa – Christoforos, to kiedy trzymam w rękach puszkę z Najświętszym Sakramentem czy kiedy niosę Chrystusa w Monstrancji lub udzielam Komunii Świętej, powinienem zawsze myśleć o Tym, Kogo dotykają moje dłonie, Kogo rozdaję, jak wielki jest to przywilej, nie zapominając przy do kogo zostałem posłany. Potrzebna jest ciągła czujność i  oczyszczanie intencji, aby nie popaść w rutynę, a tym bardziej w pychę. Mogłaby się powtórzyć hipotetyczna historia osiołka, na którym Jezus wjeżdżał do Jerozolimy. Osiołek ten widząc tłumy, wiwaty, oklaski, rzucane gałązki oliwne, kładzione na drodze płaszcze itp. „uśmiechał” się do tłumu, „pozdrawiał” kiwając łbem na prawo i lewo, nabierał więcej powietrza w płuca, prężył się i nadymał, bo myślał, że to dla niego to wszystko.
Jeden święty porównał rolę księdza do roli dywanu czy chodnika, po którym ludzie kroczący do Boga swobodnie chodzą. Ma on ułatwiać drogę, ale najlepiej jeśli sam pozostanie niezauważony. Myślę, że to bardzo trafne porównanie, które dobrze określa rolę każdego księdza.

Być szafarzem Bożych tajemnic

Wśród wielu sposobów służenia innym największą radość księdza jest bycie szafarzem Sakramentów Świętych, zwłaszcza Eucharystii. Jest to również narzędzie własnego uświęcenia, bowiem wymaga z mojej strony nieustannie prawdziwej pobożności i okazywania czci Bogu. Ogromną radość jako ksiądz czerpię też ze spowiadania. Sakrament ten jest okazją dostrzegania działania łaski Bożej w sercach ludzi, ukazując piękno każdego nawrócenia, którego kontemplacja jest zawsze mocnym zastrzykiem łaski Boga dla mnie i niejako odświeża, odmładza moje powołanie kapłańskie. Ukochanie Sakramentu Pokuty i Pojednania, które towarzyszy mi jako spowiednikowi, ale również jako penitentowi, bardzo ułatwia mi przeżywanie kapłaństwa i rodzi radość, podobnie zresztą jak kierownictwo duchowe, które daje mi poczucie tego, że jestem innym potrzebny, że staję się powiernikiem często najskrytszych tajemnic czyjegoś serca. Będąc kierownikiem duchowym czy spowiednikiem, słuchając trudnych historii życia niektórych ludzi, o dziwo wcale nie jestem przygnębiony ludzkimi cierpieniami, ale raczej wyzwalają one we mnie jakieś nieodkryte wcześniej pokłady Bożej łaski, mobilizują mnie do większego oddania swojego życia Bogu i umacniają moją wiarę.

W chwilach trudnych

Jak każdemu człowiekowi, zdarza się i mi jako kapłanowi, że przychodzą trudniejsze dni, kiedy jest jakoś ciężko, niekiedy smutno. Co mogę zrobić w takiej chwili?  Najpierw powinien  się upewnić czy powodem, który odbiera mi radość nie jest mój grzech, który wymaga pojednania się z Bogiem. Zdarza się, że te gorsze dni wynikają po prostu ze zwykłego zmęczenia, ludzkiego przemęczenia, które minie, kiedy dam ciału chwilę wytchnienia, dobrego odpoczynku. Dobrym sposobem jest też uprawianie sportu, gdyż regularny wysiłek fizyczny czyniony np. raz w tygodniu, oczywiście z roztropnością, sprawia, że ciału pomimo chwilowego zmęczenia, daję ogromny zastrzyk zdrowia, a ten z kolei przynosi relaks i odprężenie również na płaszczyźnie duchowej.

Bardzo ważna dla każdego kapłana powinna być modlitwa, zarówna jego osobista, jak i . tych, którzy otoczą go taką opieką modlitewną. Jest to wręcz konieczne, aby wytrwał on w powołaniu i osiągnął świętość. Moc każdej modlitwy jest ogromna, mam tego świadomość, dlatego jestem bardzo wdzięczny tym, którzy modlą się w mojej intencji, pomagając mi żyć wiernie moim powołaniem. Warto więc, aby każdy ksiądz miał wokół siebie ludzi, którzy będą się za niego wstawiać u Boga; w ten sposób zyska pomoc na drodze własnego uświęcania, ale też poprowadzi innych ku świętości.

Sposobem zachowania dystansu do własnych trudności, słabości, gorszego samopoczucia, może być spotkanie z ludźmi, których udziałem są cierpienia fizyczne bądź zwyczajne niedomaganie wynikające ze starszego wieku. Warto więc wybrać się w odwiedziny do szpitala lub domu opieki dla osób starszych. Sam pobyt w takich miejscach, które nazywam świątyniami cierpienia rodzi pokój, a spotkania z tymi ludźmi, są lekarstwem  na wszelkie nasze bolączki. Podobnie spacer po cmentarzu pozwala ujrzeć rzeczywistość we właściwym świetle i dzięki temu mieć odpowiedni punkt odniesienia do własnych problemów.

Sam na sam z Bogiem

Formą zbliżania się do Boga, oddawania Mu należytej czci, ale też czasem nabierania duchowej mocy jest mój udział w odprawianych nabożeństwach, ale przede wszystkim celebrowanie Eucharystii. Ten czas winien być zawsze przeżywany przez kapłana wyjątkowo, z należytą  pobożnością, delikatnością, skupieniem, a każda Eucharystia tak odprawiana, jakby była tą ostatnią, zwłaszcza, że nigdy nie wiemy czy faktycznie nie będzie to  ostatnia Eucharystia w moim życiu. Ktoś powiedział kiedyś jednemu kapłanowi: pokaż mi jak sprawujesz Mszę Świętą, a ja ci powiem, jakim jesteś księdzem. Jest w tych słowach wiele mądrości.
Podobnie cenny jest zawsze czas spędzony na adoracji Najświętszego Sakramentu, kiedy mam okazję adorować Boga, obecnego pod postacią Chleba. Takie wierne trwanie przed Nim sam na sam, zatrzymanie się choć na chwilę w tym pędzącym życiu, przemienia serce, uszczęśliwia, niemal niezauważalnie uświęca każdego człowieka, również kapłana. Wystarczy zwyczajnie przychodzić i być przed Panem Jezusem.

Zawierzenie

Podobnie jak nie istnieje jedna recepta na szczęśliwie małżeństwo, tak samo trudno znaleźć jedno rozwiązanie na szczęśliwe kapłaństwo. Każde bowiem człowiek jest inny, wyrastamy w różnych rodzinach, kończymy różne szkoły, mamy różne zainteresowania, doświadczenia religijne, różne temperamenty, talenty, możliwości intelektualne. Poza tym należy pamiętać, że każde powołanie, także to do kapłaństwa, jest zarówno darem, jak również nieodgadnioną tajemnicą dla tego, który zostaje przez Boga wezwany. Choć tyle nas różni, są konkretne płaszczyzny jedności. Najistotniejszą z nich  jest fakt, że każdy z kapłanów jest wezwany po imieniu przez Boga do wejścia na tę drogę życia. Jest to droga szczęścia i miłości, czas głoszenia Słowa Bożego i sprawowania Sakramentów Świętych, czas stawania się świętym i pomagania innym stawać się takimi. Być może te narzędzia i rady, o których napisałem w niniejszym artykule, będą dla kogoś jakąś inspiracją, dla mnie są one ważne i dlatego z potrzeby serca o nich wspomniałem. Najistotniejszym rysem kapłaństwa jest porządek miłości. Jest to rys jednoczący wszystkich powołanych. Miłość do Boga i miłość do drugiego człowieka – to najważniejsze zadania na każdej drodze życia. O czym nigdy nie może zapomnieć żaden kapłan? Otóż musi wiedzieć, że „każdy pasterz został ustanowiony przez Boga i przed Bogiem zda sprawę ze swego posługiwania. Niechaj więc nie tylko słowem i językiem, ale czynem i prawdą kocha powierzonych mu ludzi. Trzeba jednak, aby bezwzględnie pamiętał, że ma słuchać tylko Boga i służyć tylko Bogu” (Konferencja Episkopatu Polski, Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie, nr 83).

Maryi Królowej Pokoju zawierzam dziś kapłaństwo moich współbraci i własne, a także tych wszystkich, którzy usłyszeli Boże zaproszenie i przygotowują się do wkroczenia na tę drogę życia. Wychowawczyni powołań kapłańskich – módl się za nami.


wróć do świadectw...>>

linia
hedley 2009