baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

swiadectwa

Dariusz Kowalczyk SJ

PATRZĄC NA ROK KAPŁAŃSKI?

Niektórzy mówią, że za dużo w Kościele celebracji, rocznic, wszelakich „imprez pobożnych”. Być może! Wszak najważniejsza jest codzienność, w której odnajdujemy Boga i siebie samych przed Nim. Złośliwi mówią, że jak nie wiemy, co zrobić, to ogłaszamy jakiś rok poświęcony czemuś tam, i łudzimy się, że w ten sposób zaradzamy problemom.

Tym niemniej ogłoszenie Roku Kapłańskiego przyjąłem z radością i bardzo osobiście. Jasne! istnieje niebezpieczeństwo uśpienia sumienia kilkoma uroczystymi celebracjami, ale -  z drugiej strony – ogłoszenie takiego Roku przez Biskupa Rzymu można potraktować jako znak od Boga, wezwanie do odnowy otrzymanego daru, a także obietnicę szczególnej łaski. Poczułem się zaproszony do takiego właśnie przeżycia Roku Kapłańskiego.

Bardzo poważnie potraktowałem postawienie w centrum tego Roku postaci proboszcza z Ars, Jana Marii Vianneya. Choć niektórzy mieli wątpliwości, czy to rzeczywiście dobry patron dla kapłanów na dzisiejsze, postnowoczesne czasy. W gruncie rzeczy też mógłbym mieć takie wątpliwości, skoro nigdy nie pracowałem w parafii, w początkach Roku Kapłańskiego byłem jeszcze prowincjałem, a jego zakończenie przeżyłem jako wykładowca Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. Cóż w tej sytuacji może mi powiedzieć proboszcz małej, wiejskiej parafii?

A jednak świadectwo Jana M. Vianneya przemówiło do mnie. Poczułem się wezwany do „tracenia czasu” w pokornej obecności przez Bogiem. Ważne sprawy prowincjalskie, kierowanie cząstką dużego zakonu, a potem wykłady na prestiżowym uniwersytecie, pisanie artykułów, udzielania się w mediach – cała ta intensywna działalność może przysłonić to, co najważniejsze. Po raz kolejny przypomniałem sobie kapitalne słowa Jana Pawła II z „Novo millennio ineunte”: „Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba, oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami!”. Bez tego doświadczenia życie kapłana, zakonnika traci smak, staje się jałowe. Z coraz większą ostrością zdajesz sobie sprawę z niebezpieczeństwa przykrywania działaniem wewnętrznej pustki. Rok Kapłański był dla mnie w tym kontekście ostrzeżeniem i obietnicą. Ostrzeżeniem zagubienia kapłańskiej tożsamości w neurotycznym aktywizmie. I obietnicą kontemplowania oblicza Jezusa, która to obietnica wciąż jest we mnie żywa.

Bogu dziękuję, że mogłem uczestniczyć w uroczystościach zakończenia Roku Kapłańskiego w Rzymie. To było wielkie świętowanie kapłanów z całego świata. Msza św. na Placu św. Piotra koncelebrowana z Benedyktem XVI przez 15 tys. księży pozostanie dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Poczułem się z „kapłańskiego rodu”. Poczułem ewangeliczną, nie pyszałkowatą, dumę z bycia kapłanem Kościoła katolickiego. Poczułem się na swoim miejscu w świecie jako kapłan jezuita.
Wielkie wrażenie zrobiły na mnie słowa Benedykta XVI wypowiedziane na temat posługi teologicznej podczas czuwania z kapłanami. Papież mówił o nadużywaniu teologii, o arogancji rozumu, która nie jest pożywka dla wiary, ale zaciemnia obecność Boga w świecie. Ojciec św. zwrócił się do teologów: „Nie lękajcie się upiorów tzw. naukowości”. Prawdziwa teologia wypływa z miłości Boga i chce prowadzić do głębszej zażyłości z Jezusem. Swoim studentom mówię, że nie można dobrze studiować teologii bez modlitwy. Tym bardziej – mówię sam sobie – nie można dobrze wykładać teologii bez modlitwy. Proboszcz z Ars miał wielkie trudności w studiowaniu teologii, ale chce mi patronować w łączeniu refleksji teologicznej z szukaniem Pana na modlitwie. On też mógł się tłumaczyć, że w zaniedbanej parafii jest tyle roboty, że naprawdę trudno pozwolić sobie na „tracenie czasu” przed Bogiem.


wróć do świadectw...>>

linia
hedley 2009