Wyświęcony na kapłana w katedrze pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia N.M.P w dniu 13 VI, a więc maryjnym, 13 dniu miesiąca. I wiele, wiele innych, tym podobnych zbieżności. Zresztą całe swoje życie oddałem Niepokalanej... I tak przez kilkanaście lat w kapłaństwie, aż pojawiło się pytanie, które kiedyś zadał sobie także mój wielki dobroczyńca, Jan Paweł II: „Czy przypadkiem ta pobożność maryjna nie jest zbyt intensywna.” On odpowiedział na to pytanie negatywnie. Ja natomiast czekałem na „namacalne” potwierdzenie w moim życiu zdania wyczytanego w „Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do N.M.P”: „Kiedy wołasz Maryja, Ona jak echo odpowiada Bóg.” No i doczekałem się.W czasie mojej choroby na białaczkę, przeszczepu szpiku, umierania i powrotu na ziemię oraz długiej rekonwalescencji, zakochałem się bezgranicznie w Jezusie, do tego stopnia, że mogłem powtórzyć za św. Pawłem, z głębi serca: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.” A także: (Gal 2,20) „Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim” (Flp 3,8-9). Mniej więcej dwa lata temu zaczęło dudnić mi w głowie i sercu zdanie Jezusa: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem.” (J 14, 26). Zrozumiałem wtedy, że Oblubienica Ducha Świętego, Kecharitomene, prowadzi mnie subtelnie, bez naciskania, a więc w typowym dla Niej stylu, do swojego Oblubieńca. „Przypadkiem” dowiedziałem się o rekolekcjach kapłańskich w Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej (!) ... no i stało się, pojechałem. Bóg zapłać organizatorom za tę ucztę duchową oraz braciom w kapłaństwie za wspólną modlitwę!
|
|