Duch Święty jednak się nie poddał i czynił cuda na swoim poziomie – poziomie duchowym. Osobiście doświadczyłem dwóch kluczowych przejawów kapłaństwa: wielkiej i cudownej mocy, jaką ma każdy kapłan; a także wielkiego daru wspólnoty kapłańskiej jako wspólnoty braci. Jezus prowadził mnie przez całe życie do bycia kapłanem. Mogę to potwierdzić analizując kamienie milowe mojej przeszłości. Jednak dopiero wielkość kapłańskiej posługi objawiła się, kiedy doświadczyłem mocy modlitwy wstawienniczej. Modliłem się nad osobą będącą pod wpływem złego ducha, którą udało się uwolnić. Duch Święty kierował moimi słowami i gestami, a także całą „akcją uwalniania”, w której debiutowałem. Jej skuteczność pokazała mi jednoznacznie, że Chrystus posługuje się każdym kapłanem, aby działał cuda, jakich On sam dokonywał. Nie trzeba jakiegoś specjalnego wybrania – święcenia mają w sobie cały pakiet mocy Ducha Świętego. Pojawiła się we mnie wtedy pewność, którą ubrałem w słowa: Chrystus wygrał, wynik już ustalony. My się bijemy już tylko o statystyki. Moc mojej kapłańskiej modlitwy przyczyniła się do objawienia chwały Bożej w uzdrowieniach na duszy i ciele. Zrozumiałem, że skoro mogę powiedzieć Twoje grzechy są Ci odpuszczone oraz To jest moje Ciało i Krew, to tak samo mogę mówić Bądź uzdrowiony i uwolniony mocą Jezusa Chrystusa. Wszak to On dokonuje wszystkiego co wynika z sakramentu kapłaństwa. Zobaczyłem, że to naprawdę działa, że Ewangelia mówi prawdę i że jest „dziecinnie prosta”; choć życie Nią jest wyzwaniem wymagającym męstwa i wierności na wzór Chrystusa. Tego muszę się ciągle uczyć i w tym się pilnować. Te przeżycia i doświadczenia zostały umocnione podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej. Tam, pośród wielu doświadczeń duchowych, a szczególnie jak sprawowałem Mszę św. w Grobie Pańskim, wyryła się w moim sercu pewność Jego Zmartwychwstania. Jezus już powygrywał grzechy, trudy, kryzysy, beznadzieje, rozpacze, poranienia ludzi wszystkich czasów. Wystarczy się pod tym Jego zwycięstwem podpisać, uznając Go za Pana swojego życia i historii, a On już się o swoją własność zatroszczy tak, żeby nic nam się nie stało. Ta pielgrzymka była „ostatnią prostą” w rozpoczęciu dzieła Mszy o uzdrowienie w parafii św. Antoniego w Redzie, gdzie posługuję. O jej owocach można by pisać opasłe tomy książek, a to i tak wierzchołek góry lodowej, który miłosierny Jezus daje doświadczać w każdą trzecią sobotę miesiąca. Drugim owocem minionego roku jest doświadczenie braterstwa kapłańskiej braci. Po odkryciu Bożej mocy namaszczonych kapłańskich dłoni, udałem się do starszych braci w powołaniu. Oni pokierowali mną tak, że trafiłem do grup wierzących kapłanów, którzy się ze sobą modlą. Najpierw do grupy rozważającej co tydzień Słowo Boże. Następnie do grupy adorujących co tydzień Chrystusa eucharystycznego. Ostatecznie swoje miejsce odnalazłem we innej wspólnocie kapłańskiej. W życiu codziennym modlimy się nad ludźmi, uwalniamy od zła i prosimy Miłosiernego o cuda w życiu Jego wiernych. Ta wspólnota daje wielkie wsparcie duchowe i umacnia w codzienności życia. Radość Ducha Świętego w niej panująca prowadzi mnie i strzeże. Bóg otwiera przede mną coraz to nowe horyzonty działania. Nie przestaje przy tym mnie kształtować, wypróbowywać mojej wierności, szlifować, zabierać i dawać – nawracać. Uciekając się pod opiekę duchową spowiednika pragnę zachować wierność powołaniu i przygotować się przez to do zadań, które Bóg mi będzie wyznaczał. Nie wiem ile czasu życia dla mnie przygotował, wiem jednak, że to początek drogi. Kapłaństwo jest piękne i jest dla odważnych. Zakorzenione w Jezusie i jego Ewangelii, wsparte wstawiennictwem Maryi i poparte przykładem świętych kapłanów jest najlepszą drogą do mojej świętości. Wszystkim braciom w kapłaństwie życzę odkrycia i pogłębiania radości swojego powołania. Jeśli mogę coś poradzić, jak się do tego zabrać: Módl się tym, co robisz. Odwagi!
|
|