baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

swiadectwa

ks. Krzysztof Hawro

JAKIE TO WIELKIE BOGACTWO

Kiedy dobiega końca Rok Kapłański, który z inicjatywy Ojca Świętego Benedykta XVI obchodziliśmy w całym Kościele, i kiedy poddaję refleksji ten czas, który minął i już nie powróci, to wspominam wydarzenie, które miało miejsce 7 czerwca 2009 roku, tuż przed inauguracją tego szczególnego czasu dla kapłanów ale i dla całej wspólnoty Kościoła. Tym wydarzeniem była Msza Święta, którą po raz pierwszy odprawiałem jako nowo wyświęcony kapłan.Tego dnia otrzymałem wiele serdecznych życzeń, a wśród nich jedno szczególne, które chyba najbardziej zapamiętałem. W tym ważnym dla mnie momencie padło to piękne zdanie: Bądź bogaty przed Bogiem ilością udzielonych Sakramentów…

Jako młody kapłan, dostrzegam to jako łaskę i wyjątkowy dar, iż pierwsze kroki w kapłaństwie mogłem stawiać w tym wyjątkowym czasie, w którym od Chrystusa mogłem uczyć się wierności. Miniony czas Roku Kapłańskiego pozwolił mi spojrzeć na kapłaństwo z innej strony, bo patrzyłem na nie jako ten, który został obdarowany tym „Darem i Tajemnicą” , nie przyglądałem się jedynie postaciom kapłanów, ale sam mogłem odkrywać piękno i bogactwo mojego kapłaństwa, stając niejako we wnętrzu tego sakramentu. I dziś, gdy rozważam, co dał mi ten czas, to z odwagą stwierdzam, że osiągnąłem wielkie bogactwo ducha. Czuję się dziś rzeczywiście wielce bogaty ilością Sakramentów których udzieliłem. Bo jakże nie czuć się bogaczem, gdy będąc narzędziem w ręku Boga do wspólnoty Kościoła przyjmowałem kolejne dzieci, udzielając im Sakramentu Chrztu Świętego. Jak nie być dziś wdzięcznym Bogu, za radość jaką mi dawało i daje błogosławienie związków małżeńskich? Jakże nie radować się owocami posługi w konfesjonale, gdy z łaską Boga rozgrzeszałem ludzi, by mogli powrócić na drogę miłości i Bożego dziecięctwa? I wreszcie – jakimż wielkim bogactwem duchowym była codzienna Eucharystia, którą zawsze starałem się (i nadal się staram) sprawować w zachwycie i skupieniu wobec Tajemnicy, jaką Bóg włożył w moje dłonie.

Wielkim i wspaniałym doświadczeniem, choć budzącym trochę smutku były chwile, gdy trzeba było stanąć nad łóżkiem osoby chorej lub odprowadzać zmarłych na miejsce ich wiecznego spoczynku. Wówczas trzeba było dzielić z ludźmi smutek i cierpienie, a jednocześnie być siewcą nadziei, która cierpiących podnosiła na duchu i smutnym dawała radość. To tylko część, ale jakże ważna część mojej posługi - ważna, bo daje prawdziwe bogactwo! Choć jak pisał Adam Mickiewicz, „przed Bożym obliczem, jestem prochem i niczem”, to dziś wiem, że jestem kimś ważnym dla Boga, a taką pewność daje mi łaska stanu, łaska kapłaństwa. I Rok Kapłański uświadomił mi jeszcze jedną rzecz: kapłan szczęśliwym będzie tylko wtedy, gdy będzie rozwijał osobistą więź z Bogiem. I to jest zadanie dla mnie na dalsze posługiwanie: dążąc do własnego szczęścia, muszę się uświęcać, by być kapłanem w ręku Boga, ale dla ludzi – nigdy w ręku ludzi. Jako kapłan dotykam wyjątkowej Tajemnicy: tajemnicy Bożego wybrania, Bożej miłości i pokory. Bo przecież Bóg mnie wybrał i na moje słowa, na moje gesty pokornie schodzi na ołtarz podczas każdej Eucharystii. A wszystko to dla człowieka – z miłości. Bóg posłuszny moim słowom – a powinienem ja być posłusznym. I dążę do tego, bo „trzeba aby On wzrastał, a ja bym się umniejszał”. Nie mogę sobą przysłaniać Boga – bo to nie da mi szczęścia. Tylko wtedy będę szczęśliwy, gdy idąc do ludzi, pozwolę pójść przodem Panu Bogu – jeśli przesłonię Jego Osobę – ludzie zauważą we mnie tylko człowieka, a nie kapłana. Jeśli będę sobą przesłaniał Boga – na nic zdadzą się moje płomienne kazania – ludzie będą chwalić moja próżność, a przecież mają dać chwałę Bogu.

I jeszcze jedna myśl na zakończenie Roku Kapłańskiego. Nie można być wiernym Chrystusowi tylko w słowach. Jeśli chcę być dobrym, szczęśliwym kapłanem, muszę się codziennie modlić i być przy Chrystusie. Ludzie którym służę, mają prawo widzieć księdza, który się modli. Oczywiście nie chodzi mi tu, by chwalono moje rozmodlenie, ale by świadectwo mojej modlitwy pobudzało innych do ich osobistej rozmowy z Bogiem. Innym ważnym czynnikiem, jaki pozostał we mnie po Roku Kapłańskim, to osobista lektura Pisma Świętego i książek o tematyce religijnej. W życiu kapłańskim muszę znajdować nieustannie na to czas, bo bez tego czuje się niekiedy wypalony i pusty…Niech Rok Kapłański, który się zakończył, nie pozostanie czasem który minął i nie wróci, ale niech będzie dla nas wszystkich czasem refleksji: kapłanów nad ich osobistym życiem duchowym, a dla wiernych czasem weryfikacji własnego życia i miejsca w nim kapłanów i ich posługi. I tego chciałbym życzyć sobie, moim braciom w kapłaństwie i wiernym świeckim, abyśmy wszyscy razem szli z odwagą do przodu, w duchu jedności i wierności Bogu i Jego Ewangelii, wypełniając swoje życiowe powołanie, uwielbiając Boga za dar szczególny: za powołania do kapłaństwa.


wróć do świadectw...>>

linia
hedley 2009