![]() |
ks. Andrzej PrzybylskiMaranatha! |
Dopiero teraz wyraźnie zobaczyłem czym kończy się Biblia. Święty Jan Apostoł swoją apokaliptyczną wizję kończy wezwaniem: "Maranatha! Przyjdź, Panie Jezu!". Wołanie, aby Jezus przyszedł powtórnie, aby przychodził w każdej chwili naszego życia nie jest tylko adwentowym aktem strzelistym, ale całą syntezą naszej wędrówki po ziemi ku niebu. Najważniejsze, aby Pan przyszedł i był blisko nas. |
To wcale nie jest dziwaczne ani śmieszne, że ludzie głębokiej wiary mają mistyczne wizje, że są tak zapatrzeni w Boga, że zaczynają odczuwać Jego bliskość wręcz fizycznie. W maju 2009 roku, w kościele OO. Dominikanów w Krakowie, tuż przed komunią świętą, 97 letni ojciec Joachim Badeni miał prorocką wizję Paruzji - przyjścia Pana. Nagle zobaczył świetlistą postać Jezusa, przed którym uciekało wszelkie robactwo, jak uciekające demony przed Barankiem siedzącym na tronie z Apokalipsy św. Jana. Ojciec Badeni odczuł bardzo wyraźnie i mocno, że ostatnią jego kapłańską posługą ma być budzenie w ludziach wiary w powtórne przyjście Jezusa - w Paruzję. Na czym według niego polegać ma wiara w Paruzję? Po pierwsze na uświadomieniu sobie, że Bóg jest blisko. Nawet najbardziej pobożnym ludziom zaciera się świadomość tego, że Bóg żyje, widzi, słyszy i w każdej chwili naszego życia jest blisko nas. On nie jest Bogiem odległym, nieczułym czy ślepym! Pierwsi chrześcijanie żyli długo w przekonaniu, że Bóg przyjdzie lada chwila, że jest już bardzo blisko, więc trzeba być gotowym na spotkanie. Potem ta czujność jakby się uśpiła. Dzisiaj, po dwóch tysiącach lat od ziemskiego życia Jezusa, nie do końca wierzymy, że On jest blisko. Przyzwyczailiśmy się do Niego, do Jego obecności. Wierzymy, że jest, ale jest bardzo daleko od nas, od naszych spraw, kłopotów, zmartwień. To straszna pomyłka uważać, że Bóg jest gdzieś daleko i żyć tak jakby On nie miał żadnego wpływu na naszą doczesność. Po drugie, wiara w Paruzję przypomina o totalnym zwycięstwie dobra nad złem. I choć zło wygrywa w naszym życiu niejedną bitwę, to i tak wojna będzie w całości wygrana przez dobro. Ostatnie słowo naszego życia będzie należeć do Jezusa! A skoro to ON ma decydujący głos, więc możemy być pewni, że razem z Nim zwycięży każdy odruch dobra istniejący w nas i świecie. Daje mi to olbrzymią nadzieję w obliczu mojego osobistego życia jak i tego na zewnątrz. Nie muszę się bać ani o Kościół, ani o wiarę, bo one ostatecznie zadecydują o naszym zwycięstwie. Po trzecie, taktyka Paruzji to zwycięstwo przez mękę, przez trud i prześladowania. Chrystus przychodzi z mocą, żeby rozwalić w nas grzech, żeby zniszczyć wszelkie zło świata. Nic więc dziwnego, że gdy przychodzi, żeby wejść w komunię z nami, musi toczyć walkę ze złem w nas. A zło nigdy nie odpuszcza samo z siebie, diabeł walczy do końca, choć z góry stoi na przegranych pozycjach. Jeśli więc mam czasem wrażenie, że wszystko mi się rozwala mimo dobra i głębokiej wiary, jeśli doświadczam, że po modlitwie zamiast sukcesów przychodzą klęski i doświadczenia - to nie mogę się załamywać ani wątpić, bo to wszystko jest znakiem, że Pan jest blisko, że przychodzi do mnie z mocą, która musi zwyciężać w duchowej walce z moimi zniewoleniami. Wołam więc wyraźnie i głośno: Marantaha! Przyjdź, Panie Jezu! |
|