baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

kaplanskie_felietony
Opis świata, który często do nas dociera nosi na sobie ślad autora. Ważne jest to, o czym słyszymy, ale również i to, kto o tym pisze. Świadczą o tym postawione akcenty i wyróżnienia. Zawsze jednak pojawia się problem prawdy i obiektywizmu. Chrześcijanin w kierowaniu się tymi kryteriami nie pozostaje sam. Prawda Bożego Słowa pozwala docierać do ukrytych znaczeń. Odkrywać sens zdarzeń i nie zawężać ich do tego tylko, co można zobaczyć i dotknąć. Tak właśnie chcemy postrzegać świat. I dzielić się tym, o czym wszyscy mówią albo tym, co osobiście staje się doświadczeniem naszego życia. Zawsze jednak przeglądając doczesność w wieczności.
felietony
ks_andrzej_przybylski

ks. Andrzej Przybylski

Blog podhalański

10 sierpnia
Nie umiem udowodnić istnienia Boga, nie umiem dać pewnych argumentów na to, jaki On jest. I dlatego w Niego wierzę. Gdybym umiał dać dowody na istnienie Boga odebrałbym Mu jego boskość. Bóg bowiem przekracza wszystko co mogę sobie o Nim wyobrazić. W tym sensie wiara jest nocą. Wszelkie moje mówienie o Bogu jest tylko analogią.

Jeśli wierzę, mimo, że nie rozumiem, to jestem bardzo blisko Boga. Każdy taki mój akt wiary, pomimo ciemności, bardzo mnie zbliża do Boga. Szatan tego właśnie najbardziej się boi – każdego mojego aktu wiary. Jeśli wysilam się, żeby udowodnić Boga i wszystko z Niego zrozumieć diabeł zaciera ręce, bo wie, że nikt, nawet On, nie jest w stanie pojąć Boga. Ludzie, którzy głębiej wnikali w istotę Boga, częściej przeżywali noc wiary. Bo wiara jest nocą, inaczej nie byłaby wiarą.

Nie byłem w górach, mimo, że słońce dziś pięknie grzało. Pojechałem na pogrzeb taty księdza. Kiedy księdzu umiera ojciec to tak jakby ucinały się ziemskie korzenie i odtąd już wszelkie myślenie o ojcostwie ma mieć boskie odniesienie, bo i Ojciec niebieski i ten ziemski są już w niebie. Dużo dziś myślałem o naszym kapłańskim ojcostwie i o tym, jak trudno mi być duchowym ojcem dla kleryków. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego czasem zachowują się tak, jakby mimo wszystko woleli mieć żandarmów?

11 sierpnia
Czytam listy św. Katarzyny ze Sieny jak dobry kryminał. Podrywają mnie do góry i uderzają w emocje. Coraz mniej się dziwię, że ulegali tym tekstom wielcy politycy i monarchowie. No bo nagle świętobliwa kobieta pisze ci, że jesteś tchórzem, że się boisz własnego cienia. I kiedy próbujesz się na nią obrazić, musisz za chwilę przyznać, że ma rację. Nie masz odwagi – pisze św. Katarzyna – bo ciągle swoją wiarę chcesz traktować jak maść na wysypkę, a tak się boisz wziąć rozgrzany pręt żelaza i wypalić swój grzech. Twoje ciało bierze górę nad tobą i dyktuje ci twoje zachowania, twoje wybory i upodobania. Udajesz odważnego, ale kiedy trzeba zaryzykować dla Boga i oddać Mu swoje życie, nie umiesz Mu nawet poświęcić swojej reputacji, "prałatury i ludzkiej sympatii". A prawdziwym sprawdzianem odwagi w wierze jest bezwzględne posłuszeństwo Bogu. Bo można, według Katarzyny, udawać odważnego, ale tylko dla miłości własnej, a to nie jest żadna odwaga, to jest służalczość wobec siebie samego i własnej pychy.

Podbudowany tymi wezwaniami św. Katarzyny przeszedłem dzisiaj połowę Orlej Perci, przez calutkie Granaty, z wszystkimi łańcuchami i podejściami. Pewnie to żaden wielki wyczyn, ale jak dla mnie, oznaczał trochę męskiej decyzji, odwagi i wysiłku. Z gór wróciłem około 21. Duchowo łączyłem się z Jasną Górą i z tymi, którzy czuwają w domu Matki Bożej.

12 sierpnia
Nie umiem naśladować świętego Proboszcza z Ars. Próbowałem kiedyś tylko trzy dni żyć tak jak on, ale czułem, że z niewyspania, zmęczenia i niedojedzenia robię się nieznośny. Bóg pewnie jakoś inaczej chce mnie prowadzić przez życie. Wierzę, że muszę codziennie pytać Boga o Jego plan dla mnie. Kiedyś, na sądzie, nie zapyta mnie Bóg dlaczego nie byłem jak taki czy inny święty, ale o to, dlaczego nie zrealizowałem własnego planu na świętość. Ten plan ma w sobie dwa ważne elementy: to jest plan Boga a jednocześnie jest on wyjątkowo mój. Najbardziej będę sobą, najbardziej będę szczęśliwy, najskuteczniej dojdę do zbawienia jeśli najbardziej moim planem na życie będzie plan Boga. Dlatego każdego dnia próbuję być do dyspozycji Jezusa. Może bardzo słabo mi to wychodzi, ale najważniejsze, że jest już we mnie taka decyzja, taka gotowość do natychmiastowego pakowania walizek i wyruszenia tam, gdzie chce mnie mieć Bóg. Muszę uważać, żeby tylko walizki nie były za ciężkie i nie przeszkodziły mi w pójściu za Jezusem.

wróć do felietonów...>>

linia
hedley 2009