![]() |
ks. Marek RadomskiCelibat |
Bardzo wiele dyskusji, od kilku ładnych lat, toczy się wokół rzeczywistości kapłańskiego celibatu. Co najbardziej mnie uderza, to fakt, że najwięcej do powiedzenia w tej materii nie mają ci, co w celibacie żyją – kapłani właśnie – lecz ci wszyscy, którzy są w akcie lub możności małżeństwa. Opozycjoniści celibatu argumentują na szereg sposobów. W głównej linii argumentacji za zniesieniem celibatu znajdujemy między innymi przekonanie, że jeśli księża chcą się zwracać z nauczaniem Ewangelii do rodzin, to sami powinni mieć doświadczenie rodziny, zmagać się z wyzwaniami, które tworzeniu życia rodzinnego towarzyszą. |
Pytam więc zwolenników tego punktu widzenia: czy ksiądz to za każdym razem tylko i wyłącznie wychowanek domów dziecka, przytułków i tym podobnych miejsc? Przecież to oczywiste, że każdy z nas zazwyczaj ma swój dom rodzinny, środowisko wychowania, konkretną rodzinę. Czasem są to pewnie domy, w których sielanki nie było. Jednak w przeważającej większości polskich domów świadomość religijna musi być na tyle zaangażowana, że faktycznie łaska ma możliwość budowania na naturze. Powołanie do kapłaństwa, tak samo jak każde inne nie przychodzi z nikąd. Każdy, kto zwrócił swe kroki na drogę ku kapłaństwu wie, że istotną rolę spełniły domy rodzinne, klimat w nich panujący, swego rodzaju formacja. Nawet jeśli były to jakieś doświadczenia negatywne, to z czasem nabrały one znaczenia istotnego w drodze ku ideałowi. Z całą mocą raz jeszcze chcę podkreślić: łaska Boża buduje na naturze. Nie ma przypadków w życiu człowieka. Każde zdarzenie jakie miało miejsce w przeszłości, albo które dzieje się teraz jest ściśle związane z przyszłością łącznie z tą, którą nazywamy wiecznością. Tyle tylko, że trzeba mądrości oraz Przewodnika, który wskaże, jak dalej iść. Przy okazji odniesienia się do komentowanego "zarzutu" warto odwołać się do banalnego zapytania: "czy aby leczyć kogoś z jakiejkolwiek choroby, wpierw samemu trzeba się z niej wyleczyć?" Inne środowiska głoszą tezę, iż nie byłoby takiej lawiny amoralnych postaw kapłanów (regularne konkubinaty czyli "podwójne życie", pedofilia, defraudacje pieniędzy, etc) gdyby kapłani mieli konkretne cele nakierowane na dobro, jakim jest rodzina. Znów zapytam: czy ktoś zrobił rzetelne badania statystyczne pośród duchownych i zestawił je z wynikami rozmaitych patologii rodzinnych, które przyczyniają się do przeróżnych skutków: od braku zaufania w rodzinie, poprzez fobie, na rozwodach skończywszy. Nie mam wiedzy, ile jest na całym świecie rozwodów właśnie, rodzinnych patologii obfitujących w przemoc psychiczną czy fizyczną. Wiem natomiast, że 3 lata temu statystyki dotyczące liczby "czynnych" celibatariuszy i celibatariuszek wyglądały następująco: 4,946 - biskupów Katolików zaś na świecie było: 1.146.656.000 – czyli ponad 17 % populacji świata. Łatwo policzyć, że ponad 10% tego stanu to ludzie żyjący w bezżeństwie. Być może jakaś część porzuci stan bezżeństwa, jednak nie jest to jakiś dramat na skalę światową. Mamy takie czasy i takie nastroje społeczne, czy deficyty, że trudno dziwić się, iż tego typu ruchy mają miejsce. Znane jest powiedzenie, że jakie będę rodziny takie też będą powołania kapłańskie, czy zakonne. I myślę, że to jest istotny problem w dyskusji nad tematem celibatu. Nie może bowiem być kapłański etos rozpatrywany u podstawy inaczej, jak właśnie w oparciu o naturę rodziny. Ta zaś ma swój archetyp w Świętej Rodzinie i do tego ideału winna się odwoływać. Niestety, jest na masową skalę dokładnie odwrotnie. Szacunek, wzajemna troska, wymagania, ukierunkowanie ku Bogu, skromność, wzajemna cierpliwość – i wiele innych wartości, jakimi kierowali się w życiu Mieszkańcy Domku Nazaretańskiego – dziś postrzegane są niemal jako kuriozalne w polskich rodzinach. Mamy obecnie maj. Warto popatrzeć, jak w wielu polskich świątyniach, czy przy kapliczkach wiejskich średnia wieku modlących się w Nabożeństwie Majowym waha się pomiędzy 55 a 75 lat. Krótko mówiąc – do Matki Bożej modlą się babcie i one też nierzadko wychowują swe wnuki. Chwała oczywiście im za to, bo jest szansa, że jakiś tam procent religijności w młodym pokoleniu będzie się dowoływał o sprawiedliwość przed Najwyższym. Czy jest to jednak normalne i faktycznie pożądane? Mnie się zdaje, że niekoniecznie. Pismo Święte w tym miejscu uświadamia nieubłaganie, jaki los spotyka tych, którzy od wartości uciekają: Jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą… |
||
|