![]() |
Ks. Andrzej PrzybylskiNiewidoczna świętość |
Uroczystość Najświętszego Serca Jezusa to wołanie Kościoła o świętość kapłanów. Niczego bardziej nam nie potrzeba niż świętości! Czym jednak jest świętość? Z pewnością nie jest ona wyłącznie jakąś moralną nieskazitelnością czy radykalną pobożnością. Świętość jest najpierw i wyłącznie przymiotem Boga. |
Tylko On jest święty, a my możemy jedynie dążyć do naśladowania Jego świętości. Człowiek, który chce być świętym musi więc każdego dnia coraz bardziej upodabniać się do Boga, a tym samym mniej troszczyć się o własną wyrazistość. To Bóg ma być wyraźny we mnie, a nie ja w Nim. "Żyję ja, a już nie ja. Żyje we mnie Chrystus" - powie św. Paweł. Pierwszym miejscem na realizowanie się świętości jest serce. Mało kto potrafi dostać się do tajemnicy cudzego serca. Zna je tylko Bóg i tylko On może poznać stan mojej świętości. Sam raczej nie powinienem jej mierzyć. Miarę mojej osobistej świętości muszę zawsze pozostawić Bogu, a samemu czuć się wyłącznie kimś słabym i wciąż niedoskonałym. Mam szansę na świętość, wtedy gdy jej bardzo pragnę, ale jej w sobie nie widzę. Kiedy zaczynam widzieć w sobie świętość wchodzę na niebezpieczny teren własnej pychy. Bo ze świętością jest tak, że trzeba jej bardzo chcieć, nie wolno się jej bać, nie trzeba wątpić, że jest niemożliwa do osiągnięcia, ale zawsze pamiętać, że świętość jest niewidoczna dla własnych oczu. Ona jest poza zasięgiem własnego wzroku, bo świętość nie jest na oko, ale na serce. W naszym dążeniu do świętości oczy mają zupełnie inną funkcję. Im bardziej będę widział swój grzech tym bliżej będę świętości. Jedną z największych przeszkód w drodze do świętość jest brak widzenia własnych słabości. Modliłem się dziś dużo o kapłańską świętość, taką, którą widzą inni, a której my sami nie widzimy. Modliłem się o świętość kapłanów, która się zaczyna się od pokory serca i cichości, od widzenia swoich słabości i grzechów, ale takiego widzenia, które porusza serce i upodabnia je do Serca Jezusa. |
|