Tylko czy nie nadużywamy pojęcia woli Bożej. Aby dobrze zrozumieć granice woli Bożej i wolności człowieka warto rozważyć ewangeliczną scenę spotkania Jezusa z młodzieńcem. Są w tej rozmowie wyraźne dwie części: pierwsza to wezwanie a druga jest zaproszeniem. Pierwsza część dotyczy zbawienia. Jezus przypomina, że warunkiem zbawienia jest wypełnienie Bożych przykazań. To jest zatem wola Boża rozumiana jako warunek z którym nie ma dyskusji. Rzeczywiście, jeśli człowiek pragnie osiągnąć zbawienie, musi wypełnić wolę Bożą związaną z przykazaniami. Można by ująć to jeszcze inaczej odwołując się do sakramentu chrztu św., który włącza do wspólnoty Kościoła. Podczas chrztu św. Bóg wzywa człowieka do świętości. Zasada jest zatem taka: jeśli chcesz być zbawiony, to masz na miarę swoich sił i możliwości dążyć do świętości. I to jest wola Boga z którą nie ma dyskusji. Rozmowa młodzieńca z Jezusem toczy się jednak dalej. Okazuje się, że człowiek stojący przed Chrystusem pragnie zbawienia i jest posłuszny głosowi sumienia, który wzywa do świętości i zachowania przykazań. Rozpoczyna się teraz część druga, w której Jezus zaprasza młodzieńca do większej doskonałości niż tylko życie w zgodzie z przykazaniami. Jest to zaproszenie do relacji. Pan Jezus proponuje mu samego siebie. Od razu trzeba zauważyć, że to jest propozycja, a nie żądanie. Co musi się stać, żeby owo zaproszenie przemieniło się w pozytywną odpowiedź? Ważne są tu dwa kryteria: zaproszenie ze strony Jezusa i autentyczne pragnienie ze strony młodzieńca. Jezus mówi: „jeśli chcesz”, zwracając się z propozycją, a nie rozkazem. Wybór drogi powołania zostawia zatem przestrzeń dla wolności człowieka i tu już nie można mówić o woli Bożej z którą nie ma dyskusji. Skoro zatem Chrystus, szanując człowieka, tak wysoko stawia jego wolność wewnętrzną, trzeba szanować samego siebie. Nie wolno wybierać Chrystusa na siłę „bo tak wypada”, albo wbrew sobie „bo Jezus chce”. Wola Boża z którą nie ma dyskusji dotyczy powołania do zbawienia, ale wybór drogi życia zostaje pozostawiony wolności człowieka. 2. Ograniczenie wolności czy ciasnota własnego serca. Żeby lepiej zrozumieć, jaka jest prawdziwa natura owej wewnętrznej wolności, tak potrzebnej powołaniu, przytoczę fragment książki Wolność wewnętrzna. Moc wiary, nadziei i miłości, w której Jacques Philippe opowiada o pewnym pouczającym doświadczeniu. Dotyczy ono świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. „Święta Teresa jest od wielu lat moją bardzo serdeczną przyjaciółką i naprawdę wiele nauczyłem się w jej szkole prostoty. Niespełna dwa lata temu, w czasie jednej z pierwszych nielicznych okazji, kiedy jej relikwie opuściły Karmel i przesłano je do Marsylii, przebywałem akurat w Lisieux. Siostry poprosiły o pomoc braci ze Wspólnoty Błogosławieństw w przetransportowaniu relikwiarza. Zgłosiłem się na ochotnika i dało mi to nieoczekiwanie okazję wejścia za klauzurę Karmelu w Lisieux i odkrycia tych samych miejsc w których wiodła życie Teresa: infirmeria, wirydarz, pralnia, ogród. Jedna rzecz mnie uderzyła: miejsca te były o wiele mniejsze niż sobie wyobrażałem. Tak na przykład Teresa pod koniec swego życia opisuje z humorem sytuację, gdy zachodziły do niej na krótką pogawędkę siostry udające się suszyć siano. Wielka łąka przeznaczona na suszenie, jaką sobie wyobrażałem, w gruncie rzeczy nie zajmowała więcej powierzchni od chusteczki do nosa. Ten pozornie bez znaczenia fakt szczupłości miejsc, w jakich żyła św. Teresa, wywołał jednak we mnie pewną refleksję. Doświadczyłem tego do jakiego stopnia Teresa żyła w świecie po ludzku bardzo ograniczonym. Tymczasem jednak, i ten paradoks właśnie mnie uderzył, kiedy czytamy pisma świętej Teresy, nie odnosimy w ogóle wrażenia, że życie to odbywało się w jakimś ciasnym świcie, a wręcz przeciwnie. Z jakiego powodu świat Teresy, po ludzku tak ciasny i ubogi, sprawia mimo wszystko wrażenie niesamowitej pojemności i wielkiej wolności? Wynika to po prostu z faktu, że Teresa intensywnie miłuje. Cała jest rozpalona miłością do Boga i do swoich sióstr. Na tym polega jej tajemnica: w klasztorze wcale nie jest jej za ciasno, gdyż jest pełna miłości. Kiedy tak nad tym rozmyślałem, przyszło mi do głowy jedno ze zdań wypowiedzianych przez św. Pawła, skierowane do chrześcijan w Koryncie: Nie brak wam miejsca w moim sercu, lecz w waszych sercach jest ciasno. Bardzo często uważamy, że jest nam ciasno w naszej konkretnej sytuacji, w rodzinie, otoczeniu. Być może jednak prawdziwy problem leży gdzie indziej: to w gruncie rzeczy w naszych sercach jest ciasno i to jest przyczyną naszego braku wolności. Gdybyśmy bardziej miłowali, miłość nadałaby nieskończone wymiary naszemu życiu i przestalibyśmy odczuwać tę ciasnotę. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie mogą się czasami pojawić pewne obiektywne okoliczności, sytuacje, które należałoby zmienić, pewne zniewalające nas okoliczności, na które należałoby znaleźć środki zaradcze. Wierzę jednak, że bardzo często ulegamy pewnego typu złudzeniom. Oskarżamy nasze otoczenie, podczas gdy to, co najważniejsze, leży zupełnie gdzie indziej. Brak wolności bierze się z naszego braku miłości. To właśnie nasze serce jest więźniem swego własnego egoizmu, swych lęków, i to ono winno się zmienić, winno nauczyć się miłować przez zezwolenie na przemianę dokonywaną w nas przez Ducha Świętego. Jest to jedyny środek by wyjść z poczucia ciasnoty, jakie nas ogarnia. Ten, kto nie potrafi miłować zawsze będzie się uważał za skrzywdzonego i w każdej okoliczności będzie mu ciasno” / s. 15-18/. |
||
joanna listkiewicz
2011-06-19 21:51:18 Kraina
Przestworza takie istnieją
gdzie rzeczy zupełnie małe
blaskiem księżyca się śmieją
i jest to w krainie wspaniałej.
...nie mówię, że w nich żyję, ale wiem, że istnieją takie właśnie przestrzenie, do których drzwi otwiera śmierć dla nas samych:-). Czasem umieranie jest tak realne, że przeraża lecz po nim rzeczywiście zawsze nadchodzi nowe życie.
...podoba mi się też twoja refleksja o tym, by nie zrzucać odpowiedzialności za własne działanie na wolę Bożą. Jednak nieodzowna okazuje się pokora w działaniu. Rena
2011-05-17 15:26:53 gdybyśmy bardziej miłowali..taaaaak...zażyczę sobie uczucie miłości ;)..np,ktoś jest bardzo męczący..ale przecież ja chcę go kochać--i hop,chcę to kocham ;)..nie umiem odpowiedzieć na miłość Jezusa..ale przecież ja chcę kochać..no to kocham ;)---doskonale ksiądz wie,że to nie tak...trzeba sobie uzmysłowić ze kochać..wcale nie oznacza czuć się dobrze,nie oznacza bycie zadowolonym,czy spełnionym---wola i postanowienie człowieka,z jednej strony--ale zawsze musi być i ta druga ,ON..a ON przychodzi w swoim czasie Krzyś
2011-05-17 13:33:58 Cały czas ten problem napięcia między swoją wolą a Bożą, moimi pragnieniami i tymi, co moimi nie są. Okazuje się, że można pogodzić pragnienia serca człowieka z tym czego chce Bóg. Tylko dlaczego wciąż ten niepokój w sercu. |
||
|
||