baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

artykuly

o. Thomas P. Rausch SJ

KAPŁAŃSTWO I UCZUCIOWOŚĆ

Jeśli uznajemy*  ważność sfery uczuciowej w naszym życiu, powinniśmy starać się rozwijać w tej dziedzinie. Chciałbym tu postawić kilka pytań dotyczących uczuciowości. Odnoszą się one do wszystkich ludzi, ale w niniejszym rozdziale opracowano je szczególnie z myślą o duchownych. Są to osobiste pytania, nieprzeznaczone do publicznej dyskusji. Mogą one jednak wskazać każdemu z nas obszary wymagające dalszej refleksji.

kaplan_uczucia

Kim jest mój duchowy powiernik?

Aby móc wzrastać i podejmować wyzwania, jakie stawia przed nami życie, potrzebujemy osoby, z którą moglibyśmy regularnie dzielić się swoimi najgłębszymi przeżyciami: kierownika duchowego, guru, spowiednika czy bliskiego przyjaciela. Niejednokrotnie księża wysłuchujący innych i pełniący rolę bezpłatnych psychiatrów dla wielu cierpiących, sami nie znają nikogo, kto mógłby regularnie ich wysłuchać. Usprawiedliwiają ten stan rzeczy nawałem obowiązków, brakiem czasu, niemożnością znalezienia odpowiedniego kierownika duchowego, brakiem widocznych korzyści płynących z przystępowania do sakramentu pojednania itd. Niektórzy, po długich latach ukrywania swoich najgłębszych przeżyć, po prostu nie potrafią o nich rozmawiać. Pewien ksiądz w rzadkiej chwili szczerości odnalazł swój portret w piosence Simona i Garfunkela I Am a Rock („Jestem skałą”). Powiedział, że utwór ten dobrze opisuje jego własną izolację: „Jestem skałą, jestem wyspą; nikogo nie dotykam i nikt nie dotyka mnie...”. Jakże bolesne to wyznanie! Wszyscy potrzebujemy osoby życzliwej, która chciałaby nas słuchać, obiektywnie oceniać oraz stawiać nam wymagania. Jeśli nie mamy takiego powiernika, powinniśmy zastanowić się nad przyczyną owego braku. Czy jesteśmy zdolni do przyjaźni i zażyłości? Czy przypadkiem nie odpychamy innych od siebie? A może jesteśmy tak bardzo zajęci sobą i tak dominujący w rozmowie, że ludzie uciekają na nasz widok? Księża odnoszą dużą korzyść z przystępowania do sakramentu pojednania. […] Wielu świeckich odkrywa w spowiedzi niepowtarzalną okazję do głębokiej duchowej rozmowy i wymiany, dzielenia się. Tego właśnie pragną. Tymczasem część księży traktuje sakrament pojednania ex opere operato. Chcą załatwić spowiedź szybko, szukając w niej głównie jurydycznego rozgrzeszenia. Inną sposobnością do dzielenia się swoimi przeżyciami może być kierownictwo duchowe. Niektórzy księża z kolei starają się wygospodarować regularnie trochę czasu na spokojny posiłek i rozmowę z bliskim przyjacielem. Potrzeba nam stałego kontaktu z osobą, której możemy ufać i zwierzać się ze swoich uczuć. Jeśli nie mamy takiej osoby, wtedy mury naszego więzienia i izolacji pozostaną nienaruszone. Skoro udaje nam się znaleźć czas na inne sprawy, które uważamy za naprawdę ważne, dlaczego nie mamy czasu na znalezienie duchowego powiernika i na spotkania z nim? Nie jesteśmy przecież skałami ani wyspami.

Czy mam bliskich i zażyłych przyjaciół?

Zażyłość oznacza dzielenie się swym wewnętrznym  światem z drugą osobą. Michael Downey tak to określił: […] „Zażyłość to związek, w którym dzieli się swoje lęki i łzy, ból i cierpienie, radość i wzruszenie”. […] Każdy człowiek nosi w sobie głębokie pragnienie takiej relacji. Prawda ta odnosi się również do duchownych. Wszyscy potrzebujemy bliskich przyjaciół – mężczyzn i kobiet. Nierzadko jednak księża obawiają się zażyłości. Źródłem tego lęku może być utożsamianie zażyłości ze sferą seksualną i jej fizycznym wyrazem. Winę za to nieporozumienie ponosi w dużej mierze nasza kultura. W gazetach i innych środkach masowego przekazu słowo „zażyłość” używane jest jako synonim seksu i współżycia płciowego. Pojęcie zażyłości zawiera oczywiście także aspekt seksualny. Ludzie spotykają się na płaszczyźnie najbardziej intymnej, dotyczącej najgłębszych „rejonów osobowości”, a płciowość jest integralną częścią osobowości każdego człowieka. Zażyłość polega na dzieleniu uczuć i przeżyć. Zakłada wzajemność i może doprowadzić do jej fizycznego wyrażenia. Zażyłość seksualna to jednak tylko jeden z rodzajów zażyłości. Zażyłość jest miarą naszej przyjaźni, pomagającą nam wyrażać miłość i uczucia we właściwy sposób. Dzielimy się przecież sobą z osobami, które bardzo kochamy, a nie z ludźmi obcymi, dalekimi znajomymi czy z tymi, których nie lubimy. Niektórzy lękają się zażyłości, ponieważ wymaga ona otwartości wewnętrznej i czyni człowieka bezbronnym – a to jest ryzykowne. Zażyłość pozwala nam jednak mówić o swoich uczuciach: nadziejach, lękach, niepokojach i rozczarowaniach, o pragnieniach naszych serc i relacji z Bogiem. Może to być wyzwalające doświadczenie. Ważne jest, by ksiądz znalazł przyjaciół wśród mężczyzn i kobiet, ponieważ osoby różnej płci w swój własny sposób wspierają go i pomagają mu w osiągnięciu otwartości. Zdarza się, że księża źle czują się w towarzystwie kobiet, nie potrafią zrozumieć ich przeżyć. Oznacza to, iż prawdopodobnie nigdy nie obdarzyli prawdziwą przyjaźnią żadnej kobiety. Ksiądz utrzymujący kontakty tylko z kobietami lub tylko z mężczyznami i zamykający serce przed osobami jednej lub drugiej płci, jest emocjonalnie ubogi i okaleczony w swojej posłudze.

W jakiej wspólnocie żyję?

Wspólnota ma szczególne znaczenie dla kapłana. Posługa przewodzenia pełniona w lokalnym Kościele w pełni zaspokaja wielu księży, niemających przecież własnych rodzin. Zakonnicy realizują swoją potrzebę zażyłości, tworzenia – prokreacji, dzieląc  życie z braćmi we wspólnocie zakonnej. Życie wspólnotowe jest dla nich równocześnie wyzwaniem i spełnieniem. Jakże często jednak można spotkać kapłanów, którzy niewiele wiedzą o życiu we wspólnocie, chociaż budowanie i prowadzenie wspólnoty należy właśnie do ich misji! Oczywiście słowo „wspólnota” jest dzisiaj wielokrotnie nadużywane i brzmi prawie jak slogan. Niekończące się dyskusje o wspólnocie mogą prowadzić do nierealistycznych ideałów bądź do powstania grup, których członkowie mnóstwo energii i czasu poświęcają na wzajemne zaspokajanie swoich potrzeb emocjonalnych, a nie rozwijają się wewnętrznie. Wspólnota idealna nie istnieje. Dobra wspólnota to taka, której członkowie starają się pomagać sobie nawzajem i otwierać się przed sobą. Wspólnota nie zawiązuje się tylko dlatego, że ludzie o tym samym powołaniu bądź podobnych zainteresowaniach razem mieszkają. Potrzebny jest tu duży wysiłek. Wielu młodych ludzi dostrzega, iż sami księża pracujący w parafiach nie tworzą prawdziwych wspólnot. Sytuacja najczęściej wygląda tak, że kilku młodych księży mieszka z proboszczem, przeważnie starszym, zarówno wiekiem, jak i pod względem mentalności. Bardzo często księża ci nie modlą się razem, osobno odbywają rekreację, a telewizję każdy ogląda sam w swoim pokoju. Dawny autorytarny proboszcz to już zasadniczo przeszłość. Jednak jego następcy często przyjmują postawę obojętnej tolerancji. […] Nie lepiej jest we wspólnotach zakonnych. Niejednokrotnie kombinacja pluralizmu teologicznego z indywidualizmem, jaki spotyka się również w zakonach, prowadzi do wytworzenia wspólnoty funkcjonalnej, której członków łączy zadanie do wykonania, a nie doświadczenie jedności płynące ze wspólnej modlitwy i dzielenia się oraz współuczestnictwa w tej samej misji. Obecna tendencja do tworzenia małych wspólnot wyraża pragnienie bardziej autentycznego  życia wspólnotowego w mniej zinstytucjonalizowanym środowisku. Księża potrzebują dzisiaj wspólnot, które mogłyby pomagać im w posłudze. Dobra parafia niejednokrotnie jest dla kapłana źródłem dużej radości i wsparcia. Przeważnie jednak parafie stawiają w centrum rodzinę i dlatego wielu księży odczuwa potrzebę stworzenia wspólnoty typowo kapłańskiej. Istnieje tu kilka możliwości. Księża z sąsiadujących parafii mogą spotykać się regularnie, aby się modlić i dzielić swymi doświadczeniami. Dobrym rozwiązaniem są cotygodniowe spotkania, w czasie których księża dzielą się refleksjami na temat homilii na najbliższą niedzielę. […] Niektórzy księża zbierają się regularnie w małych grupach i szczerze omawiają swoje problemy i przeżycia. Mogą to być także spotkania zmierzające do zastąpienia tradycyjnego modelu zwierzchnik – podwładny, jaki obserwuje się zwykle wśród księży diecezjalnych, modelem bardziej demokratycznym. Małą wspólnotę mogą również utworzyć w parafii kapłani oraz świeccy diakoni, którzy spotykaliby się regularnie, aby wspólnie się modlić – na przykład liturgią godzin.

Jakie są zakazane obszary w moim życiu?

Pytanie to pomoże nam odkryć te obszary naszego życia, o których obawiamy się mówić nawet z bliskimi osobami. Są one zwykle zabezpieczone systemem alarmowym, polami minowymi i znakami zakazu wjazdu. Wszyscy mamy takie obszary. Nie chcemy przyznać się do nich przed innymi, a niejednokrotnie nawet sami przed sobą, choćby w pamiętniku. Miejsca te dotykają sfery uczuciowości i uświadamiają nam nasze słabe punkty. Dotyczą różnorodnych zagadnień, żądzy władzy, problemów związanych z nałogami, płciowości. Mogą to być również bolesne wspomnienia i przeżycia, od dawna tłumione, oraz negatywne uczucia wobec ludzi, którzy nas zranili lub byli dla nas zagrożeniem. Wiele osób sporządza „listy wrogów”. Powinniśmy jednak zdwoić czujność, jeśli owe listy zamiast zmniejszać się – rosną. Zwykle traktujemy swoje obszary zakazane jako miejsca niebezpieczne. Tymczasem mogą one stać się punktem wyjścia do twórczego dialogu z kimś zaufanym. Miejsca te odsłaniają ważną część naszego życia religijnego, pokazują, gdzie jeszcze musimy się rozwinąć i do czego wzywa nas, delikatnie, Duch Święty. Księża, którzy nie potrafią rozmawiać o swych przeżyciach religijnych, wewnętrznych zmaganiach i lękach, nie będą umieli pomagać innym w modlitwie i być dobrymi kierownikami duchowymi. Jakże często jednak sami księża nie przyjmują tej posługi od innych kapłanów. Wielu księży bardzo pragnie rozmawiać o swojej samotności, trudnościach z modlitwą bądź o problemach celibatu z kimś, kto ma podobne doświadczenie. Książki Henriego Nouwena zdobyły tak dużą popularność dzięki temu, że ich autor potrafi   rozpoznawać swe przeżycia i dzielić się nimi z czytelnikami. Potrafi również dostrzec podobieństwa między tym, co sam przeżywa, a tym, czego mogą doświadczać inni. Stanąć twarzą w twarz z własnymi obszarami zakazanymi i strefami niebezpiecznymi to szansa wielu nowych doświadczeń, nowych przeżyć, które wzbogacą naszą osobowość i pogłębią naszą zdolność do posługiwania bliźnim efektywnie i afektywnie.

Czy włączam uczucia do modlitwy?

Ostatnie pytanie dotyczy uczuciowości i modlitwy. Bardzo często podczas modlitwy pragniemy odczuć Bożą miłość i bliskość oraz odpocząć w obecności Tego, który sam jeden może zaspokoić głód naszych serc. Modlimy się z nadzieją, że Bóg nas w jakiś sposób poruszy. Czy jednak włączamy swoje uczucia do modlitwy? Podobnie jak ów człowiek przy sadzawce Betesda czekający na poruszenie się wody (por. J 5, 2-9), siedzimy, czekając, aby wody naszych serc wzburzyły się, i nie zwracamy uwagi na wszystkie te fale, które już w nich są. Staramy się pokazać Bogu z najlepszej strony i zapominamy, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, a nie takimi, jakimi być może pragniemy się stać. Tylko wtedy, kiedy potrafi my włączyć do modlitwy nasze rozczarowania i zmagania, cichą radość, rozświetlającą niekiedy nasze  życie, złość, która często nas zamyka, nasze pragnienia i tęsknoty, tak często ukrywane, oraz nasze poczucie pustki i znużenia – wtedy dopiero będziemy mogli stanąć w prawdzie przed Panem. Wówczas również przekonamy się, że to, co wydawało się ciemnością duszy, przed Bogiem staje się przejrzyste. Świadomość tego, co czujemy i przeżywamy, oraz umiejętność dostrzeżenia uczuć i przeżyć członków wspólnoty, której przewodzimy, może pogłębić sprawowanie liturgii, pod warunkiem że potrafimy w jakiś sposób wyrazić te różne emocje. Modlitwa liturgiczna i modlitwa osobista winny przenikać się wzajemnie. Dobra liturgia wyraża nasze przeżycia, a nie tylko je kształtuje. Niektórzy kapłani, wyzbywszy się wszelkiej uczuciowości  podczas sprawowania nabożeństw, wydają się dosłownie „egzekwować” liturgię. Nadmierne eksponowanie ceremoniału, gdy wspólnota doświadcza smutku i niepewności, sprawia, że liturgia staje się powierzchowna i pusta. Powinniśmy pozwolić na zwątpienia i lamentację w modlitwie, zarówno osobistej, jak i wspólnotowej. Wzorem posługi kapłańskiej jest Jezus. Nie był On zwykłym prorokiem i nauczycielem. Całe Jego życie przepełniała troska o każdego człowieka i wielka miłość. W gronie swoich uczniów miał kilku bliskich przyjaciół - zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Chociaż bardzo szanował małżeństwo, sam nigdy się nie ożenił i uważał, że bezżenność ze względu na królestwo Boże jest drogą życia wybraną w imię Boga (por. Mt 19, 11-12).

Od początku istnienia Kościoła mężczyźni i kobiety szli za Jezusem, wybierając również celibat jako znak bycia Jego uczniem. Życie bezżenne przynosi wiele wyzwań i nie jest wcale  łatwe. Wymaga ono uczciwości i otwartości na innych ludzi. Nie wyklucza uczuciowości, zażyłości ani głębokich przyjaźni.
Największe wyzwanie stojące przed celibatariuszem polega na obdarzeniu wszystkich ludzi bezinteresowną i czułą miłością. Jeśli celibatu nie traktuje się jako  życia w miłości, umożliwiającego rozwijanie czułości, serdeczności i współczucia, wtedy trudno znaleźć dla niego uzasadnienie. Wyzwaniem jest kochać tak, jak kochał Jezus.

Tłumaczyła Aneta Nowak

* Fragment książki T. P. Rausch SJ, Priesthood Today: An Appraisal. Copyright (c) 1992 by the California Province of the Society of Jesus. Paulist Press, Inc., Mahwah, NJ. Reprinted by permission of Paulist Press, Inc. www.paulistpress.com. Por. T. P. Rausch SJ, Współczesne kapłaństwo, Kraków 1996, s. 71-77.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji "Sztuka bycia księdzem", która ukazała się nakładem Wydawnictwa WAM

Wróć do artykułów...>>

Jeżeli artykuł Cię poruszył, chcesz się podzielić swoją refleksją, ubogacić nas, to zapraszamy do pisania...


Patrycja
2010-10-22 10:54:41

C. d. Myślę, że nastolatki (a przecież nie tylko one) w głębi serca noszą ideał - księcia z bajki i gdy nie widzą nikogo takiego siłą rzeczy nawet bezwiednie utożsamiają ten ideał z kapłanem, to nieraz po prostu tęsknota za kulturalnym, taktownym i wrażliwym mężczyzną, za którym tęsknią i którego szukają nawet gdy się do tego nie przyznają. A nie ma takich "królewiczów" wielu. I tu jest ten podstawowy błąd w rozumieniu przez nie kim jest kapłan i na czym polega jego oddanie dla WSZYSTKICH ludzi. Ale z takimi sytuacjami każdy mądry kapłan poradzi sobie doskonale. O wiele gorszy jest pewien rodzaj emocjonalnego uzależnienia, to działa jak narkotyk gdy tworzy się toksyczna więź. To taka pułapka pomocy kobiecie zranionej, najbardziej zdradliwa i nieobliczalna potrafi być kobieta zraniona.

Patrycja
2010-10-22 10:51:57

W mojej parafii istnieje wiele wspólnot młodzieżowych i daje się zauważyć, że nastoletnie dziewczyny, którym zabrakło gdzieś w życiu, może w najbliższej rodzinie poczucia akceptacji, życzliwości, szukają tego w kapłanie. Nie są jak niektórym może się wydawać zdegenerowane lecz spragnione uczucia. Tylko że opacznie pojmują wówczas posługę kapłana jako prywatnego "osobistego pocieszacza" do ocierania łez, przytulenia a to nie tędy droga. Kapłani tym bardziej wtedy muszą być wyczuleni skoro one nie potrafią być odpowiedzialne. I muszę przyznać, że księża zachowują się wzorowo, na odpowiedni w takich sytuacjach dystans, to po prostu jest koniecznością przy niedojrzałych emocjonalnie osobach.

Kasia B. :-)
2010-05-14 15:42:45

Właśnie dzisiaj otrzymałam ksiażke "Sztuka BYCIA księdzem". Jest pięknie wydana. To będzie dla mnie nieustanna intelektualna UCZTA !. Są tu artykuły moich ulubionych, ukochanych Kapłanów; ks. Marka Dziewieckiego, o.Jana Góry, SJ Józefa Augustyna...i wielu innych. Kiedy w tym roku, po wizycie duszpastrskiej mieliśmy zaszczyt gościć w swoim domu czterech Kapłanów i na pożegnanie pocałowali mnie w rękę miałam łzy w oczach. To była dla nas, dla naszego domu, niezywkla łaska gościć Kapłanów Jezusa z Nazaretu. To tak jakby sam Jezus przyjał nasze zaproszenie i pobłogosławił. A Oni mnie, kobietę, pocalowali na pożegnanie z szacunkiem ... w rękę. Po prostu nie mogę tego gestu zapomnieć. Był wzruszający. DZIĘKUJĘ Bogu za każdego księdza, nawet tego, który upada, zmaga się ze swoim powołaniem bo wiem, że ten jego upadek wynika często z braku modlitwy parafian w jego intencji, z braku osób życzliwych, serdecznych. To tylko człowiek ale CZłOWIEK wybrany przez JEZUSA.

Zofia 13.05.2010
2010-05-13 18:27:02

Tak się złożyło w moim życiu ,ze trafiałam na mądrych księży ,takich z powołania ,za nich to właśnie się modliłam,ale przyszedł taki czas kiedy zaczęli odchodzić do Pana.Dzisiaj też się za nich modlę, tych żyjących i tych ,których już nie ma wśród nas.Artykuł jest bardzo ciekawy i poruszający

Ksia B. :-)
2010-05-11 10:29:04

Zamówiłam, ponieważ artykuł obiecuje fascynujaca lekturę. Bardzo chcemy aby nasze czwartkowe Adoracje Najswietszego Sakramentu polączone z modlitwą za kapłanów stały się trwałym elementem życia naszej parafii.






linia
hedley©2009