Na bazie tych słów robię sobie rachunek sumienia, określając czy mój kapłański lifestyle jest całkowicie podporządkowany powołaniu, do którego zaprosił mnie Bóg. Zastanawiam się więc nad istotą tego powołania i dochodzę do wniosku, że powołaniem księdza jest pragnienie, które można chyba określić głodem dusz. Głód ten miałby w praktyce polegać na tym, że kiedy spotykam drugiego człowieka: rozmawiam z nim, pomagam mu, udzielam Sakramentów Świętych, czy nawet kiedy zwyczajnie piję z nim kawę lub idę na spacer – jest we mnie zawsze myślenie polegające na pragnieniu dobra dla duszy drugiego człowieka, pragnienie świętości i pragnienie zbawienia. To myślenie uruchamia we mnie staranie o łaski nadprzyrodzone dla tego, którego Pan mi powierza w mojej posłudze kapłańskiej. Widząc człowieka niejako automatycznie troszczę się o jego potrzeby duchowe, dostrzegając w nim kogoś, kto tu na ziemi jest jedynie pielgrzymem. Nie chcę przez to powiedzieć, że sprawy codzienne, ludzkie, sprawy ciała nie są ważne, ale istotą pomagania kapłana jest troska o całego człowieka w jedności ciała i ducha. Spotykając więc np. na drodze człowieka, który potrzebuje mojej pomocy, jeśli sytuacja tego wymaga, pomagam mu popchać samochód, ale czynię to nie tylko ze względu na potrzeby jego ciała, ale przede wszystkim ze względu na to, że tego domaga się jego wzrost duchowy, że być może w tym moim geście pomocy, dostrzeże on iskrę miłości Bożej, której jestem przekazicielem. Dochodzę do wniosku, że dobro ciała nigdy nie może być oderwane od dobra duszy. Moje pomaganie w sprawach duchowych pozwala mi rozpoznać samego siebie, pozwala także zweryfikować moje powołanie. Wciąż zadaję więc sobie pytanie: czy znajduję w sobie tego typu pragnienie, głód dusz? Pomyślałem sobie, że lekarze kierują się zasadą: salus aegroti suprema lex, czyli zdrowie chorego najwyższym prawem; politycy i prawnicy usiłują postępować w myśl zasady: salus populi (publica) suprema lex, czyli zdrowie społeczeństwa najwyższym prawem, ja zaś jako ksiądz winieniem postępować w myśl maksymy: salus animarum suprema lex, czyli dobro dusz najwyższym prawem, która zresztą została zapisana w prawie kanonicznym (por. KPK, kan. 1752). Ta ostatnia zasada, która obowiązuje mnie jako księdza wydaje mi się najpiękniejsza i przekonuje mnie o tym, że wielką łaską jest moje kapłaństwo. Dlatego modlę się, abym cokolwiek robiąc miał zawsze tego świadomość, a szczególnie teraz w okresie Wielkiego Postu, kiedy tyle osób prosi mnie o pomoc. |
||
em.
2011-04-12 22:25:51 Dobro dusz najwyższym prawem, ale jak, ale jest ciągle inaczej... Jestem pod wrażeniem tego co przeczytałam, o tym zabieganiu o CAŁEGO CZŁOWIEKA, w zwykłych gestach, słowach. i jeszcze jedno pragnienie dusz, nie wiem co powiedzieć, a może właściwie trzeba podziękować, że są w kimś pragnienia o troskę o duszę człowieka, o jego świętość i zbawienie, brakuje mi tego, chcę czuć, że komuś zależy na mojej świętości, na moim zbawieniu... Kasia B.
2011-04-09 10:35:14 Właśnie...Pani Wanda Popławska często powtarza "Tylko to jest w zyciu ważne co nas lub innych przybliża do NIEBA|. Patrzmy z tej perspektywy; czy pomoc bliźniemu pozwala mu wygodnie życ i dalej nie pamietac o Bogu czy......?.. zmusza do reflekcji ?. Paweł
2011-04-09 10:35:02 DOKŁADNIE !. Można się zagłaskać na śmierć i nie zbliżyć do Boga na krok. Na milimetr. Jakże często ta niby miłość nie ma NIC wspólnego z Miłością. To takie świadczenie sobie nawzajem usług ja tobie, to a ty mnie tamto i razem nam wygodniej żyć ale co to ma wspólnego z prawdziwym, świadomym ŻCIEM w BOGU i dla BOGA ?. Brawo za tekst. Ania
2011-04-07 23:17:40 To Ks. jest moją bratnia dusza bo chociaz jestem osoba świecka to w swoich kontaktach z drugim człowiekiem mam przede wszystkim na uwadze to by w subtelny, delikatny sposób "przybliżyż go do Nieba". To brzmi bardzo poważnie ale...mam na myśli drobne gesty, wplecione w romowę sugestie, bardzo pasujace, wpisujace sie w kontekst romowy odniesienia do myśli Jana Pawła II - np.. Nie bardzo wiem ja to ując ale chdzi mi o to aby pokazac mojemu romówcy dalszą perspektywę, zmusic niejako do nabrania dystansu i zrozumienia co jest najistotniejsze w życiu, jaki sens ma nasz pobyt tu ... na ziemi. Mam trochę niezawodnych argumentów, których dostarczyli mi tacy tacy ludzie jak moja ulubiona dr Wanda Półtawska i pewien dośc znany kapłan, autor wielu bardzo interesujących ksiażek i publikacji :-). Marek
2011-04-07 15:55:55 Wow! Dobro dusz najwyższym prawem. Piękne to prawo! Jakie trudne. Jak każe wyzbywać się siebie dla dobra dusz. Potrzeba nam takich kapłanów, którzy stawiają sobie takie wymagania. I cieszę się, że takich księży można znaleźć. |
||
|
||