baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

artykuly
ks. Jacek Socha

Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję (J 10, 18)

Jezus – Dobry Pasterz, to ktoś absolutnie wolny w miłości. On sam oddał życie za owce. Choć zewnętrznie wydawało się, że to Jezusa aresztowano, biczowano, ukrzyżowano, w rzeczywistości jednak to On panował nad tą sytuacją. On był całkowicie wolny w dawaniu siebie. Nikt mu życia nie zabrał, On je ofiarował.  Taką absolutną wolność w oddawaniu życia ma tylko Bóg.

ks_mazur

Kiedy wspominam zmarłego księdza Piotra Mazura,  to przychodzi mi na myśl właśnie ten aspekt życia Jezusa Chrystusa.Ks. Piotr bardzo świadomie i w dużej wolności oddawał swoje życie Bogu i ludziom. Może nawet sam tego nie widział w sobie, ale zauważali to ci, którzy go obserwowali.
Tak jak w życiu Jezusa tak i w życiu zmarłego Piotra była świadomość bliskości śmierci, a kiedy ktoś żyje świadomością bliskości śmierci, wtedy jego życie może przyśpieszyć w miłości. Tak właśnie było w życiu ks. Piotra. Pamiętam jedną z naszych rozmów, gdy powiedział : „Wiesz, chciałbym, by nasze marzenia o wspólnej ewangelizacji, o centrum ewangelizacyjnym w Trójmieście wreszcie się spełniły, gdyż ja nie będę długo żył”. On śpieszył się w miłości bardzo świadomie. Chciał świadczyć i głosić Ewangelię i być dla wielu. Iluż z nas  mogłoby powiedzieć jak bardzo „wycisnął” swoje życie! On żył do końca...do końca był dla dzieci, dla młodzieży, dla dorosłych, dla parafii. To bycie „do końca”, to forma pewnej wielkości człowieka. Ten,  kto jest „do końca” jest wielki. Jeden z przyjaciół ks. Piotra napisał w ostatnich dniach:
Bóg kochał go tak bardzo, że nie mógł już wytrzymać bez Piotra. Wziął go do siebie, bo za nim tęsknił. Piotr  był człowiekiem wielkim:
-wielkiego serca,
-wielkiej odwagi,
-wielkiej pokory,
-wielkiej służby,
-wielkiej radości,
-wielkiego poświęcenia,
-wielkiej wrażliwości
Był takim VIP-em wśród komandosów Pana do zadań specjalnych
.

Dobroć Pasterza jest mądra, a przejawia się to w tym, iż mądry Pasterz zajmuje się sprawami tylko najważniejszymi. Takim właśnie był Ks. Piotr. On nie chciał zajmować się rzeczami drugorzędnymi.  Miał ogromną świadomość, że najważniejszym priorytetem Kościoła jest uobecnianie Boga w świecie i otwieranie ludziom dostępu do Boga (Por. Benedykt XVI, List w sprawie lefebrystów) . Szukał Boga. Pragnął spotkań z ludźmi, którzy są świadkami tego, że Bóg jest. To dlatego zaangażował się w ruchy odnowy życia chrześcijańskiego takie jak:  Focolari, ruch oazowy a przede wszystkim w Gdańską Szkołę Nowej Ewangelizacji, której stał się jednym z filarów. W gdańskiej SNE był człowiekiem od zadań trudnych.

Kochał miejsca przepełnione kontemplacją: jeździł do monasteru sióstr betlejemitek w Grabowcu i sióstr karmelitanek w Gdyni. Zaangażował się bardzo w pomoc powstającemu Karmelowi w Suchej Hucie. Z ogromnym przekonaniem mówił o tym, iż klasztory kontemplacyjne to jakby płuca naszej archidiecezji.
Walczył o Boga w swoim życiu. Wiedział, że człowiek potrzebuje dni skupienia, rekolekcji i pobudzenia życia duchowego. Ta Jego walka o Boga była później widoczna w tym,  co mówił i w jaki sposób żył. Ktoś mi niedawno powiedział, że w twarzy ks. Piotra była pewnego rodzaju szlachetność, którą daje tylko Bóg.

Kiedy półtora roku temu wraz z ks. Piotrem prowadziłem rekolekcje-kurs Filip dla kleryków pierwszego roku Gdańskiego Seminarium Duchownego, miałem wtedy okazję usłyszeć Jego świadectwo o kapłaństwie. Mówił o „zwrocie kopernikańskim” w swoim życiu. Było to w czasie jego studiów seminaryjnych w Oliwie, gdy odkrył, iż pierwszym jego powołaniem jest Bóg. Wtedy w czasie rekolekcji powiedział do kleryków: „Jesteście tutaj po to, by poznać Boga. Kapłan jest świadkiem tego, że Bóg jest i że jest miłością. Wszystko inne jest albo tego konsekwencją, albo nie ma znaczenia”
To pierwszeństwo Boga w jego życiu przejawiało się w odkryciu i praktykowaniu modlitwy uwielbienia. Tej najbardziej bezinteresownej i najbardziej godnej Boga formy modlitwy. Wielbić Boga to znaczy wyrażać swoją Nim fascynację. Bardzo lubiłem modlić się wspólnie z ks. Piotrem. Był tak bardzo skoncentrowany na Bogu, tak Nim zafascynowany, że to pociągało innych. Jeszcze  tydzień przed jego śmiercią, właśnie w tej świątyni, miałem okazje uczestniczyć w  adoracji Najświętszego Sakramentu i modlitwie uwielbienia, którą prowadził ks. Piotr. Kochał adorację, od tej formy modlitwy wszystko w jego życiu się zaczynało.

W ostatnich latach Jego pasją życiową było głoszenie mocy przebaczenia. Dzisiaj są tutaj ludzie, którzy odkryli chrześcijaństwo dzięki posłudze rekolekcyjnej ks. Piotra,  w której głównym tematem było przebaczenie. Był świetnym spowiednikiem. Nie bał się dawać swojego czasu tym , którzy przychodzili na rozmowy czy do spowiedzi  św. Gdy ktoś dzwonił do mnie pytając czy nie znam jakiegoś dobrego spowiednika w Gdyni, to śmiało mogłem odsyłać taką osobę do ks. Piotra. Jedna z osób świeckich, która wraz ks. Piotrem prowadziła rekolekcje w ośrodku dla uzależnionych Anielinie koło Warszawy tak napisała: Nigdy nie zapomnę spowiedzi trwających całymi nocami w ośrodku dla narkomanów w Anielinie. Ksiądz Piotr spowiadał do rana, a my za drzwiami jego pokoju uwielbialiśmy Boga i oglądaliśmy cuda, jakie dokonywały się poprzez jego posługę. Młodzi, silni mężczyźni, z przestępczą historią życia, obciążeni różnymi wyrokami po wyjściu z pokoju, w którym spowiadał ksiądz Piotr padali krzyżem przed Najświętszym Sakramentem, płacząc jak małe dzieci. Mogłam więc oglądać płacz szczęścia,  jakim dla nich i każdego z nas jest otrzymanie Bożego przebaczenia za darmo i bez żadnych naszych zasług.
Ksiądz Piotr potrafił również klękać przed każdym z tych poranionych, młodych  ludzi i prosić ich o przebaczenie w imieniu ich rodziców, oraz tych, którzy ich skrzywdzili. Widział ich nędzę, rozumiał, że często jest ona wynikiem niewiarygodnych cierpień, jakich doświadczyli od najbliższych w dzieciństwie. Z pewnością miał Jezusowe oczy, nogi i ręce. Nigdy nie było mu za ciężko, aby spowiadać, aby rozmawiać o miłości i przebaczeniu, aby błogosławić.
W swoje posłudze był bardzo odważny . Gdy przygotowywał młodzież do sakramentu Bierzmowania, potrafił wziąć ponad setkę gimnazjalistów i wyjechać z nimi na weekendowe rekolekcje. Bardzo mu zależało, aby młodzi otworzyli się na żywego Boga. Tworzył wraz ze świeckimi ekipy rekolekcyjne. Był głęboko przekonany, że dzisiaj nie można głosić Ewangelii w pojedynkę. Chciał ewangelizować z rozmachem i nowoczesnymi metodami. Jego świeccy przyjaciele tak o nim piszą: Kochaliśmy Księdza bardzo. Lgnęliśmy do niego, jak pszczoły do miodu. W jego parafialnym mieszkanku spędziliśmy wiele długich godzin przygotowując plany ewangelizacji, rekolekcji i wspólnych wyjazdów. Ksiądz Piotr nie narzucał nam swojego zdania. Zawsze cieszył się z każdego nowego pomysłu, poprzez który mógł skuteczniej głosić miłosierdzie Boga. Sprawiał, że wszyscy czuliśmy się  potrzebni, zaangażowani i odpowiedzialni, a to dawało nam wielką radość i poczucie  jedności. Był wspaniałym, oddanym przyjacielem. Mimo wielu obowiązków znajdował czas, aby się spotkać, pójść do kina, teatru, zjeść wspólną kolację i porozmawiać o wszystkim.  Kochał życie i kochał piękno. Był estetą dlatego dbał o to, aby Liturgia, Adoracja i modlitwa miały piękną oprawę poprzez: światło, kadzidło, muzykę, śpiew, taniec. W ten sposób uwrażliwiał nas na obecność Boga.

Księdzu Piotrowi bardzo zależało na autentycznym, radykalnym życiu kapłańskim. Uczestniczył we wspólnej modlitwie kapłańskiej. Od kilku lat spotykaliśmy się w poniedziałkowe wieczory na adoracji, nieszporach i rozmowach. Bolały go bardzo odejścia współbraci od kapłaństwa. Walczył o innych i myślę, że nawet jego śmierć wpisuję się w pewną walkę duchową o kapłaństwo współbrata. Miał niewiarygodne poczucie humoru, lubił żartować, lubił się śmiać. Miał dystans do siebie. Nie zapomnę nigdy jego relacji z wchodzenia na kopułę Bazyliki św. Piotra w Rzymie. W autokarze wobec całej grupy pielgrzymkowej ze swadą opowiadał o swoich perypetiach we wchodzeniu na górę.  Bał się, że w wąskim przejściu zaklinuje się  i już dalej nikt nie przejdzie. Szczęśliwie dostał się na górę i udzielił,  jak mówił,  błogosławieństwa „Urbi et Orbi”.

Było też cierpienie w życiu ks. Piotra,  i to fizyczne, które Go ograniczało, ale głównie to duchowe, gdy odkrywał swoją niemoc. Wobec ogromu swoich pragnień i ludzkiej kruchości był jak dziecko. W ostatnich dniach, przeżywając noc ducha jako dojrzały mężczyzna nie bał się stawiać najprostszych i najbardziej fundamentalnych pytań,  takich jak choćby: co to znaczy nawrócić się? Do tej pory wydawało mi się, że dojrzałość chrześcijańska to pewnego rodzaju droga w górę, do przodu. Jednakże dzisiaj,  kiedy myślę o tym ostatnim doświadczeniu ks. Piotra, to dochodzę do innego wniosku. Postawiłem sobie pytanie: dlaczego właśnie  w takim momencie życia Pan powołał ks. Piotra do siebie? Otóż jestem przekonany, że niedzielny poranek, to był najlepszy moment, wybrany przez Boga, gdyż ks. Piotr w swojej kruchości duchowej, dziecięcej zależności od Boga Ojca,  był całkowicie otwarty na łaskę i najbardziej dojrzały duchowo.

W krótkim życiu przeżył czasów wiele i  Pan go zabrał, bo był gotowy. Św. Teresa z Lisieux tak pisała kiedyś do swojej siostry: "Im jesteśmy słabsi, bez pragnień, bez cnót, tym bardziej jesteśmy gotowi na działanie tej Miłości, co pochłania i przemienia. ( ... ) trzeba przy tym zgodzić się pozostać ubogim i bez sił, i to właśnie jest trudne, gdyż «Prawdziwie ubogiego duchem gdzie znajdziesz?”. Ks. Piotr był gotów na działanie Miłości. Dojrzał do bycia  ubogim duchem i Pan go dostrzegł przygotowanym. Nie mogło być lepszego momentu.
Droga Mamo ks. Piotra dziękujemy Ci za tak wspaniałego syna.

Piotrze, dziękujemy za Twoje piękne człowieczeństwo i ludzkie kapłaństwo. Niech miłosierny Bóg wynagrodzi Ci wszelkie ziemskie cierpienia i upokorzenia. Niech rozraduje Twoje serce miłosierdziem bez granic, które niestrudzenie  głosiłeś z wielką wiarą i pasją .

Bądź uwielbiony Trójjedyny Boże w swoim miłosierdziu. Bądź uwielbiony w życiu i śmierci ks. Piotra. AMEN.

Wróć do artykułów...>>

linia
hedley©2009