Kiedy wspominam zmarłego księdza Piotra Mazura, to przychodzi mi na myśl właśnie ten aspekt życia Jezusa Chrystusa.Ks. Piotr bardzo świadomie i w dużej wolności oddawał swoje życie Bogu i ludziom. Może nawet sam tego nie widział w sobie, ale zauważali to ci, którzy go obserwowali. Dobroć Pasterza jest mądra, a przejawia się to w tym, iż mądry Pasterz zajmuje się sprawami tylko najważniejszymi. Takim właśnie był Ks. Piotr. On nie chciał zajmować się rzeczami drugorzędnymi. Miał ogromną świadomość, że najważniejszym priorytetem Kościoła jest uobecnianie Boga w świecie i otwieranie ludziom dostępu do Boga (Por. Benedykt XVI, List w sprawie lefebrystów) . Szukał Boga. Pragnął spotkań z ludźmi, którzy są świadkami tego, że Bóg jest. To dlatego zaangażował się w ruchy odnowy życia chrześcijańskiego takie jak: Focolari, ruch oazowy a przede wszystkim w Gdańską Szkołę Nowej Ewangelizacji, której stał się jednym z filarów. W gdańskiej SNE był człowiekiem od zadań trudnych. Kochał miejsca przepełnione kontemplacją: jeździł do monasteru sióstr betlejemitek w Grabowcu i sióstr karmelitanek w Gdyni. Zaangażował się bardzo w pomoc powstającemu Karmelowi w Suchej Hucie. Z ogromnym przekonaniem mówił o tym, iż klasztory kontemplacyjne to jakby płuca naszej archidiecezji. Kiedy półtora roku temu wraz z ks. Piotrem prowadziłem rekolekcje-kurs Filip dla kleryków pierwszego roku Gdańskiego Seminarium Duchownego, miałem wtedy okazję usłyszeć Jego świadectwo o kapłaństwie. Mówił o „zwrocie kopernikańskim” w swoim życiu. Było to w czasie jego studiów seminaryjnych w Oliwie, gdy odkrył, iż pierwszym jego powołaniem jest Bóg. Wtedy w czasie rekolekcji powiedział do kleryków: „Jesteście tutaj po to, by poznać Boga. Kapłan jest świadkiem tego, że Bóg jest i że jest miłością. Wszystko inne jest albo tego konsekwencją, albo nie ma znaczenia” W ostatnich latach Jego pasją życiową było głoszenie mocy przebaczenia. Dzisiaj są tutaj ludzie, którzy odkryli chrześcijaństwo dzięki posłudze rekolekcyjnej ks. Piotra, w której głównym tematem było przebaczenie. Był świetnym spowiednikiem. Nie bał się dawać swojego czasu tym , którzy przychodzili na rozmowy czy do spowiedzi św. Gdy ktoś dzwonił do mnie pytając czy nie znam jakiegoś dobrego spowiednika w Gdyni, to śmiało mogłem odsyłać taką osobę do ks. Piotra. Jedna z osób świeckich, która wraz ks. Piotrem prowadziła rekolekcje w ośrodku dla uzależnionych Anielinie koło Warszawy tak napisała: Nigdy nie zapomnę spowiedzi trwających całymi nocami w ośrodku dla narkomanów w Anielinie. Ksiądz Piotr spowiadał do rana, a my za drzwiami jego pokoju uwielbialiśmy Boga i oglądaliśmy cuda, jakie dokonywały się poprzez jego posługę. Młodzi, silni mężczyźni, z przestępczą historią życia, obciążeni różnymi wyrokami po wyjściu z pokoju, w którym spowiadał ksiądz Piotr padali krzyżem przed Najświętszym Sakramentem, płacząc jak małe dzieci. Mogłam więc oglądać płacz szczęścia, jakim dla nich i każdego z nas jest otrzymanie Bożego przebaczenia za darmo i bez żadnych naszych zasług. Księdzu Piotrowi bardzo zależało na autentycznym, radykalnym życiu kapłańskim. Uczestniczył we wspólnej modlitwie kapłańskiej. Od kilku lat spotykaliśmy się w poniedziałkowe wieczory na adoracji, nieszporach i rozmowach. Bolały go bardzo odejścia współbraci od kapłaństwa. Walczył o innych i myślę, że nawet jego śmierć wpisuję się w pewną walkę duchową o kapłaństwo współbrata. Miał niewiarygodne poczucie humoru, lubił żartować, lubił się śmiać. Miał dystans do siebie. Nie zapomnę nigdy jego relacji z wchodzenia na kopułę Bazyliki św. Piotra w Rzymie. W autokarze wobec całej grupy pielgrzymkowej ze swadą opowiadał o swoich perypetiach we wchodzeniu na górę. Bał się, że w wąskim przejściu zaklinuje się i już dalej nikt nie przejdzie. Szczęśliwie dostał się na górę i udzielił, jak mówił, błogosławieństwa „Urbi et Orbi”. Było też cierpienie w życiu ks. Piotra, i to fizyczne, które Go ograniczało, ale głównie to duchowe, gdy odkrywał swoją niemoc. Wobec ogromu swoich pragnień i ludzkiej kruchości był jak dziecko. W ostatnich dniach, przeżywając noc ducha jako dojrzały mężczyzna nie bał się stawiać najprostszych i najbardziej fundamentalnych pytań, takich jak choćby: co to znaczy nawrócić się? Do tej pory wydawało mi się, że dojrzałość chrześcijańska to pewnego rodzaju droga w górę, do przodu. Jednakże dzisiaj, kiedy myślę o tym ostatnim doświadczeniu ks. Piotra, to dochodzę do innego wniosku. Postawiłem sobie pytanie: dlaczego właśnie w takim momencie życia Pan powołał ks. Piotra do siebie? Otóż jestem przekonany, że niedzielny poranek, to był najlepszy moment, wybrany przez Boga, gdyż ks. Piotr w swojej kruchości duchowej, dziecięcej zależności od Boga Ojca, był całkowicie otwarty na łaskę i najbardziej dojrzały duchowo. W krótkim życiu przeżył czasów wiele i Pan go zabrał, bo był gotowy. Św. Teresa z Lisieux tak pisała kiedyś do swojej siostry: "Im jesteśmy słabsi, bez pragnień, bez cnót, tym bardziej jesteśmy gotowi na działanie tej Miłości, co pochłania i przemienia. ( ... ) trzeba przy tym zgodzić się pozostać ubogim i bez sił, i to właśnie jest trudne, gdyż «Prawdziwie ubogiego duchem gdzie znajdziesz?”. Ks. Piotr był gotów na działanie Miłości. Dojrzał do bycia ubogim duchem i Pan go dostrzegł przygotowanym. Nie mogło być lepszego momentu. Piotrze, dziękujemy za Twoje piękne człowieczeństwo i ludzkie kapłaństwo. Niech miłosierny Bóg wynagrodzi Ci wszelkie ziemskie cierpienia i upokorzenia. Niech rozraduje Twoje serce miłosierdziem bez granic, które niestrudzenie głosiłeś z wielką wiarą i pasją . Bądź uwielbiony Trójjedyny Boże w swoim miłosierdziu. Bądź uwielbiony w życiu i śmierci ks. Piotra. AMEN. |
||
|
||