baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

artykuly

ks. Kazimierz Juszko

Parafia jako rodzina... WIELODZIETNA

Rzekł Mojżesz do Pana:
Czemu tak źle się obchodzisz ze sługa swoim Czemu nie darzysz mnie życzliwością  i złożyłeś na mnie cały ciężar tego ludu?Nie mogę już sam dłużej udźwignąć troski o ten lud, już nazbyt mi ciąży.
Wtedy rzekł Pan do Mojżesza:
Zwołaj siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela. Wtedy Ja zstąpię; wezmę z ducha, który jest w tobie, i dam im, i będą razem z tobą dźwigać ciężar ludu, a ty go sam już więcej nie będziesz musiał dźwigać. (Zob. Lb 11, 11.17)

kosciol

Moje powołanie kapłańskie – o czym jestem głęboko przekonany – zrodziło się na łące. Chociaż dzieciństwo i młodość spędziłem w mieście, to jednak błonia gnieźnieńskie w czerwcu 1979 roku, w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, były tym miejscem, w którym spojrzałem inaczej niż dotychczas na księży.

Zanim to nastąpiło miało miejsce inne przełomowe wydarzenie. Na odwiedziny duszpasterskie (czyli kolędę) do naszego mieszkania – religijnej mamy i zapracowanego ojca (oraz do mojej siostry i mnie) przyszedł Ks. Wikariusz. W trakcie krótkiej rozmowy zapytał: Chodzisz na religię? Odpowiedziałem (ku zaskoczeniu rodziców): Nie. Ksiądz chciał się dowiedzieć dlaczego. Odpowiedź była prosta jak drut: Bo nie wiem kiedy. Powiedział: Przyjdź we wtorek na 19. Później oprócz lekcji w salce była oaza, pielgrzymka i oczywiście wspomniany wyjazd na spotkanie z papieżem. W pewnym momencie księża śpiewali pieśń w języku łacińskim. Ja tylko słuchałem, ale w sercu zrodziło się pragnienie, by móc jej nauczyć się.

To ważne, bo moje formowanie do prezbiteratu (jak to nazywa się dziś) odbywało się również w ciągu całych wakacji na rekolekcjach oazowych (typu krościenkowskiego), co nie wzbudzało zadowolenia u mojego Proboszcza. Po święceniach rozpocząłem pracę u boku księdza zaangażowanego w ruch oazowy. Ja zostałem zaproszony do grupy przygotowującej na szczeblu diecezjalnym Europejskie Spotkanie Młodych. Rzeczy potoczyły się jednak w tak, że młodzież z parafii pojechała, ja zostałem. Uważam, że ksiądz nie ma innej możliwości jak być posłusznym Proboszczowi i pracować zgodnie z wytyczonymi w parafii liniami duszpasterskimi. Pozostają jednak marzenia (oby nie bujanie w obłokach).

Parafia moich marzeń.
Z pomocą, i to radykalną w moim kapłańskim doświadczeniu przyszedł Jan Paweł II (ściślej chodzi o moment Jego umierania). Mając już wieloletnie doświadczenie pracy w kilku parafiach ze zdumieniem, ale i z zachwytem otwierałem oczy patrząc na to co wokół mnie i we mnie się dzieje.
Drzwi kościoła parafialnego otwarte dzień i noc. W kościele wciąż zgromadzeni modlący się ludzie. Sukces duszpasterski przekraczający wszelkie wyobrażenia. Ale nie jest to efekt mojego (i naszego) trudu. To nie moje zaangażowanie w pracę grup i wspólnot dało tak wspaniały efekt. My księża mieliśmy tak naprawdę do zrobienia jedną rzecz: otworzyć drzwi kościołów.

Miałem okazję rozmawiać na ten temat z Ks. Arcybiskupem, przedstawiając opinię na temat stagnacji w naszych kapłańskich postawach we wprowadzaniu (po tylu latach wciąż jeszcze) odnowy życia parafialnego według wskazań Soboru Watykańskiego II. Ks. Arcybiskup żachnął się słysząc moją opinię. Poprosił o konkretny przykład. Odwołałem się wówczas do dni czuwania po śmierci papieża. Wówczas usłyszałem: Rzeczywiście, w wielu wypadkach to wierni wykazali się większym zmysłem wiary w rozeznaniu, co należy czynić w tej sytuacji.

Tak właśnie. Wiele lat po ogłoszeniu Dekretu o Apostolstwie Świeckich wierni mają być tylko wykonawcami naszych księżowskich pomysłów dotyczących życia parafialnego. Duszpasterstwo zaś – tak jak swoiście pojęte tzw. Odpowiedzialne planowanie rodziny – pod kontrolą Ks. Proboszcza. Dlatego taką radością jest wspomnienie tamtych – niemożliwych do zaplanowania i uregulowania dni i nocy modlitwy „papieskiego czuwania”.

Pracowałem już wcześniej w parafii, gdzie drzwi kościoła były otwarte od rana do wieczora. We wnętrzu nie było rzeczy, które warto by ukraść. Na marginesie wspomnę, że przed laty była to pierwsza parafia, w której Uroczystości Wigilii Paschalnej kończyły się procesją rezurekcyjną w nocy.
W innej parafii życzeniem Proboszcza było nabożeństwo Drogi Krzyżowej prowadzone przez cały rok. Zgłosiłem się oczywiście do tego zadania. Gdzie szukać motywacji, by nie wypełniać tego obowiązku schematycznie. Jak nie popaść w rutynę. Kiedy jednego razu skorzystałem z opracowania zawierającego obszerniejsze rozważania, usłyszałem, że wierni nie byli przygotowani na tak długie nabożeństwo. W następny piątek rozdałem rozważania wydrukowane dużą czcionką uczestnikom nabożeństwa. Nie były długie, ale samo nabożeństwo nabrało innego charakteru – przez aktywne współuczestnictwo wiernych. Zaczęły przychodzić nowe osoby zachęcone takim sposobem wspólnej modlitwy. Mam świadomość, że przy wszystkich stylach pracy duszpasterskiej w parafiach proboszczowie i wikariusze z pewnością są bardzo zapracowani. Ja jednak dodałbym obowiązków.

Przykładem dla mnie jest tu otwartość na życie w rodzinach wielodzietnych. Czy nie osądzamy tych rodziców o brak odpowiedzialności. Może jednak jest to po prostu pokładanie ufności w Bogu, który wie najlepiej co dla nas jest dobre. Po którym dziecku z oczu rodziców spadają łuski przewidywalności i chęci zapanowania nad różnorodnymi planami i zadaniami tak licznej gromadki? Bywa różnie.

Kościół otwarty cały dzień i całą noc. Codziennie angażują się przedstawiciele wszystkich grup i wspólnot żywo funkcjonujących w parafii. Codziennie  wszystkie części modlitwy różańcowej. Każdego dnia nie tylko Koronka do Miłosierdzia o 15, ale również – od czego powinienem rozpocząć – uroczyście odmawiana (śpiewana) Liturgia Godzin. Jutrznia o świcie, wszystkie części modlitwy w ciągu dnia, Nieszpory i Kompleta. Również Droga Krzyżowa, a w Okresie Wielkanocnym Droga Światła. Oczywiście adoracja Najświętszego Sakramentu.

Kto jednak temu podoła? Wciąż odwołuję się do doświadczenia z czasu trwania na modlitwie przed uroczystościami pogrzebowymi Jana Pawła II. To możliwe. Jeśli parafia ma być wspólnotą wspólnot, to funkcjonują przecież tradycyjne dzieła: (Żywy Różaniec, Franciszkański Zakon Świeckich, Wspólnota Ciała i Krwi Chrystusa, Liturgiczna Służba Ołtarza, Kręgi Rodzin, Kościelna Służba Mężczyzn, Anonimowi Alkoholicy, Ruch Eucharystyczny i Misyjny, Rycerstwo Niepokalanej i wiele innych) wraz z nowszymi wspólnotami (Szkoła Nowej Ewangelizacji, Odnowa w Duchu Świętym czy Droga Neokatechumenalna).
To prawda, że dziś nie wyobrażamy sobie, by nabożeństwa Drogi Krzyżowej nie prowadził ksiądz. Ale do tego nie są potrzebne święcenia kapłańskie. Nie musimy klerykalizować rzeczy biorąc wszystko na swoje barki. Św. Franciszek z Asyżu nie był księdzem. Podobnie z nabożeństwem majowym, które kiedyś śpiewało się przy kapliczkach. Również różaniec połączony z nabożeństwem eucharystycznym. Ale, ale… Przecież w parafii trwa adoracja, więc raczej trzeba przemyśleć sprawę „nicnierobienia”. Mam i to za sobą. Proboszcz zapytał się o to w trakcie rekolekcji prowadzonych przez franciszkańskiego pustelnika, więc to on podjął się wyjaśnienia tego zagadnienia.

Rozpocząłem tę refleksję od łąki. Pewnie pamiętamy, że Dawid został przez proroka Samuela przywołany  z łąki. Czy to już wszyscy młodzieńcy? - zapytał. Jesse odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. (1 Sm 16, 11) Ważne dla mnie to, by tak jak Dawid, by pozostać sobą . Widzimy to wówczas, gdy odrzucił królewski dar  - nie wszedł w „nie swoją skórę” i silny Bogiem wygrał. Saul ubrał Dawida w swoją zbroję, włożył na jego głowę chełm z brązu i przypiął miecz. Dawid próbował chodzić, po czym oświadczył Saulowi: Nie potrafię się w tym poruszać. I zdjął to Dawid z siebie. (zob. 1 Sm 16, 38 – 39).
Uczestnicząc w ostatnich rekolekcjach kapłańskich ujrzałem w nowy sposób sytuację Eliasza, który umęczony ciężarek życia woła: Wielki już czas Panie! Odbierz mi życie. (1 Krl 19, 4) Bóg jednak posyła anioła, który trącając śpiącego nakazuje: Wstań, jedz! Wielu z nas księży jest więcej jak bardzo umęczonych. Czy nie zdarza się, że ksiądz obejmując parafię wieloletnie  duszpasterstwo poprzednika zamyka w jednym zdaniu: „On tu nic nie robił”?

Rekolekcjonista prowadził myśl od Elijasza do sceny rozmnożenia chleba, gdzie Jezus apostołom chcącym pozbyć się problemu (Odpraw ich, niech idą do okolicznych osiedli.) mówi: Wy dajcie im jeść! (Mk 6, 36 – 37). Mamy chleb Eucharystyczny. To wystarczy, aby w parafii móc widzieć „wiosnę Kościoła”, zaczątek Królestwa Bożego.

Widziałem to. Widziałem wyraźnie zapowiedź wspaniałego czasu Dni Ostatnich. Widziałem wypełnianie się słów Jezusa: A  Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. (J 12, 32). Wierni w kościołach. Tłumy wiernych. W dzień i w nocy. Rozmodleni.
To nie jest tylko wspomnienie chwil przeszłości. To przyszłość najlepsza z możliwych – eschatologiczna, która dzieję się dziś.

Wróć do artykułów...>>


Iwona
2011-02-22 23:21:13

Jan Pawel II wskazuje drogę kapłanom jak i wiernym. " Fajny ksiądz co nie przedłuża nabożeństwa, co nie wymaga..." czy takich kapłanów chcemy? co nie przedłużają Drogi Krzyżowej " bo wierni nie są gotowi na tak długie rozważania"...chcemy wymagających Księży, chcemy wymagać od siebie, tak jak Jan Paweł II mówił do młodzieży na Westerplatte. Chcemy też czynnie uczestniczyć w nabożeństwach - modlitwa nabiera innego wymiaru, staje się bardziej osobista. Czynne uczestnictwo daje też owoce ludziom młodym - co widzę po synu który zupełnie inaczej przeżywa Mszę Św od kiedy został ministrantem.






linia
hedley©2009