Moje powołanie kapłańskie – o czym jestem głęboko przekonany – zrodziło się na łące. Chociaż dzieciństwo i młodość spędziłem w mieście, to jednak błonia gnieźnieńskie w czerwcu 1979 roku, w czasie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, były tym miejscem, w którym spojrzałem inaczej niż dotychczas na księży. Zanim to nastąpiło miało miejsce inne przełomowe wydarzenie. Na odwiedziny duszpasterskie (czyli kolędę) do naszego mieszkania – religijnej mamy i zapracowanego ojca (oraz do mojej siostry i mnie) przyszedł Ks. Wikariusz. W trakcie krótkiej rozmowy zapytał: Chodzisz na religię? Odpowiedziałem (ku zaskoczeniu rodziców): Nie. Ksiądz chciał się dowiedzieć dlaczego. Odpowiedź była prosta jak drut: Bo nie wiem kiedy. Powiedział: Przyjdź we wtorek na 19. Później oprócz lekcji w salce była oaza, pielgrzymka i oczywiście wspomniany wyjazd na spotkanie z papieżem. W pewnym momencie księża śpiewali pieśń w języku łacińskim. Ja tylko słuchałem, ale w sercu zrodziło się pragnienie, by móc jej nauczyć się. To ważne, bo moje formowanie do prezbiteratu (jak to nazywa się dziś) odbywało się również w ciągu całych wakacji na rekolekcjach oazowych (typu krościenkowskiego), co nie wzbudzało zadowolenia u mojego Proboszcza. Po święceniach rozpocząłem pracę u boku księdza zaangażowanego w ruch oazowy. Ja zostałem zaproszony do grupy przygotowującej na szczeblu diecezjalnym Europejskie Spotkanie Młodych. Rzeczy potoczyły się jednak w tak, że młodzież z parafii pojechała, ja zostałem. Uważam, że ksiądz nie ma innej możliwości jak być posłusznym Proboszczowi i pracować zgodnie z wytyczonymi w parafii liniami duszpasterskimi. Pozostają jednak marzenia (oby nie bujanie w obłokach). Parafia moich marzeń. Miałem okazję rozmawiać na ten temat z Ks. Arcybiskupem, przedstawiając opinię na temat stagnacji w naszych kapłańskich postawach we wprowadzaniu (po tylu latach wciąż jeszcze) odnowy życia parafialnego według wskazań Soboru Watykańskiego II. Ks. Arcybiskup żachnął się słysząc moją opinię. Poprosił o konkretny przykład. Odwołałem się wówczas do dni czuwania po śmierci papieża. Wówczas usłyszałem: Rzeczywiście, w wielu wypadkach to wierni wykazali się większym zmysłem wiary w rozeznaniu, co należy czynić w tej sytuacji. Tak właśnie. Wiele lat po ogłoszeniu Dekretu o Apostolstwie Świeckich wierni mają być tylko wykonawcami naszych księżowskich pomysłów dotyczących życia parafialnego. Duszpasterstwo zaś – tak jak swoiście pojęte tzw. Odpowiedzialne planowanie rodziny – pod kontrolą Ks. Proboszcza. Dlatego taką radością jest wspomnienie tamtych – niemożliwych do zaplanowania i uregulowania dni i nocy modlitwy „papieskiego czuwania”. Pracowałem już wcześniej w parafii, gdzie drzwi kościoła były otwarte od rana do wieczora. We wnętrzu nie było rzeczy, które warto by ukraść. Na marginesie wspomnę, że przed laty była to pierwsza parafia, w której Uroczystości Wigilii Paschalnej kończyły się procesją rezurekcyjną w nocy. Przykładem dla mnie jest tu otwartość na życie w rodzinach wielodzietnych. Czy nie osądzamy tych rodziców o brak odpowiedzialności. Może jednak jest to po prostu pokładanie ufności w Bogu, który wie najlepiej co dla nas jest dobre. Po którym dziecku z oczu rodziców spadają łuski przewidywalności i chęci zapanowania nad różnorodnymi planami i zadaniami tak licznej gromadki? Bywa różnie. Kościół otwarty cały dzień i całą noc. Codziennie angażują się przedstawiciele wszystkich grup i wspólnot żywo funkcjonujących w parafii. Codziennie wszystkie części modlitwy różańcowej. Każdego dnia nie tylko Koronka do Miłosierdzia o 15, ale również – od czego powinienem rozpocząć – uroczyście odmawiana (śpiewana) Liturgia Godzin. Jutrznia o świcie, wszystkie części modlitwy w ciągu dnia, Nieszpory i Kompleta. Również Droga Krzyżowa, a w Okresie Wielkanocnym Droga Światła. Oczywiście adoracja Najświętszego Sakramentu. Kto jednak temu podoła? Wciąż odwołuję się do doświadczenia z czasu trwania na modlitwie przed uroczystościami pogrzebowymi Jana Pawła II. To możliwe. Jeśli parafia ma być wspólnotą wspólnot, to funkcjonują przecież tradycyjne dzieła: (Żywy Różaniec, Franciszkański Zakon Świeckich, Wspólnota Ciała i Krwi Chrystusa, Liturgiczna Służba Ołtarza, Kręgi Rodzin, Kościelna Służba Mężczyzn, Anonimowi Alkoholicy, Ruch Eucharystyczny i Misyjny, Rycerstwo Niepokalanej i wiele innych) wraz z nowszymi wspólnotami (Szkoła Nowej Ewangelizacji, Odnowa w Duchu Świętym czy Droga Neokatechumenalna). Rozpocząłem tę refleksję od łąki. Pewnie pamiętamy, że Dawid został przez proroka Samuela przywołany z łąki. Czy to już wszyscy młodzieńcy? - zapytał. Jesse odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. (1 Sm 16, 11) Ważne dla mnie to, by tak jak Dawid, by pozostać sobą . Widzimy to wówczas, gdy odrzucił królewski dar - nie wszedł w „nie swoją skórę” i silny Bogiem wygrał. Saul ubrał Dawida w swoją zbroję, włożył na jego głowę chełm z brązu i przypiął miecz. Dawid próbował chodzić, po czym oświadczył Saulowi: Nie potrafię się w tym poruszać. I zdjął to Dawid z siebie. (zob. 1 Sm 16, 38 – 39). Rekolekcjonista prowadził myśl od Elijasza do sceny rozmnożenia chleba, gdzie Jezus apostołom chcącym pozbyć się problemu (Odpraw ich, niech idą do okolicznych osiedli.) mówi: Wy dajcie im jeść! (Mk 6, 36 – 37). Mamy chleb Eucharystyczny. To wystarczy, aby w parafii móc widzieć „wiosnę Kościoła”, zaczątek Królestwa Bożego. Widziałem to. Widziałem wyraźnie zapowiedź wspaniałego czasu Dni Ostatnich. Widziałem wypełnianie się słów Jezusa: A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. (J 12, 32). Wierni w kościołach. Tłumy wiernych. W dzień i w nocy. Rozmodleni. |
||
Iwona
2011-02-22 23:21:13 Jan Pawel II wskazuje drogę kapłanom jak i wiernym. " Fajny ksiądz co nie przedłuża nabożeństwa, co nie wymaga..." czy takich kapłanów chcemy? co nie przedłużają Drogi Krzyżowej " bo wierni nie są gotowi na tak długie rozważania"...chcemy wymagających Księży, chcemy wymagać od siebie, tak jak Jan Paweł II mówił do młodzieży na Westerplatte. Chcemy też czynnie uczestniczyć w nabożeństwach - modlitwa nabiera innego wymiaru, staje się bardziej osobista. Czynne uczestnictwo daje też owoce ludziom młodym - co widzę po synu który zupełnie inaczej przeżywa Mszę Św od kiedy został ministrantem. |
||
|
||