1. Teologiczna zależność miłości i miłosierdzia. Trzeba koniecznie uczynić w tym miejscu małą uwagę, że choć miłość i miłosierdzie różnią się od siebie celem, to jednak nie istnieją bez siebie. Tam gdzie pojawia się jedna cnota, druga zawsze w jakiś sposób jest obok niej. Ksiądz Wincenty Granat, polski teolog dogmatyczny w książce Miłosierdzie jako prymat Boga, pisał: „Miłosierdzie jest zawsze pięknym kwiatem i owocem wyrosłym na drzewie miłości, a jeśli jej będzie brak, to wówczas kwiat i owoc, albo nie będą miały większej wartości, albo nawet będą zatrute”. Zawsze trzeba więc wracać uwagę na to, jak świadczymy innym miłosierdzie. Bo istnieje taki rozdaj miłosierdzia (działalności charytatywnej), który może dającemu podnieść samopoczucie, ale otrzymującego poniżać i dawać mu odczuć pogardę i wyższość. 2. Miłosierdzie Boga w życiu osoby powołanej. a/ Człowiek naśladujący miłosierdzie Boga. b/ Bóg świadczący miłosierdzie człowiekowi. Zdolnym do świadczenia miłosierdzia innym może być tylko ten, kto sam doświadczył przebaczenia. Tajemnica miłosierdzia wzywa więc do tego, aby nie tylko uwielbić miłosierdzie Boga, ale przede wszystkim zacząć doświadczać tego miłosierdzia. Nie możemy zatem uciec od tematu sakramentu pokuty i pojednania. Dla katolików bowiem jest to najbardziej czytelny znak Bożego przebaczenia. Coraz częściej jednak pojawia się i u nas pytanie o aktualność tego sakramentu. Czy w ogóle jeszcze jest sens spowiadać się, w dobie takiego postępu, gdzie człowiek panuje nad światem. Czy nie może zapanować także nad sobą i swoim sumieniem? W wielu kościołach katolickich na zachodzie Europy konfesjonałów już nie ma, albo okrywa je warstwa kurzu po stronie klęczącego i tego siedzącego. Czy to jest jeszcze jeden dowód, że spowiedź jest przeżytkiem? Wydaje się jednak, że ludzie współcześni wcale nie poradzili sobie z problemem grzechu i winny, ale raczej zapomnieli o Bogu, którego „miłość jest większa niż grzech”. Stąd miejsce konfesjonałów zastąpili lekarze z pigułkami i terapeuci z dobrymi radami. A to znaczy, że człowiek w swoim sumieniu nadal bardzo cierpi z powodu grzechu. Cierpieniu wywołanemu przez grzech Chrystus przyniósł dobrą nowinę – zbawił nas umierając na krzyżu. Jego przebite Serce, to dowód miłości, abyśmy przestali się bać Boga, a zaczęli szukać u Niego wolności od grzechu i wolności do miłości. Na temat sakramentu pokuty i pojednania dokumenty soborowe mówią, że: „Kościół bez Chrystusa nic nie może odpuścić, a Chrystus bez kościoła nic nie chce odpuścić”. Kościół i Chrystus w sakramencie spowiedzi są tak zjednoczeni, że bez lęku i w pokorze, tam trzeba szukać pojednania i pokoju z Bogiem. Podczas chrztu świętego od wielu lat dokonuje się obrzędu wyjaśniającego ten sakrament, a mianowicie nałożenia białej szaty. Ta biała szata symbolizuje czystość serca i wolność dziecka Bożego. Potem, na skutek niewierności i grzechów owa szata chrzcielna wielokrotnie jest w życiu niszczona, tak że tworzą się w niej dziury i rozdarcia. Kiedy jednak człowiek się nawraca, to Jezus w te rany grzechu wtyka krople swojej drogocennej Krwi i wówczas szata duszy wygląda jeszcze piękniej niż podczas chrztu świętego. To jest paradoks miłości. Na taką „rozrzutność” może się zdobyć chyba tylko Pan Bóg. Ale owa miłość jest przeznaczona dla nas i czeka na nasze nawrócenie. Należy wołać ze skruchą: „Ojcze przebacz mi!”, a podchodząc do konfesjonału otrzyma się miłosierdzie i doświadczy miłości. Bo w spowiedzi św. Bóg nie tylko świadczy nam miłosierdzie uwalniając od zła grzechu, ale świadczy także miłość, dając nam samego siebie. Podobnie jest także w sakramencie Eucharystii. „Zbawiciel nasz podczas Ostatniej Wieczerzy, ustanowił Eucharystyczną Ofiarę, aby w niej na całe wieki, utrwalić Ofiarę Krzyża i tak umiłowanej Oblubienicy – Kościołowi powierzyć pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania: sakrament miłosierdzia” (Konstytucja o Liturgii, nr 47). 3. Miłość nadprzyrodzona jako środek zjednoczenia osoby powołanej z Bogiem. a/ Biblijne wymaganie miłości Boga ponad wszystko. Przykazanie miłości znane jest z katechizmu. Stąd istnieje niebezpieczeństwo potraktowania go jako zewnętrznego kryterium postępowania. Zupełnie inaczej jest ono widziane oczyma mistyka. Mistyk jedyny sens swojego życia znajduje nie w przykazaniu miłości, ale w darze miłości Boga. Wychowanie chrześcijańskie powinno prowadzić każdego do takiego odkrycia. Przypomnieć też należy zasadę o nierozłączności przykazania Boga i bliźniego: „Będziesz miłował...”. Koncentrowanie swojej miłości na innych przedmiotach z wykluczeniem Boga postrzegane jest w kategoriach bałwochwalstwa. Miłość Stwórcy i stworzeń wchodzi w kolizję wówczas, gdy miłość do stworzeń staje się absolutna i zaczyna stanowić najważniejszą wartość życia. W takim wypadku miłość Boga zostaje sprowadzona do miłości obok innych miłości, tzn. jako jedna z wielu miłości człowieka, gdy tymczasem całe serce człowieka powinno być ogarnięte miłością Boga. Dzięki przejściu przez noc mistyczną chrześcijanin staje się rzeczywiście uzdolniony do wypełnienia największego przykazania Bożego. Miłość do Boga nie ma jednak charakteru ekskluzywnego – tylko Bóg i nic innego; ale raczej ma charakter inkluzywny – należy miłować wszystko w Bogu. Z punktu widzenia wiary człowiek i cała rzeczywistość stworzona godne są osobowej ludzkiej miłości. Jako zobrazowanie tej prawdy mogą służyć, omawiane przez Jana od Krzyża, różne rodzaje dóbr, które człowiek może miłować. Działania wychowawcze nie dotyczą samych dóbr, ale postawy człowieka wobec nich, przyjemności jaką człowiek znajduje w miłowaniu stworzeń. Wszystko należy włączyć w miłowanie Boga tak, by różne miłości człowieka nie pozostawały na tej samej płaszczyźnie, ale były podporządkowane jedna drugiej. Nie może bowiem pojawiać się konkurencja pomiędzy tymi rodzajami miłości, gdyż w takim przypadku miłość do stworzeń zacznie konkurować z miłością do Boga i ta druga może zostać odsunięta na dalszy plan. Albo odwrotnie, zostanie wybrana miłość Boga z pominięciem miłości do stworzeń. b/ Miłość i przyjemność. Miłość i przyjemność nie są dwoma źródłami energii, ale dwoma ukierunkowaniami uczuciowości. Potrzebna jest znajomość mechanizmu działania zarówno przyjemności jak i miłości. Miłość należy do dziedziny daru, dlatego może wyprowadzać człowieka ku drugiej osobie; natomiast przyjemność przynależy do dziedziny posiadania, stąd kieruje człowieka ku jego egoistycznym potrzebom. Miłość dąży do zjednoczenia, przyjemność do nasycenia. Pierwsza jest dawaniem lub bezinteresownym przyjmowaniem; druga jest przywłaszczaniem sobie. Trudno o jaśniejsze sformułowanie teologicznej myśli: miłość wiedzie człowieka ku Bogu, przyjemność ku sobie. Jan od Krzyża jednak nie traktuje przyjemności jako czegoś złego. Przeciwnie, określił zadowolenie od strony pozytywnej jako radość woli: „Pierwszą z namiętności duszy i z odczuć woli jest radość. Odnośnie do naszego zagadnienia, radość jest to pewne zadowolenie woli połączone z pewną oceną rzeczy, którą uważa się za odpowiednią. Wola bowiem raduje się tylko wtedy, gdy posiada coś, co dla niej ma wartość i sprawia jej zadowolenie” (Listy, 13). Problem wychowania do miłości sprowadza się do oczyszczenia woli, gdyż w każdym przypadku liczy się postawa woli wobec przedmiotu miłości. Dlatego nie występuje się przeciw uczuciom i radościom miłości, ale dokłada się starań do tego, by i one zostały włączone w komunię z Bogiem, tj. w doświadczenie o charakterze teologalnym. Pedagogia Doktora Mistycznego polega na tym, by uwolnić wierzącego od koncentrowania się na radości i upodobaniu w różnych dobrach, a skierować jego serce ku Bogu. Jan od Krzyża pisze: „Zwróciłem uwagę na to, że zatrzymywanie radości na jakiejkolwiek ze wspomnianych rzeczy jest rzeczą próżną. Natomiast wielkim jest pożytkiem, jeśli wola nie zatrzymuje się na tym, ale natychmiast od tego, co czuje, widzi, słyszy i czego dotyka, wznosi się do radości w Bogu. Wtedy bowiem tamto staje się dla niej podnietą i niejako przydaje jej sił. Nie tylko więc nie należy unikać podobnych wzruszeń, jeśli służą one ku pobożności i modlitwie, lecz ze względu na to tak święte ćwiczenie, można i trzeba je wykorzystać. Niektóre bowiem dusze wznoszą się do Boga raczej za pośrednictwem przedmiotów zmysłowych” (DGK III, 24,4). Jako forma pracy wychowawczej proponowane są różne umartwienia, odpowiednie dla każdego rodzaju radości. Nie można tych praktyk traktować oddzielnie, tj. niezależnie od celu, jaki chce się osiągnąć. Konkretne formy wychowania i umartwienia w dziedzinie doznawania radości i właściwych decyzji woli to: naśladowanie Chrystusa, roztropność i umiar w sferze zmysłów oraz wybór tego, co trudniejsze, jako metoda wyzbywania się egoizmu. |
||
Ala
2011-05-03 10:56:56 Mam pytanie - jak traktowana jest kwestia przyjmowania Komunii św. w kościołach gdzie już nie występuje praktyka spowiedzi sakramentalnej? Bo przecież jakieś osoby podchodzą do Komunii?!.. Czy nikogo nie zainteresowało to jak może istnieć i funkcjonować ten Sakrament przy jednoczesnym braku Spowiedzi św. w kościele? Wykluczenie i zaniechanie Sakramentu Pokuty powinno prowadzić w prostej linii do zlikwidowania również podawania Komunii św. - to tragiczna, ale oczywista konsekwencja tego! Czyż nie? Czy inaczej nie jest to po prostu przyzwoleniem na świętokradztwa? Proszę o jakieś wyjaśnienie, bo nie rozumiem dlaczego Episkopaty krajów zachodnich milczą na ten temat... to zdumiewające! |
||
|
||