Mam świadomość, że również w Internecie jeśli wyszukiwarka ujawnia nowy kontekst słowa „neokatechumenat”, to muszą pojawić się wciąż te same kwestie wymagające uściślenia, które choć nic nie wnoszą do omawianego tematu, dają wiele radości. Zerknijmy do ewangelii. Zobaczymy wówczas, że zadawanie pytań pewnego rodzaju jest trwałą rzeczywistością. Musiał się z nią zmagać również Jezus. W tym wypadku, osobom z takim nastawieniem nie chodzi o uzyskanie odpowiedzi, lecz o instytucję mnożenia wątpliwości. A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę zapytał: nie jest ważne o co, gdyż słysząc rzeczową odpowiedź zadaje kolejne pytanie – A kto jest moim bliźnim? Łk 10, 25.29) Zawsze kojarzy mi to się ze sceną w sali lekcyjnej. Gdy proszę ucznia: <Zamknij drzwi>, ten pyta się: <Które?> Widząc moje zdziwienie wyjaśnia: <Mógł ksiądz mieć na myśli drzwi od biurka>. A zatem pytania. Zwróćmy uwagę, że zanim one zostaną postawione ewangeliści (wcześniej Łukasz teraz Mateusz) podają motywację: Zapytali Go, by móc Go oskarżyć: Czy wolno uzdrawiać w szabat? (Mt 12, 9) Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę? (Mt 21, 23) Dlaczego, my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą? (Mt 9, 14) Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? (Mt 15, 2). Niezależnie od odpowiedzi (lub ich braku) Jezus i tak został „zaszufladkowany”: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. (Mt 11, 19). Wbrew pozorom nie jest to opinia radykalnie negatywna. Grupa specjalistów po wnikliwej obserwacji podała do wiadomości: Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy. (Mt 9, 34). Nieco dalej podobnie: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy. (Mt 12, 24). Inna sytuacja. Jezus konkretnym gestem odpowiedział na pytanie: Wasz Nauczyciel nie płaci dwudrachmy? (Mt 17, 24) - mimo to po raz kolejny musi zmierzyć się z odkrywczą kwestią: Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? (Mt 22, 17). Odpowiedzi, których udzielał Jezus nie były przyjmowane z aprobatą: Wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to powiedzenie? (Mt 15, 12). Dziwi jednak zupełnie co innego. Mimo wszystko nie słabną oczekiwania wciąż kierowane w stronę tak surowo ocenianego Jezusa: Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie. (Mt 12, 38). Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć. (por. Mk 10, 45)Jednym z owoców Soboru Watykańskiego II jest Droga Neokatechumenalna. To fakt potwierdzony przez Pawła VI, Jana Pawła II oraz Benedykta XVI. Jeśli tak, to wystarczyłoby zakrzyknąć: Nie okładajcie kijem mandarynek. Wiem, że jabłka są bardziej swojskie, mandarynki bywają hiszpańskie. Co jednak ma to do rzeczy? Z jednej strony w debatach i to nie tylko oficjalnych sprawdzamy rośnie czy spada liczba powołań. Przyglądamy się różnym statystykom wiernych i ich praktykom religijnym. Wylewamy krokodyle łzy na temat: Co zrobić by przyciągnąć młodzież do kościoła? Jak zaktywizować świeckich? Z drugiej jednak strony występują (strona bierna) następujące zjawiska: Światło w salce zostawili. Okna nie zamknęli. Tyle czasu siedzą, a tu alarm już trzeba włączyć. Palą tyle papierosów! Szybko, szybko, szybko. Można też przytaczać przykłady tzw. „kwaśnej miny” lub młodzieżowego „focha”, jako buntu Wikariusza przeciw poleceniom Proboszcza (bywa też odwrotnie). Pomysłowość księży w tym względzie jest imponująca. Niektórzy wkładają w te postawy całe swoje serce oraz wiele inwencji: nabożeństwo może trwać określony czas, nie możecie robić „tego lub owego” lub nawet też słynny brak błogosławieństwa na koniec Eucharystii z zaleceniem: „Żebyście poszli jutro do kościoła na normalną Mszę św.” Warto jednak z ciekawością i powolnym rytmem przyjąć Katechezy Zwiastowania. Trwają kilka tygodni. Spotkania odbywają się zazwyczaj wieczorami w kościele dwa razy w tygodniu. Najczęściej w tzw. Ekipie (czyli razem z głoszącymi świeckimi) jest przybywający z innej parafii ksiądz. Słuchać mogą nie tylko wierni. Zapracowani księżą też. Byłoby to bardzo owocne w istotnym momencie Katechez – tj. w czasie Liturgii Pokutnej wiedzieć na czym rzecz polega. Być może - niezależnie od długości stażu kapłańskiego - po raz pierwszy będą mieli okazję uczestniczyć w takim nabożeństwie. Z uśmiechem wspominam, jak jeden z moich kolegów przyjął zaproszenie. Przyszedł z „brewiarzem” pod pachą – nauczony wszak doświadczeniem Pierwszych Piątków Miesiąca. Co się jednak okazało dowie się ten, który na Liturgię Pokutną też zechce przyjść. Katechezy kończą się wyjazdem na Konwiwencję Założycielską. Tu pierwsze księżowskie zdziwienie. To nie Proboszcz troszczy się o miejsce, do którego grupa wybiera się. Tym zajmują się ludzie świeccy. Na miejscu – rzadko bywa to kościelny ośrodek rekolekcyjny – okazuje się, że to nie ksiądz martwi się o kwiaty. Sprawą ołtarza i jego przyozdobieniem zajmą się uczestnicy wyjazdu. Nie trzeba też z parafii zabierać komunikantów. Sprawy finansowe to też nie jest zadanie dla księdza. Jeśli ma odrobinę dobrej woli i chęć wejścia w nowe doświadczenie to wróci do parafii w skowronkach. To dopiero początek. To zainicjowanie początku. Zachęcam raz jeszcze, by pozwolić sprawom toczyć się według własnego rytmu. To trudne. Wielu Proboszczów cieszy się: mam oto grupę pospolitego ruszenia do wszelkich spraw w parafii. Oj. To nie tak. Oj. To stanowczo za wcześnie. I jeszcze wszystko, gdzieś tam w salkach, a nie w kościele. Odwagi i cierpliwości. Tym, co najbardziej pomaga młodej wspólnocie jest obecność prezbitera. Ale przecież ksiądz jest dla wszystkich, a nie tylko dla tej jednej grupki. Ciężko nie przytaknąć, ale trudno się zgodzić. Czyż słowo „wszyscy” w praktyce duszpasterskiej nie oznacza tak naprawdę NIKT. Nie mieć swojego adresu (lub tylko go nie ujawniać) oznacza brak zakorzenienia. Warto, naprawdę warto zacząć uczestniczyć w przygotowaniach do Eucharystii. Jeśli poczuje się ich smak, jeśli wejdzie się w ich sens, to nie trzeba będzie zachęcać by przychodzić również na przygotowania do Liturgii Słowa oraz przed Konwiwencjami czy Liturgią Pokutną. Ksiądz nie obejrzy się, kiedy zostanie zanurzony w przeżywanie Pisma Świętego jako Słowa Boga na jego życie w konkretnej wspólnocie. To żywa cząstka parafii. Bez anonimowości. Krótkie chwile odwiedzin duszpasterskich nie dają tak wielowymiarowego wglądu w sytuację rodzin parafii jak wspólna z nimi modlitwa. Jak towarzyszenie ich radościom. Jak prawdziwe wzruszenie i płacz w chwilach tragedii, które ich powalają. Jeśli we wspólnocie są ludzie młodzi wkrótce będą śluby. Zaraz po nich chrzty. Pascha, na którą cała wspólnota czeka nabierze wówczas jedynego, niepowtarzalnego wymiaru – WielkiejNOCY przeżywanej w autentycznej, braterskiej gromadzie ludzi, których znam, którzy mnie znają. To wszystko przemienia nie tylko tę grupkę i księdza. To przemienia CAŁĄ parafię prze promieniowanie autentycznej, weryfikowanej na co dzień miłości. Chcę tu powiedzieć też o moim osobistym doświadczeniu w tym względzie. Ksiądz (wcześniej kleryk) musi odnaleźć drogę do akceptacji swojej samotności – czyli życia w celibacie. Ale w głowie pozostają obrazy dziewcząt, o których świat mówi, że oprócz młodości zawsze pozostają chętne. Przecież tak my mężczyźni postrzegamy przedślubne pragnienia i problemy młodych ludzi. Miałem jednak okazję obserwować, jak z upływem lat w małżeństwach pojawiały się napięcia i konflikty. Zobaczyć to, wniknąć w przeżywanie młodych małżonków czy rodziny jest możliwe tylko w modlącej się wspólnocie. Wśród ludzi szczerze ukazujących aktualne przeżycia. Dziękuję rodzinom wspólnotowym, że nie pozostałem mentalnie zawieszony we wspomnieniach z mojej młodości. Dzięki wam mogę czuć się wdzięczny Bogu w poczuciu odpowiedzialności za dar celibatu w kapłańskiej posłudze. Wyjazd na Konwiwencję Regionalną, to możliwość dostrzeżenia jednego z wymiarów „wiosny Kościoła” o której mówił Jan Paweł II. To skromny udział w dziele „nowej ewangelizacji”, którą konkretnymi decyzjami instytucjonalizuje Benedykt XVI. Bogactwo dzieł, które wzbudziła Droga Neokatechemenalna w ciągu czterdziestu lat istnienia jest imponujące. Wśród nich najważniejsze: odnowa chrztu i jego świadome zakorzenienie w życiu parafii. Za przedstawione opinie ponoszę wyłącznie osobistą odpowiedzialność. |
||
Wojtek
2011-10-26 10:10:32 Podchodzę z dystansem do Neo. Ale akceptuję słowa tych ( papieża i biskupów) w których rękach spoczywają tego rodzaju decyzje. Mam nadzieję, że należący do "Drogi" także w pełni akceptują przynależnoć do Koscioła Katolickiego. ks. Paweł z Rzeszowa
2011-03-04 16:53:38 Bracie dzięki za świadectwo. Pokój z Tobą Łukasz (też prezbiter)
2011-03-02 23:44:36 Dziękuję za ten tekst. Łukasz
2011-02-28 23:13:05 Dzięki, że jesteś. Piękne świadectwo, obyśmy wspólnie my świeccy i wy bracia prezbiterzy [Królestwo Kapłańskie] mogli być dla świata w tym posługiwaniu jako światło, sól i zaczyn, zawsze wierni Kościołowi. Ks. Adam z Warszawy
2011-02-27 23:48:40 Bardzo dziękuję za takie świadectwo. Myślę o wstąpieniu na Drogę i jestem coraz bliżej. Z Bogiem. Iza
2011-02-27 11:18:52 Dziękuję. Bardzo jesteście nam potrzebni, nawet nie wiecie jak bardzo. Takie są czasy, że bez Was nie da się normalnie żyć. Jesteście dla nas żywym żródłem na pustyni. Krystyna
2011-02-26 22:33:35 Dziękuję za te słowa, a jednocześnie jest mi żal, że wspólnota parafialna nie potrafi aktywnie uczestniczyc w przygotowaniu Eucharystii. Ciągle jest to bierne uczestnictwo. Przecież nie wszyscy idą Drogą Neokatechumenalną. Wszystkim na tej Drodze życzę wytrwania. Janusz (prezbiter)
2011-02-25 21:58:51 Dzięki za echo Słowa :))) Pokój z Tobą! Kaśka
2011-02-25 21:58:45 Piękinie to Ksiądz opisał. |
||
|
||