Tłem dla Bożego słowa jest wyświetlany na ekranach kin film „2012”. Prezentuje się w nim katastroficzną wizję końca świata, a w zasadzie zagłady ludzkości. Otóż badacze starożytnej kultury południowoamerykańskich Majów, odnaleźli kalendarz tej cywilizacji, którego koniec datuje się na 21 grudnia 2012 roku. Pojawienie się tego filmu stało się przyczyną wielu dyskusji, popartych naukowymi hipotezami, odnoszącymi się niejednokrotnie poza obszar badań empirycznych – w sferę ducha, magii i przepowiedni związanych ze starożytną cywilizacją. Naukowcy, zwykle separujący się od wszelakich argumentów religijnych i nieempirycznych, teraz chętnie sięgają do Starego Testamentu i pism sekciarskich (także z czasów starożytności) i próbują dzięki nim uzasadnić hipotezy astronomiczne, astralne, fizyczne, magnetyczne i inne. Wszystkie te okoliczności świadczą, że człowiek zaciekawiony jest sposobem, a może bardziej datą, końca czasów. A im bardziej zawiłe słownictwo danego proroctwa i im bardziej poetycko ujęte, tym więcej prawdopodobieństw można w nim zmieścić. Zamiast szukać odpowiedzi u osób i sił niekompetentnych, ludzie powinni ją słyszeć z ust kapłanów przepowiadających Ewangelię. Tymczasem ludzie mający problem z zawierzeniem Bogu, sięgają często z wiarą do wszystkiego, co jest Jemu przeciwne. Zatem cóż pozostało ludzkości? Pozostały zaledwie trzy lata życia. Szkoda, że Majowie nie dociągnęli swojego kalendarza do 25 grudnia, to udało by się jeszcze obchodzić Boże Narodzenie. Niestety, za trzy lata świąt nie będzie. A może to i nawet dobrze, bo nie trzeba będzie wyjmować spomiędzy zniczy bombek i ozdóbek choinkowych. Zarówno handlowcy, jak i konsumenci w 2012 roku mają wolne. Pocieszający może być fakt, że Euro 2012 jeszcze się odbędą, a po nich może z pół roku podziwiania wspaniałych stadionów i jeżdżenia po lepszych drogach. Po co zatem starać się jeszcze coś zmieniać? Po co wychowywać dzieci, troszczyć się o szczęście małżeńskie, o pracę? Po co dbać o sprawy duchowe i materialne, skoro to wszystko i tak za niedługo nie będzie miało znaczenia? Co na to Bóg żywy i obecny w swoim słowie pisanym? Szukając sami odpowiedzi czytamy: „Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie” (Mk 13,30). No to koniec! Trzeba się modlić: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje...”. Ale zaraz, przecież Jego królestwo ma nadejść na końcu czasów. Nie! Trzeba zmienić modlitwę. Msza święta! Tak, to najpełniejsza modlitwa wierzących. Tu można znaleźć pokrzepienie: „abyśmy (…) pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Pana, Jezusa Chrystusa”... Ale On przyjdzie na końcu czasów! Skąd szukać ratunku? Matka Boża! Ona zawsze ratuje człowieka, przynajmniej Polaków, więc ślemy do Niej nasze błagania: „Módl się za nami, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. Nie, to już koniec! Ona też przeciwko nam. A tyle pielgrzymek, tyle czułych słów i zdrowasiek... Boże, czy już znikąd nie ma ratunku? Czy wszystko musi przeminąć? Czy nie ma niczego trwałego, w czym można by pokładać nadzieję? Co przetrwa? Uprzedzając takie pytania kapłan jest zobowiązany stać się głosem i wskazać, że to Chrystus jest Panem historii i Bogiem prawdomównym (por. Mt 22,16). Odpowiedź na te rozpaczliwe pytania daje słowo Boże czytane w duchu Kościoła i przepowiadane przez usta powołanych do tego kapłanów. W nim to czytamy: „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą” (Mk 13,31). Zatem Słowo Boże – Wcielone Słowo Ojca, Jezus Chrystus, Syn Człowieczy końca czasów – On trwa wiecznie. On przychodzi na końcu czasów i przy pomocy aniołów zbiera swoich z czterech stron świata. Nagrodzi ich wtedy za ich wytrwałość i wierność. Ocali ich od śmierci. Tak przyjęte słowa o końcu świata nie napawają lękiem i przerażeniem, ale tęsknotą i nadzieją na szczęście życia z Bogiem w pełni królestwa Bożego. Z herolda powszechnej destrukcji, kapłan staje się zwiastunem prawdziwej Dobrej Nowiny, aby chwycić się tego co trwa wiecznie – danego przez Boga Słowa i to Wcielonego. Pozostaje jeszcze jedna zasadnicza kwestia, która wcale nie musi się kłócić z prawdą o Chrystusie: data Sądu Ostatecznego. Wiele sekt, szarlatanów, wróżbitów i jasnowidzów nie raz przepowiadało i ustalało ową datę. Znakiem ich kłamstwa jest brak zgodności przepowiedni i ich nie spełnianie się. Chociażby przepowiadane długie życie nie da się pogodzić z krótkim odstępem daty 21 grudnia 2012, czy tzw. kalkulatory wyliczające termin i okoliczności śmierci, od których aż roi się w internecie. Kapłan stający na wysokości swojego powołania podaje wiernym Bożą prawdę o czasie Sądu ostatecznego: „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32). Głosi więc ludziom, zarówno uświadomionym, jak i pogubionym oraz szukającym: Nie wiadomo i nie będzie wiadomo, kiedy będzie koniec świata. Odważnie wykazuje kłamstwa wszystkich astrologów, wróżbitów i okultystów, wyzyskujących dusze i pieniądze szukających u nich odpowiedzi. Koniecznym jest, aby pasterz korzystał z misji prorockiej Chrystusa. Z jednej strony ma pouczać o niepewności każdej chwili, a z drugiej strony zachęcać do pełnego radości i nadziei oczekiwania na Zbawiciela. Pasterz powinien wzbudzać taką postawę, sprowadzając zagubione owce na zielone pastwiska prawdy, która sprawia, że wierni chętnie już tu na ziemi żyją z Bogiem i dla Niego. Dzięki wierności prawdzie słowa Bożego trwającego na wieki, da się szybko przekonać, że czeka nas życie wieczne z Chrystusem, a koniec świata to wcale nie koniec świata. |
||
|
||