baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

artykuly

Wojciech Jędrzejewski OP

O KIEROWNICTWIE DUCHOWYM MŁODZIEŻY


Jeśli duchowość zdefiniować jako skierowanie całego człowieka ku Bogu: rozumu, uczuć i woli, to na każdym z tych poziomów można odnaleźć pułapki duchowe szczególnie czyhające na młodego człowieka. Zasadniczym zadaniem duszpasterza młodych będzie zatem uważność w obliczu możliwych zawirowań po to, by w porę uświadomić je sobie oraz tym, których się prowadzi. Ten rodzaj obecności dużo lepiej oddaje określenie „wychowawca” niż „ojciec duchowy”.

mlodzi

Kłopoty z ojcostwem

Wielu młodych ludzi – jak pisał Henri Nouwen – tworzy pokolenie bez ojców1. W przekonaniu tego autora oznacza to zakwestionowanie autorytetu dorosłych, a przejęcie go przez grupę rówieśniczą. Sformułowanie Nouwena można też potraktować jako opis duchowej, emocjonalnej nieobecności ojca, który fizycznie pozostaje w rodzinie. W związku z powyższym, w bliższych relacjach duszpasterskich bardzo łatwo dokonuje się zjawisko przeniesienia. Ojciec duchowy staje się zatem odnalezionym tatą, ogarniętym bezmiarem głodnych i złożonych uczuć. Niepostrzeżenie pod zasłoną duchowych rozmów rozwija się silna relacja na poziomie dziecko – rodzic. W początkowej fazie następuje przeniesienie pozytywne: wszystkie upragnione cechy, których nie posiadał naturalny tata, młody człowiek odnajduje w ojcu duchowym. Rodzi to przywiązanie, radość, miłość, uwielbienie, chęć spędzania jak największej ilości czasu razem. Relacja może szybko zamienić się w nieustanny kontakt. Oprócz spotkań w cztery oczy dochodzą maile, sms-y, telefony. A wszystko to w aurze bycia prowadzonym na duchowej ścieżce rozwoju. Duszpasterz, który wchodzi w tak intensywną relację z młodą osobą, prędzej czy później zacznie zbierać podwójne żniwo swojej postawy. Po pierwsze, może zacząć doświadczać zniecierpliwienia swoistym nadmiarem. Szeroko otwarte drzwi na nielimitowany kontakt zacznie powoli przymykać. Czując postawę zaborczości, zacznie bronić swej niezależności i chęci bycia także dla innych. Drugi rodzaj „żniwa” polega na przemieszaniu ojcostwa z erotyką. Chcąc lub nie chcąc, ojciec duchowy może obudzić uczucia erotyczne w podopiecznym lub podopiecznej. Gdy sobie to uświadomi – kierując się poczuciem odpowiedzialności (oby tak było) – próbuje schłodzić relację. Staje się bardziej powściągliwy i na nowo ustanawia granice, które wcześniej lekkomyślnie zniósł. W obu tych wypadkach następuje przeniesienie negatywne: nierozważny ojciec duchowy zaczyna zbierać razy, które przekraczają reakcję należną za jego niedojrzałość. Złość nagromadzona w młodym człowieku na jego własnego rodzica eksploduje jak pocisk masowego rażenia. Rodzą się oskarżenia, rozżalenie, wściekłość. Aby uniknąć grząskich terenów przeniesienia, kierownik duchowy powinien nauczyć się być wychowawcą. Zanim szczegółowo przyjrzymy się, jak ta obecność ma wyglądać w rozwoju wiary, modlitwy, oddania Bogu, poczyńmy parę uwag natury ogólnej.

Tajemnica wychowawcy

„Moim zdaniem celem wychowawcy jest pobudzenie czyjegoś rozwoju. Ale jakie mam do tego środki? Wychowuję między innymi poprzez zwracanie uwagi, napomnienia, zachętę, stosując wszelkiego rodzaju «metody». Ale nie to jest najważniejsze. Tylko własnym życiem mogę pobudzić kogoś do życia. Największą moją siłą jako wychowawcy jest to, abym sam wymagał od siebie, zmagał się ze sobą”2. Autor powyższych słów – Romano Guardini – misje wychowawczą postrzega jako pobudzanie rozwoju. Człowiek z natury jest tajemnicą wzrastania, wędrowcem, homo viator. Równocześnie napotyka w sobie na chaos zachcianek, możliwych pomyłek, niebezpieczeństwa tkwiącego w tym, co w nim dobre oraz możliwego dobra w tym, co jest słabością i upadkiem. Wspierająca obecność przy życiu – w tym wypadku życiu duchowym – zakłada autentyczność wychowawcy. Nie może on pozostawać z boku tego wielkiego procesu, jakim jest rozwój pokonujący meandry płycizn, zafałszowań oraz iluzji. Nie może zwalniać się on z trudu nadawania kształtu własnej relacji z Bogiem. Kształtu, który jest powiększającą się w nieskończoność przestrzenią życia i miłości. Stawanie się, rozwój życia zakłada poszanowanie reguł, na których straży powinien stać wychowawca. Najpierw we własnym życiu, a następnie tych, których prowadzi. Wychowawca jako osoba towarzysząca młodej osobie jest tym, który zwraca uwagę, napomina, zachęca. Popatrzmy na trzy wymiary, w których ten rodzaj służby jest nieodzowny, a za każdym razem dotyczy innych aspektów rozwoju duchowego nastolatka. Obszar wymagający szczególnej uwagi to świat uczuć. Młody człowiek z racji etapu swojego rozwoju potrzebuje mądrej obecności w tej właśnie przestrzeni3.

Wychowawca uczuć

Wielu młodych ludzi stosuje nieświadomie selekcję uczuć, z jakimi można wchodzić w spotkanie z Bogiem. Pewne z nich, jak radość, wzruszenie, miłość, żal czy poczucie winy kojarzą się im religijnie. Inne zaś, jak na przykład gniew, smutek, lęk, rozpacz, poczucie zagubienia nie posiadają religijnych konotacji. Te drugie sprawiają, że niejeden młody człowiek przestaje się modlić w okresach, gdy dominują w nim takie uczucia. Wielu młodych skorych jest podświadomie sądzić, że znamionami autentycznej postawy duchowej jest wielbienie Boga i bezgraniczne zaufanie, których nie powinny mącić strach, niepokój czy złość na innych. Skoro więc pojawiają się te „niereligijne” przeżycia, odczuwają to jako kryzys wiary. Tracą motywację do kontaktu z Bogiem, odsądzając się od czci i wiary. Zadanie wychowawcy polega na pomocy w wejściu młodego człowieka z całym dobrodziejstwem inwentarza w osobistą więź z Jezusem i Ojcem. Powinien prosić w tym spotkaniu Ducha Świętego o dar zanurzenia swoich uczuć w Boskiej miłości. Młodzi potrzebują czasami, aby razem z nimi modlić się tym, co aktualnie przeżywają. Można zaproponować: „Pomódlmy się twoją złością na rodziców, twoim płaczem i żalem z powodu zła, które cię spotkało. Nie musisz się bać powiedzieć Bogu o swoim lęku przed zadaniami, które stoją przed tobą. O swoim wstydzie i poczuciu bezradności w obliczu powtarzających się grzechów. Także o swoim braku gotowości, by z grzechem zerwać. On chce otulić cię swoją Bliskością i przeżywać z tobą twój ból i rozgoryczenie. Dopiero, kiedy dasz mu dostęp do twoich trudnych przeżyć, odnajdziesz w pełni szczerości autentyczny kontakt z Tym, który kocha cię całego. Odnajdziesz siłę w Jego mądrości pocieszeniu i stopniowym uzdrowieniu”. Innym istotnym wymiarem pomocy w sferze uczuć w obrębie duchowości jest wychwytywanie tego, co Karl Frielingsdorf nazwał demonicznymi obrazami Boga4. Część młodych ludzi posiada głęboko zaszczepiony wizerunek Boga pozostający w całkowitej sprzeczności z tym wyznawanym i upragnionym. Może to rodzić permanentne poczucie winy, karanie się za najmniejsze uchybienia, a także swoistą selektywność w percepcji słów Pisma Świętego. W osobistej rozmowie, czy też spowiedzi, są chwile, kiedy ten podświadomy emocjonalny obraz ujawnia się. Zadanie wychowawcy polega na zatrzymaniu na nim wspólnego spojrzenia. Można delikatnie podpowiedzieć kierunek zreflektowania genezy takiego zatrważającego wizerunku. Zadanie wychowawcy to również zwracanie uwagi na postawy egzaltowane w religijności. Do takich postaw można zaliczyć skłonność do opowiadania innym o swoich duchowych przeżyciach, nakręcaną radość, którą chciałoby się zaszczepiać wszystkim dookoła, czy też poświęcanie coraz większej ilości czasu na modlitwę kosztem obowiązków w szkole i w domu. Warto zwracać uwagę na motywacje intensywnego zaangażowania religijnego zwłaszcza u tych młodych, którzy pochodzą z domów rodziców niepraktykujących. Może się zdarzyć, że pobożność jest postawą kontra antyklerykalizmowi bliskich lub ich religijnej obojętności. Ważnym zadaniem wychowawczym jest również zwracanie uwagi na kierowanie się emocjami w kwestii wspólnej modlitwy. Szczególnie chodzi o reagowanie na wszelkie przejawy „wysmakowania” w pewnych jedynie formach i oprawie liturgii. Uczuciowe przywiązanie do stylu muzyki, nastroju nie jest złe samo w sobie, ale jeśli prowadzi do poczucia ekskluzywności, wychowawca powinien reagować. Trzeba wskazywać to, co istotne, co jest centrum Tajemnicy każdej liturgii.

Wychowawca woli

Wielu młodych przeżywających ożywienie wiary i pragnienia modlitwy zderza się w pewnym momencie z doświadczeniem zniechęcenia. Z okresu wzmożonej modlitwy przechodzą w stan „urywanego oddechu”. Nigdy dość przypominania ze strony wychowawcy o potrzebie dyscypliny w modlitwie. Warto wspólnie – konkretnie – wypracować pewien rytm spotkań z Bogiem. Zarówno jeśli chodzi o osobiste słuchanie słowa Bożego, jak i adorację czy spowiedź. Dyscyplina jest również lekarstwem na wszelkie sytuacje, poprzez które bierze górę nie to co duchowe, lecz to co zmysłowe. Młodzi tracą ogromną ilość czasu na to, co Benedykt XVI nazwał „kulturą chwili” (przemówienie do kapłanów w Archikatedrze św. Jana w Warszawie). Pomocą dla części młodych może być regularne pisanie „sprawozdań” z ilości czasu poświeconego rozrywkom. Unaocznienie marnowanego czasu na to, co jest duchowym rozproszeniem, działa czasami trzeźwiąco.

Wychowawca rozumu

Najgorliwsi nawet młodzi ludzie, żyjąc w kulturze postmodernizmu, noszą w sobie wiele wątpliwości dotyczących własnej wiary. Najbardziej istotne dotyczą możliwości poznania Prawdziwego i Jedynego Boga. Czy to w ogóle jest możliwe, czy opowiedzenie się za Jezusem nie będzie tym samym opowiedzeniem się przeciwko innym, inaczej wierzącym? Zadaniem wychowawcy jest wydobycie na światło dzienne pytań i wątpliwości oraz podjęcie rzetelnej rozmowy. Ów dialog powinien być prostowaniem pojęć, nauką znajdowania odpowiedzi, otwartości w konfrontacji z zarzutami wobec chrześcijaństwa. Chodzi o postawę fides querens intelectum (wiara szukająca zrozumienia). Nie można młodych wpychać w fideizm. Młodość jest okresem, kiedy to w sposób szczególny duchowość powinna opierać się na jak najsolidniejszej katechezie, filozofii i teologii. Inaczej grozi jej latanie w chmurach, które często kończy się twardym lądowaniem. Wychowawca to człowiek, który stając przy młodym człowieku, ma świadomość pułapek charakterystycznych dla duchowości nastolatków. Potrzebuje zachować trzeźwość dorosłego wobec mniejszego od siebie, który szuka ojca i gotów jest „wsiąknąć” w taką relację. Wychowawca pomaga nazywać meandry emocji, które uruchamia doświadczenie duchowe, w wypadku dojrzewającego człowieka przybierające szczególnie intensywny przebieg.

Wojciech Jędrzejewski OP (ur. 1968), duszpasterz akademicki, współtwórca witryny internetowej „Mateusz”. Współpracuje z mediami. Opublikował między innymi: Fascynujące zaproszenie; Tęsknota, która rozszerza serce; Miłość, która ocala; Uzdrowienie ze wstydu; Z Bogiem na czacie.

1 H. J. M. Nouwen, Zraniony Uzdrowiciel, Poznań 1994, s. 41-44.
2 R. Guardini, Bóg daleki, Bóg bliski, Poznań 1991, s. 229.
3 M. Przetacznik-Gierowska, Z. Włodarski, Psychologia wychowawcza, Warszawa 1994, s. 199.
4 K. Frielingsdorf, Demoniczne obrazy Boga, Kraków 1997.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji "Sztuka kierownictwa duchowego", która ukazała się nakładem Wydawnictwa WAM

Wróć do artykułów...>>

Jeżeli artykuł Cię poruszył, chcesz się podzielić swoją refleksją, ubogacić nas, to zapraszamy do pisania...


Patrycja
2010-10-22 10:54:26

Pewną pułapką w młodości jest umieszczenie Boga w jakiejś abstrakcyjnej przestrzeni, gdzieś w wyobraźni, w jakiejś idyllicznej bańce mydlanej. Kiedy byłam nastolatką, tak właśnie pojmowałam Boga - to była miłość, ale bardziej rodem z kart romantycznej powieści. To były uczucia bez twardej decyzji woli. Dopiero po wielu latach dotarło do mnie, że On jest Osobą, że czeka na mój konkretny wybór, a nie na moje mgliste wyobrażenie i marzenie na Jego temat ulokowane w świetlistych chmurach. Zrozumiałam, że mam ŻYĆ, a nie tylko marzyć na temat życia i przyglądać się kropelkom rosy na błękitnej róży, bo choć to też miłe, nie do końca stanowi o życiu. A może takie są prawa przejścia młodości w dorosłość. Poza podziwianiem Go w kropli światła trzeba też móc dla Niego cierpieć. Wydaje mi się, że tego uczy dopiero dorosłość.






linia
hedley 2009