baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

artykuly
Ks. Andrzej Przybylski

KAPŁAŃSKA SAMOTNOŚĆ

Myślałem dziś sporo nad tym, czy Jezus był indywidualistą. Z pewnością bliskie Mu było doświadczenie samotności, z pewnością musiał często sam przeżywać doświadczenie niezrozumienia, odrzucenia i dalej realizować swoją misję. Miał obok siebie najbliższych uczniów, przygotowywał ich do podjęcia nauczania i budowania Kościoła, ale czy nie było tak, że On jeden widział sens tej drogi, a oni szli w ciemno? Nawet gdy próbował im tłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi, to często nie rozumieli i musiał samotnie iść do przodu.

kaplanska_samotnosc

Nawet próby wspólnej modlitwy zakończyły się tym, że On się modlił, a oni spali. Jakimś indywidualistą i samotnikiem musiał być Jan Chrzciciel. Szły za nim tłumy, ale wydaje się, że tylko on pojął i zrozumiał, że nadchodzi Baranek. On też miał uczniów i to nie byle jakich - Andrzeja i Jana, ale szybko ich oddał Jezusowi i znów szukał nowych współpracowników. Podobnie musiało być i ze świętym Pawłem i wieloma innymi, charyzmatycznymi postaciami historii Kościoła. Te moje pytania o indywidualizm i samotność przenoszą się na nasze kapłańskie życie. Żyjemy obok siebie, często nawet we wspólnocie, ale jakby samotni, jakby nie do końca zdolni do współdziałania. Ciągniemy ten “wózek” Kościoła niby razem, ale każdy w swoją stronę i po swojemu. Sam nie mogę pochwalić się zdolnością do współdziałania, bo choć wydaje mi się, że jestem na nią otwarty, to często jedynie na moich warunkach. I nie ma w tym żadnej gry, ani chęci jakiegoś zysku, ale w swojej mniszej naturze nie lubię wychodzić poza świat mojej duchowości, mojego myślenia o Bogu i koncepcji na Niego. Sądzę, że wielu moich braci mogłoby się wpisać do takiego kapłańskiego klubu indywidualistów i samotników, choć oskarżamy się o to wzajemnie, taksując, który z nas bardziej.

Ale może nie muszę szukać doskonałej jedności? Może, tak jak w każdym człowieku grzech rozwalił wewnętrzną integralność, tak i w ludzkich wspólnotach grzech rozwalił naturalną zdolność do współdziałania? Może przez to skazani jesteśmy na nasz indywidualizm i samotność, a zamiast oczekiwać jakiegoś cudownego rozwiązania może trzeba z tej słabości uczynić kolejne miejsce teologiczne, miejsce działania Boga w naszej samotności i indywidualizmie?
Z pewnością takim miejscem jest kapłańska samotność. Ona wpisana jest w nasze powołanie. I choć otoczymy się rzeszą ludzi, przyjdą wieczory i dni kiedy będziemy sami. I choć będziemy mieli masę znajomych to oni i tak, żyjąc w świecie, nie zrozumieją naszego powołania. Moi pierwsi wychowankowie, którzy bezpośrednio po święceniach poszli w życie parafialne mówią mi o swoistej rewolucji. W seminarium żyli jak w koszarach, przez całą dobę we wspólnocie ludzi. I nagle znaleźli się na plebani, sami, w swoim pierwszym mieszkanku, bez współlokatora, bez kolegów za ścianą, bez przełożonych mobilizujących do działania, bez regulaminu układającego życie co do minuty. Nawet jeśli mają pełen dzień zajęć to wracają do siebie wieczorem, żeby zderzyć się z samotnością. Ale właśnie w tej samotności jest największa szansa osobistego spotkania z Bogiem! Nie wolno nam uciekać od samotności, krzywić się na nią i szukać technik jej zabijania. Samotność księdza nie jest przekleństwem czy piętnem powołania - jest miejscem najgłębszej obecności Boga.

A co z indywidualizmem? Z pewnością Bóg go nie chce, bo nie może chcieć czegoś co rozwala lub przynajmniej mocno osłabia Jego Kościół. Ale, skoro ten indywidualizm, w mniejszym lub w większym stopniu jest udziałem nas wszystkich, to może znowu warto go przyjąć jako zadanie od Boga? Może warto, żebym pokochał mojego brata z jego doświadczeniem Boga, z jego duchowymi, bardzo osobistymi doświadczeniami i przekonaniami ? Może warto, żebym w tym bardzo indywidualnym myśleniu zobaczył jakieś światło i uwierzył, że to co wydaje się być takie poszarpane, w rękach Boga staje się pięknie tkanym dywanem?

Odnaleźć w naszym indywidualizmie miejsce teologiczne to może wcale nie znaczy wszystko uzgodnić, ujednolicić, ale pokochać te nasze różnice i zrobić wszystko, żeby one nie były źródłem krytyki, oskarżeń, podkładania nogi, ale żeby z tych naszych kwiatków Bóg mógł uczynić cudowną łąkę Kościoła?
Staję więc przed Bogiem z moją nieumiejętnością współdziałania, z moim indywidualizmem i zamknięciem na innych, z moją samowystarczalnością i nie proszę Go, żeby to wszytko wyrównał i ujednolicił, ale żeby w tym wszystkim nauczył mnie kochać.

Wróć do artykułów...>>

linia
hedley©2009