Która z powyższych odpowiedzi jest bliższa Jezusowi? Chrystus definiując swoją misję stwierdził: „ Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata" (J 6, 51). Warto więc zauważyć, że ciało Jezusa jest pokarmem dla całego świata, nie tylko dla chrześcijan czy też dla wierzących. Jego ciało ma być więc spożywane przez cały świat. To dlatego urodził się w żłobie, by być zjedzony. Jezus nie przyszedł się bronić, czy też po to, by bronić wiary i Kościoła, ale po to by stać się pokarmem dla całej Ziemi. Jak więc formować współczesnych kandydatów do kapłaństwa, by stali się ofensywnymi księżmi, by mieli odwagę być pokarmem? Wtajemniczenie chrześcijańskie polega przede wszystkim na odkrywaniu tajemnicy chrztu św. i przyjmowaniu płynącej z niego łaski. „Wejście” w tajemnicę chrztu jest życiodajne, tzn. daje nadzieję i uzdalnia do miłości. Chodzi więc o takie doświadczenie miłości Boga, które przemienia i, jak twierdzi Benedykt XVI, „tworzy fakty i zmienia życie” (1). Obrzędy chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych (2) są dokumentem, który ukazuje tradycyjnie chrześcijańską inicjację, która ma szansę być życiodajną i zbawienną dla samego wtajemniczonego, jak i dla tych, którzy się z nim spotkają. Formacja seminaryjna, będąc formacją ludzi dorosłych, powinna więc mieć charakter mistagogiczny, podobny do pochrzcielnego katechumentatu. Aby tak się stało, relacja między formatorami a alumnami winna przybrać podobny charakter do tej, która istnieje między mistagogiem chrześcijańskim a katechumenem. W konsekwencji pojawia się więc postulat małych grup formacyjnych, których rola nie ogranicza się jedynie do cotygodniowych spotkań wychowawczych, lecz w dużym stopniu stanowi wspólnotę życia w codzienności. Ciekawą inicjatywą, wychodzącą naprzeciw zgłoszonemu postulatowi, jest koncepcja seminarium zaproponowana przez francuskiego kardynała Jean-Marii Lustiger’a. Widząc mankamenty formacji w dużym seminarium Lustiger zdecydował o wprowadzeniu modelu „domów”. W każdym z nich wraz z formatorami zamieszkało od ośmiu do dwunastu seminarzystów. Taka forma dała możliwość zastosowania mistagogicznego charakteru wychowania oraz zniweczyła różnicę między rzeczywistością seminarium a parafialną, gdyż większość domów formacyjnych była i jest związana z paryskimi parafiami (3). Wydaje się również, że formacja prowadzona we współczesnym polskim seminarium nie owocuje dojrzałością duchową absolwentów seminariów. Wynika to m.in. z faktu, iż klerycy często nie doświadczają w swojej drodze duchowej radykalizmu Ewangelii. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że spotykają się oni z „rozbrojonym chrześcijaństwem”. Potwierdzeniem tego stanu jest wielokrotnie obserwowana postawa skupiania się na tym, co drugorzędne i zewnętrzne, z równoczesnym pomijaniem tego, co najistotniejsze. Postawa radykalizmu ewangelicznego, obecna w wielu środowiskach kościelnych (np. we wspólnotach neokatechumenalnych czy we wspólnotach związanych ze Szkołami Nowej Ewangelizacji) postrzegana jest jako postawa nienormalna i „dziwactwo”. Wynika to z błędnego rozłożenia akcentów, którego Kościół doświadczył także w przeszłości, gdy radykalizm ewangeliczny traktowano jako coś przynależnego tylko wąskiej grupie ludzi (mnichom klauzurowym, pustelnikom itp.). (1) Benedykt XVI, Encyklika „Spe salvi”, Watykan 2007, n. 2.
|
||
Jagna
2010-11-24 21:11:44 Zgadzam się z tym, co ks. Jacek pisze o formacji. Natomiast zupełnie inaczej interpretuję zacytowane na początku wypowiedzi hierarchów. Powiem w skrócie: żeby ratować planetę, nie muszę być chrześcijaninem. Ale żeby być chrześcijaninem, muszę zachować wiarę i jej bronić. Biada chrześcijanom, jeśli będą bronić planety, a o wierze zapomną... Marek
2010-11-19 09:44:30 A ja właśnie obawiam się myślenia, że jeszcze mamy ludzi w Kościele. Mam kontakt z młodymi większości z nich już w Kościele nie ma. A to oni będą za chwilę wychowywać swoje dzieci. I wtedy będzie radykalna zmiana liczebności. Czasem wydaje mi się, że biskupi nie widzą tych prostych zależności. Duszpasterstwo młodzieży w wielu diecezjach "leży". A jeżeli nie to dzięki kilku księżom, którzy podejmują walkę o młodych. A nie dlatego że jest to przemyślane działanie diecezji. Karol
2010-11-19 09:40:47 Coś w tym jest. Myślę, że warto szukać; nie bać się stawać w prawdzie. Trzeba w końcu wychodzić z takiego myślenia. Jest dobrze, trochę jeszcze mamy tych ludzi w kościele. Może sobie nie pójdą. Na szczęście sa jeszce intencje. Coś jak zawinąć w papierek minę, otrzymaną od gospodarza. Gratuluję księdzu Jackowi odwagi. Musimy być radykalni, to od ojców z Brazylii z Przymierza Miłosierdzia |
||
|
||