Szczególnie zalecam zastanowienie się nad odpowiedziami na pytania testu tym kapłanom, którzy od ludzi z otoczenia słyszą często sygnały typu: Dlaczego ksiądz jest smutny? Może jest ksiądz zmęczony? Źle ksiądz dzisiaj wygląda? Jest ksiądz jakby nieobecny? Mogą one być cenną wskazówką, że dzieje się już ze mną coś niedobrego. O co warto zapytać się siebie?
- Czy unikam ludzi?
- Czy zamykam się w sobie?
- Czy w normalnym dniu (poza obowiązkami wynikającymi z pracy) spędzam przed telewizorem lub przy komputerze ponad dwie godz. czasu?
- Czy mam choćby jednego przyjaciela np. księdza, z którym się regularnie spotykam i rozmawiam o wszystkim?
- Czy mam stałego spowiednika i kierownika duchowego?
- Czy chce mi się działać duszpastersko?
- Czy regularnie się modlę?
- Czy potrafię się cieszyć z tego, że jestem księdzem?
Jeśli na co najmniej 6 pytań Twoja odpowiedź jest negatywna to znaczy, że albo cierpisz na kapłańską depresję albo jesteś na dobrej drodze, aby w nią wpaść. Jak jeszcze inaczej mogę zdiagnozować u siebie stany pro-depresyjne? Pomocą mogą być następujące spostrzeżenia:
- jeśli nie potrafię odpoczywać, kiedy jako ksiądz popadam w pracoholizm i w ten sposób uciekam od rzeczywistości; jest to forma acedii w znaczeniu „ucieczki z celi” to znaczy ucieczki od samego siebie, od istoty mojego powołana, od zadawania sobie trudnych pytań
- jeśli nie potrafię świętować, cieszyć się odpoczynkiem tylko po wyjściu z kościoła np. po wielkiej uroczystości zamykam się sam w pokoju i włączam telewizor lub komputer
- jeśli widzę u siebie permanentny brak inicjatywy, znużenie i malkontenctwo na wszystko i na wszystkich
- jeśli wpadłem już w taki konformizm, że bardzo trudno mi nagle zrezygnować z moich planów po to, aby zająć się tym co wynika z mojego powołana
- jeśli unikam moich braci księży, a czasami wręcz mam niechęć do stroju duchownego
- jeśli zaniedbuję obowiązki stanu takie jak modlitwa brewiarzowa, modlitwa osobista
- jeśli dodatkowo zaniedbuję się w wyglądzie zewnętrznym: nie dbam o ubiór, higienę osobistą
Oczywiście nie wymieniłem tu wszystkich sytuacji, które powinny być sygnałem ostrzegawczym, że dzieje się już ze mną coś niedobrego i że trzeba szybko reagować. Pamiętajmy, że najlepiej jest zapobiegać trudnościom, a najlepszą drogą do tego jest bliska, osobista i żywa relacja z Tym, w którego ranach jest nasze zdrowie (por. Iz 53, 5). Aby ją podtrzymywać ważna jest nie tylko regularna modlitwa, ale też stałe i regularne (np. co dwa tygodnie) kierownictwo duchowe i spowiedź. Trzeba nam też nie bać się chodzić pod krzyż Jezusa Chrystusa, gdyż tam najczęściej rozpoczyna się nasz prawdziwy i skuteczny proces uzdrowienia. Pamiętajmy też, że w niektórych sytuacjach Bóg mimo iż jest Wszechmocny i że jest najlepszym terapeutą pragnie działać przez ludzi i że może chcieć, abyśmy skorzystali z fachowej pomocy specjalistycznej np. psychologa czy psychiatry.
Wróć do artykułów...>> |