baner_czarny

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

artykuly
Ks. Andrzej Leszczyński

CIENKA CZARNA LINIA

Szczegóły obrazu
W jednym z wywiadów ojciec Leon Knabit zapytany o słabości „klasztorne” wskazał na grzechy główne. Ten podstawowy katalog, uniwersalny w swym wymiarze, w różnej mierze i natężeniu odnosi się do sytuacji, które mają miejsce w klasztorach i na plebaniach. Dla jednych stwierdzenie to stanowić może kolejny „kamyczek” do przywoływanego często dwuznacznie powiedzenia: ksiądz to też człowiek. U innych wywołać zdziwienie, a może i zgorszenie.

relacje

Tymczasem rzeczywistość jest w tym względzie całkiem klarowna. Tam, gdzie wspólnota, relacje i człowiek, który podejmuje określone działanie, tam też „wzmaga się grzech”. Zły duch nie zawraca przed drzwiami klasztorów i plebanii, a ksiądz czy zakonnik każdego dnia stając przy ołtarzu przypomina sobie o własnej słabości: zaniedbaniach, grzechach myśli, słów i czynów. Wyznanie to dokonuje się w obecności Boga, aby „jeszcze obficie rozlała się łaska”. Tyle i aż tyle. W świecie obrazów można by to nazwać planem ogólnym. A szczegóły? Te ostatnio podpowiedziane zostały przez przesyłane na naszą kapłańską stronę intencje. Powtarza się w nich prośba o ułożenie relacji na linii przełożony – podwładny, biskup – proboszcz – wikariusz. Ich niewłaściwy kształt staje się bowiem źródłem konfliktów i nieporozumień. Nierzadko ma też wpływ na dramat odejścia z kapłaństwa. To często cienka czarna linia. I nigdy nie jest tak, że przyczyny są związane z jedną stroną. Czy muszą być zresztą dwie strony, przeciwne i walczące? Dwóch ludzi czy rozmówców: TAK. Dwie opinie, oceny czy sądy: TAK. Słowa Apostoła brzmią tu szczególnie: „dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego” (Flp 2,2). Gdzie zatem najtrudniej z realizacją Pawłowego wezwania? Myślę, że w dwóch obszarach, których miejscowe powiązanie znalazłem w lekturze dotyczącej kapłaństwa (w tekście korzystałem z trzech publikacji, ich źródła podaję na końcu). Rozdziały im poświęcone następowały po sobie. Raczej nieprzypadkowo. Chodzi o braterstwo i posłuszeństwo.

Jak w rodzinie?
Plebanie z reguły stanowią miejsca przejściowe, choć stopień zakorzenienia w parafii, środowisku bywa niezwykle mocny. Miarą jest sakramentalna więź, która stanowi podstawowe wiązanie obecności kapłana w parafii. To wejście w obszar działania samego Boga. A najważniejsze kryterium kapłańskich relacji? Również wyrasta z rzeczywistości sakramentalnej. Ustanawiając kapłaństwo, Chrystus modli się o jedność, której ceną jest Jego Krew. Zatem nie ma jedności bez ofiary. Ta jedność między kapłanami w wymiarze praktycznym to nic innego jak wezwanie do braterstwa. Jego źródłem nie jest natura, lecz wspólna droga powołania i współpraca w dziele, które jest udziałem w misji Jezusa. Tylko On potrafi połączyć przeciwności i  różnorodności spotykające się w tej szczególnej rodzinie. Tak pewnie trzeba powiedzieć o wspólnocie, w którą kapłani wrastają niezwykle intensywnie. Pojawia się zatem kilka pytań. O rodzinną modlitwę, wspólny stół, otwarcie, dzielenie, szczerość. Od tego przecież w dużym stopniu zależy w naturalnych rodzinach szczęście i rozwój w różnych wymiarach życia. Jeżeli zatem we wspólnotach kapłańskich bywa odwrotnie, to niestety plebanie stają się miejscem przejściowym nie w odniesieniu do cyklicznych zmian, ale księży, którzy - jak mawiał pewien znany profesor - miejsce swego zamieszkania najchętniej chcą widzieć we wstecznym lusterku samochodu. Porażka braterstwa może stać się porażką kapłaństwa. Najczęstszą zaś jej przyczyną jest jakość relacji między przełożonym a podwładnym.

Ja tu jestem proboszczem
Podtytuł nie jest żadnym wymysłem. Słowa jak najbardziej z życia wzięta. Zasłyszane także bezpośrednio. I jakoś prowadzące do bezradności. Z powodu braku argumentów oraz smutku wynikającego z zamknięcia i wykorzystywania otrzymanej władzy. Jak to przyjąć? Jak znieść porażkę, zdawało by się, w słusznej sprawie? Jak być, no właśnie, posłusznym? W takich sytuacjach bowiem łatwo złapać łatkę buntownika. Tymczasem historia uczy, że największe szkody Kościołowi nie przyniosły trudności zewnętrzne. Te często rodziły męczenników i ostatecznie Kościół umacniały. Szkody wyrastały z nieposłuszeństwa biskupów i kapłanów. Historia magistra vitae est? Życie pokazuje, że nie zawsze. W trudnych chwilach pozostaje obecność przyjaciół, sam niejednokrotnie o tym się przekonałem. Przede wszystkim jednak jest Ten, który pokrzepi, ale też zaprosi do pójścia Jego drogą. Sam przecież „nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” Hbr 5,8. Jezus zatem poznał posłuszeństwo przez cierpienie. Ono było aż do śmierci, dlatego stało się powodem Jego wywyższenia (por. Flp 2, 8-9). A w liturgii święceń każdy kapłan słyszy słowa biskupa: „prowadź życie zgodne z tajemnicą Pańskiego krzyża”. Święty Ignacy mówi zaś o oddaniu siebie „w ręce Boga na wzór i mocą Jezusa”. Czyli ciągle śmierć nie tylko temu, co jest egoizmem, ale też temu, na co jeszcze nie przyszedł czas. Asceza, obumieranie „ja” w odniesieniu do duszpasterstwa, koncepcji, marzeń i planów. Na rzecz solidarności, bez chęci rywalizacji i zazdrości. Nie jako skutek jakiejś biernej uległości i ustąpienia dla świętego spokoju, ale skutek prawdziwego usposobienia ducha. Coś, co wchodzi w człowieka jak pokarm. Na wzór Jezusa, który mówi: „moim pokarmem jest wypełniać wolę Tego, który Mnie posłał” (J 4,34).

Posłuszeństwo buduje jedność i wyraża się najpierw w odniesieniu do samego Boga. Następnie wobec Kościoła w znaczeniu apostolskim i pastoralnym. To pierwsze mówi o przyjęciu ograniczenia swojej woli, co owocuje łaską rozeznania i odpowiedzialności w podejmowaniu decyzji. To drugie zaś polega na oddaniu ludziom, byciu dyspozycyjnym. W końcu posłuszeństwo odnosi się do samego siebie, ma być wiernością decyzji pójścia za Chrystusem.

Wspólnota nie z tego świata
Oczywiście mowa nie o miejscu i środowisku pozbawionym spraw trudnych, takiego nie ma. To przede wszystkim pragnienie właściwie przeżywanego braterstwa i posłuszeństwa, konkretnych wyrazów kapłańskiej miłości. Braterstwa nie budują obowiązkowe i sztywne posiłki czy z góry przewidywalne spotkania. Paternalizm czy „wiem więcej, bo jestem starszy”. Prawdziwe posłuszeństwo nie ma nic wspólnego z „lizusostwem” czy uległością podszytą karierą czy zaszczytami. Bo wtedy karłowacieje człowiek, a prawda staje się nie sposobem życia, ale abstrakcyjną ideą. Plebania moich oczekiwań to aktywność wszystkich w budowaniu relacji i podejmowaniu duszpasterstwa, zgodnie z możliwościami i potrzebami. To wzajemne wsparcie oraz „jeden drugich brzemiona” niesienie. Otwartość w podejmowaniu wyzwań. Przede wszystkim zaś miejsce intensywnej modlitwy, wspólnej i osobistej. Tylko Jezus może połączyć różne charaktery, żywioły i osobowości. Tak, by budować siebie, innych, Kościół. Kiedy patrzę wstecz, to dziękuję Panu Bogu nie tyle za proboszczów moich marzeń, ile za łaskę spokojnego rozwiązywania problemów. Zresztą naprzeciw nich też pewnie nie stał wikariusz spełniający określone wymagania. W modlitwie oddaję te wszystkie sytuacje i rozmowy, które mogłyby przebiegać inaczej. Niejednokrotnie przekonywałem się, jak bardzo ważny jest sposób mówienia, choć nie zawsze przychodziło to łatwo. Kościół, ten z perspektywy plebanijnej, raz był bezpieczną przystanią, innym razem wzburzonym morzem. Zarazem miejscem dla Jezusa, który chce być obecny wśród  zamieszkałych w Jego Imię. Tak, by budować Królestwo nie z tego świata.

 

ks. Tadeusz Borutka „Refleksje nad kapłaństwem w świetle nauczania Kościoła” WAM 2009
Stanisław Łucarz SJ „Rady ewangeliczne w życiu kapłana” w „Sztuka bycia księdzem” WAM 2010
Marian Zawada OCD „Posłuszeństwo kapłańskie w naszych czasach”, tamże.

Wróć do artykułów...>>


ks. Wojciech
2010-11-04 11:02:32

A jak sie jest samemu...i to jesczze zagranica????

ks. Jacek
2010-10-26 22:09:56

W relacjach plebanijnych wydaje mi się, że chodzi również o świadomość tego jak odbijają się one na parafii. Pewien znajomy mówił mi kiedyś, iż po mimice i gestach księży koncelebrujących Mszę św. widzi co dzieje sie między nimi na plebanii.






linia
hedley©2009